itab Posted December 19, 2006 Posted December 19, 2006 Beta, wiem jak to boli... mój Badi odszedł nagle 2 tygodnie temu jutro skonczyłby 18 miesiecy. trudno jest pocieszać, jedno ci powiem: jesli wiesz ,że Twój dom nie moze istnieć bez Psa to zrób to, nie czekaj. Ja wzięłam po tygodniu szczeniaczka , który tak naprawdę dzięki dobrym przyjaciołom spadł mi z nieba. I jest łatwiej. Nie napiszę że mniej boli utrata ukochanego przyjaciela ale gdy patrzysz na psiaka jest łatwiej, znowu masz komu gotować, kogo miziać z kim wyjśc na spacer... trzymajcie się Quote
beta73 Posted December 19, 2006 Author Posted December 19, 2006 Bono nie był moim pierwszym psem, od kiedy pamietam to w domu z krótkimi przerwami były zawsze psy, jedne krócej drugoe dłużej ale każde niezapomniena. Ale Bonówka był wyjatkowy, to właściwie on nas wybrał, jako jeden z całego miotu podszedł do mnie i brata i tak juz został z nami na 11 lat. Jak patrzę na te wszystkie lata to widzę jak mysmy z Bonuchem do siebie dorastali i właściwie to mogę powiedziec że Bonówka był dla mnie "skrojony". To był mój kompan i przyjaciel, to był odgromnik rodziny i powiernik mój a takze doskonały terapeuta. I pewnie sami mozecie potwierdzić że do rozmowy nieraz nie trzeba słow ba, słuchać też trzeba umieć. Myślę że właśnie dlatego ze właśnie dlatego ze miał wszystko czego mogłabym od niego chciec to sprawiało że był taki wyjatkowy i zaskarbiał sobie sympatie innych a miłość najblizszych domowników. Bono z reszta nie cierpiał jak ktoreś z nas było niezadowolone, złe, smutne dlatego wiem, że o ile nie był pierwszym moim psiakiem to jestem skłonna przypuszczać ze chyba ostatnim. Nie chcę szukać w oczach innych psiaków Bonucha, nie chcę być rozczarowana ze żaden z nich nim nie jest bo to nie będzie sprawiedliwe Chcę tylko jak najdłużej pamietać dotyk jego sierści a boje sie że i to wspomnienie sie kiedyś zatrze Quote
itab Posted December 19, 2006 Posted December 19, 2006 nie zatrze się! nie zapomnisz, nie chcę cię namawiać, piszę Ci tylko to co sama czuję, nie porównuję Capri do Badiego, dlatego wzięłam sunię tej samej rasy ale jednak sunie żeby inaczej się chowała, Badiego nikt mi nie zastąpi, był wyjątkowym psem, ale też wiem że nie trzeba sie umartwiać, trzeba swoja miłością obdarzyć inne stworzenie, wtedy jest lepiej. Tak jest w naszym przypadku. Moja córka, która ma 10 lat krzyczała przez sen, nie chciała wracać do domu, bo Badi na nią nie czeka, to ona leżała na martwym Badim płacząc. Moje serce pękało z bólu. A teraz sama zobacz: http://www.mfoto.pl/show.php?id=134067 Quote
szajbus Posted December 19, 2006 Posted December 19, 2006 Ale to Bono nauczył cie tej prawdziwej, bezinteresownej miłości. Zostawił ci ja w sercu jako spuściznę. Nie zamykaj swojego serca. Kiedyś sama dojdziesz do wniosku, ze nadeszła pora na kolejny mokry mosek i merdajacy ogonek. Quote
beta73 Posted December 21, 2006 Author Posted December 21, 2006 Macie racje,Bono nauczył mnie kochać bezwarunkowo bo tylko tak mozna było kochac go za wiernosć, lojalnosć bezgraniczne zaufanie. Dlatego pewnie mi go tak teraz brak szczególnie w tym okresie przedswiatecznym, który jest czasem radosci i czasem rodzinnym. Bono uwielbiał to zamieszanie przedświateczne, przegladał wszystkie siatki, mozna nawet powiedzieć że najpierw witał siatki a potem nas, uparty jak osiołek zawsze sterczał w kuchni z ta sama determinacja i litosciwymi oczkami wpatrywał sie w ręce kucharza coby rzucił jakiś smakołyk. Wszystkie prezenty były jego...i jak w tą wigilie siedzieć bez niego, przecież nawet jego opłatek czeka. Boje sie tych świat i wiem że jeszcze nieraz zapłaczę na wspomnienie Bonówki mam jednak nadzieje że wiedział że go kochalismy jak tylko mozna najmocniej i z całą mozliwą determinacja walczyliśmy o to by żył. Mam również nadzieje ze nam wybaczy jeżeli cos przeoczylismy w jego zachowaniu, jakies symptomy choroby ale........drań to na prawdę ukrywał przed nami. Kocham cię moj Bonuchu Quote
zurdo Posted December 21, 2006 Posted December 21, 2006 Jeśli Bono ma wam coś do wybaczenia, to najwyżej te smakołyki, co za rzadko spadały z kuchennego stołu. On wiedział, że walczycie. A że ta walka ostatecznie zawsze jest przegrana - to nie wasza wina. Bonuś <*> <*> <*> Quote
szajbus Posted December 21, 2006 Posted December 21, 2006 Psy to tak madre stworzenia, że na kilometr wyniuchaja kto jest wróg, a kto przyjaciel. Bezbłednie odczytuja nasze uczucia i uwierz mi wiedział, wiedział o wszystkim i nie ma co wam wybaczać. Pewnie tam w chmurkach, komuś był bardziej potrzebny. Quote
beta73 Posted December 23, 2006 Author Posted December 23, 2006 świeta juz prawie na progu a ja jestem przerazona bo nie wiem jak je przetrwam. Ktoś pewnie pomysli"o co tyle rozpaczy, przecież to zwierzak tylko" ale własnie chodzi o to że to nie tylko zwierzak. To moja bratnia dusza i pewnie dlatego tak boli. Nie pomaga wtedy logiczne myślenie, że przecież pieski zyją krócej i tak by kiedyś odszedł ta logika bierze w łep. Chcę zrozumieć i nie mogę. Chcę sie pogodzić i nie potrafie. bo jak mam sie pogodzic z tym ze słyszę Bonucha jak idzie w strone posłania a jak sie odwrócę to go nie ma... Nasze zycie domowe też jakos przycichło i spochmurniało. Co Ty nam głuptaku zrobiłeś Quote
szajbus Posted December 23, 2006 Posted December 23, 2006 Bono, świętuj w tej pięknej krainie za TM Quote
Aga76 Posted December 24, 2006 Posted December 24, 2006 Bono, cudowny aniołku bądź przy pani blisko Quote
zurdo Posted December 24, 2006 Posted December 24, 2006 Bono, piękny kropku, pomóż pańci przetrwać ten czas, podaruj jej świąteczny sen, tych parę szczęśliwych godzin, które spędzicie razem. Quote
beta73 Posted December 25, 2006 Author Posted December 25, 2006 dziekuję Zurdo za te ciepłe słowa faktycznie był Bonuch ze mna właściwie przez cały wczorajszy dzień i miałam wrażenie ze siedział z nami koło stołu licząc każdy kęs i śledząc go wzrokiem. Wczoraj po raz pierwszy postanowiłam przejsć sama trasę naszych codziennych spacerów i nie było łatwo. że szklistymi oczami szłam dzielnie niestety juz bez Bonówki ale nadal rozglądajac sie za nim na wszystkie strony czy gdzieś czasem nie pojawi sie jakis potencjalny wróg mojego kropka którego trzeba bedzie pogonić. Smutny to był spacer ale musiałam to zrobić. Nadal moje dni są jakieś takie niepełne ale bez Bonówki takie juz będą. Tak jak 6 stycznia 1996r. nasze życie zostało przemeblowane z powodu przybycia nowego członka rodziny tak teraz z jego odejsciem musimy na nowo je sobie poukładać. Jeszcze nie potrafimy rozmawiać o Bonówce ale z czasem mam nadzieje że bedziemy go wspominać tak jak Karata, Bazyla, Rasty ktorzy byli z nami. Biegaj Bonowko z tęczowymi przyjaciółmi i brykaj wśród wysokich traw jak tygrysek co tak bardzo kochałes. Quote
zurdo Posted December 28, 2006 Posted December 28, 2006 Świadomość tego, że coś się już nigdy nie zdarzy, nie powtórzy, nie wróci - trzeba w sobie oswoić. Ten ból potrzebuje czasu, zanim stanie się czymś nad czym jako tako panujemy. Ale przyjdzie taki dzień, że będziesz rozmawiać, będziesz wspominać, będziesz się z tych pięknych wspomnień śmiać. Jego imię będzie otwierać w Tobie szufladę z barwnymi historiami pełnymi radosnych emocji a nie cierpienia. Tylko potrzeba czasu... Bono brykaj wesoło i pokazuj się pańci Quote
szajbus Posted December 31, 2006 Posted December 31, 2006 Bono, niech ten Nowy Roczek przyniesie ci wiele szczęścia, radości i beztroskich zabaw za TM Quote
zurdo Posted December 31, 2006 Posted December 31, 2006 Bono [*], niech Twoja gwiazdka rozchmurza pańcię i prowadzi ją szczęśliwymi drogami w nadchodzącym roku. Quote
beta73 Posted January 2, 2007 Author Posted January 2, 2007 Witajcie wszyscy w Nowym Roku ja postanowiłam wyjechać na te parę dni tym bardziej że juz "żadnych obowiązków" nie miałam. Było trudniej niz sobie wyobrażałam gdyż przypomniał i sie pierwszy wyjazd w góry z Bonówką. Niecałe dwa tygodnie po jego przybyciu do naszej rodziny pojechalismy w góry na narty a zima była wtedy ostra. Bono oszalał jak zobaczył śnieg, chciał się w nim zakopać, prychał, skakał, warczał na niego biegał za śniegowymi kulkami zjadajac je z zapamietaniem. tak juz było co roku, uwielbiał śnieg oczywiscie juz nie w takich ilosciach bo był przecież dostojmym kropkiem i ponad wszystko cenił sobie cieplo ale te pierwsze dni ze śniegiem budziły w nim diabliki. teraz, gdy ta zima jest taka mało zimowa a dni są słoneczne to przypominam sobie jak moja Bonówka uwielbiała wyciagać się w słoneczku przy drzwiach balkonowych i obserwować przymróżonymi oczkami osiedle....pierwszy obserwator, znał wszystkie ploteczki alejkowe :) teraz z okna patrzę na to życie alejkowe które toczy się swoim życiem tylko że mnie juz nie dotyczy. Zupełnie nie mogę sie pogodzić z tym, że nikt mnie juz nie wita gdy otwieram drzwi, nikt nie towarzyszy mi przy stole przypominając o swojej obecnosci nikt nie przychodzi wpychać wielkiej kropiatej głowy na kolana dopominając sie myziania Strasznie mi jest smutno Niestety jednak nadal częściej przed oczami staja obrazy tych ostatnich dni Bonucha, tej naszej walki o każdy jego dzień i tych jego ostatnich chwil to nie powinno tak być Quote
zurdo Posted January 2, 2007 Posted January 2, 2007 Bonucha musiał pięknie wyglądać na śniegu... Czarne kropy, nochal, a reszta znikła w tle... Beta potrzeba czasu, czasu i jeszcze raz czasu. Z czasem bolesne wspomnienia znikną pod ogromem wspomnień pięknych i radosnych. Tak się pocieszam, bo ja też jeszcze, myśląc o Raście, nie jestem w stanie ogdonić myśli o lekach, chorobach, o cierpieniu, o wszystkim, co towarzyszy odchodzeniu naszych przyjaciół. Ale też coraz łatwiej przypominam sobie to wszystko, co było wcześniej, co było wspaniałe, czasem śmieszne, czasem wzruszające, czasem nawet historie krew w żyłach mrożące, ale zawsze z happy endem. Potrzeba czasu... Bo jedno jest pewne - nasze czworonogi nie zasłuży na to, by wspominać je w kontekście choroby, nie po to dały nam tyle wspaniałych chwil, abyśmy pamiętali tylko ich udręczone obolałe ciałka. PS. Nawet nie wyobrażasz sobie, jak ci zazdroszczę bliskości gór. Zawsze marzyłam, żeby zabrać Rastę w swoje ukochane Gorce, ale nie miałam jak. Bonuś miał wielkie szczęście. Quote
Iri Posted January 2, 2007 Posted January 2, 2007 Kochana Beto! bardzo bardzo Ci wspolczuje... Twoj Bono napewno biega juz z moja Ernusia, sa szczesliwi... moja Kuleczka tez odeszla 23 grudnia, meczyla sie bardzo, nie mogla oddychac...ja nie spie po nocach, jest tak bardzo ciezko, ale musimy sie trzymac calo... a najgorsze ze nie umiem wkleic jej fotki tutaj , z pulpitu, gdzie to sie robi? wyslalam do mojej galerii i czekam na akceptacje, ale tak w srodku czemu nie moge? Quote
beta73 Posted January 2, 2007 Author Posted January 2, 2007 to jest właśnie Bonówka z lutego 2006r. pełna życia, energii i zlewajaca sie z tłem zimowym Wiem Zurdo że potrzeba czasu aby to wszystko w sobie oswoić i z pewnoscią te trzy tygodnie to stanowczo za mało aby sie przyzwyczaić do tego że Bonówki juz nie ma i nie bedzie ale właśnie teraz jest tak cieżko bo oprócz tego ze muszę sie odzwyczaić od tego do czego sie przyzwyczaiłam przez prawie 11 lat to musze jeszcze oswoić ta pustkę która powstała po stracie Bona, ktora moga tylko zrozumieć Ci którzy mieli lub mają pieski bo przecież te nasze czworonogi to takie wiecznie małe dzieci, o ktore trzeba dbać, troszczyc sie, poswiecać im czas i uwage i wiecznie sprawdzać czy wszystko w porzadku a w tym przypadku nie zawsze ich oczka są w stanie powiedzieć nam wszystko Quote
beta73 Posted January 5, 2007 Author Posted January 5, 2007 Wczoraj był kolejny zły dzień, wszystkie wspomnienia złe nagle uderzyły wczoraj, wszystkie gorsze dni Bonucha, jego nagłe zasłabniecia, nerwowe poszukiwania nitrogliceryny i znowu wokół mnie pojawiła sie ta ogromna pustka, ta cisza która była obecna zaraz po śmierci Bona. Tak jakby wszystko wokół zamarło, niby było ale jakies takie zamazane. Tak jak mówicie, gdy kropek był chory i nie biegał po domu to jednak najważniejsze wtedy było ze nadal był. Te małe wygrane bitwy te nasze małe wygrane z choroba cieszyły najbardziej, bo nadal zył, walczył i nadal była nadzieja pomimo tego ze lekarz mówił iz w tym wypadku nie mozna mówić o żadnych rokowaniach bo tu sukcesem jest kazdy dzień ale.....badania wracały do normy, Bonówka chodził o własnych siłach, merdał ogonkiem i ....po staremu sie uśmiechał do nas. Wiec jak to jest mozliwe że nagle wszystko sie załamało i to życie ktore sie w nim tliło a czasem nawet paliło jaśniejszym płomykiem tak znienacka zgasło. Teraz przechodze koło jego obróżki , biorę ja z haczyka i zakładam spinajac powietrze. Nie chcę chodzić bez ciebie Głuptaku Kropiaty na spacery. Przecież umówiliście sie z Mateuszem że bedziesz z nami mieszkał od maja..... Quote
beta73 Posted January 8, 2007 Author Posted January 8, 2007 Dzisiaj mija 4 tydzień bez Bonucha. Nadal brak kropka boli i nadal jest jakos nieswojo, dziwnie i niepełnie. Tak jak Bono był zaniepokojony gdy ktoś z rodziny oddalał się od reszty na wspolnym spacerze tak teraz my wszyscy czujemy się zagubieni bez naszej Bonówki i nadal mówimy o nim w czasie teraźniejszym. Ostatni weekend, deszczowy i wietrzny był jednym z takich, za jakimi Bonuch nie przepadał. Tylko taka pogoda nie powodowała w nim ożywienia na odgłosy dobiegajace od szafki z jego akcesoriami spacerowymi. Jasne, przychodził leniwie przeciagajac się ale bez tego entuzjazmu który zawsze towarzyszył przygotowaniom spacerowym. A jak już znalazł sie na polu to zaczynał sie prawdziwy slalom pomiędzy kałużami, zeby tylko nie zamoczyć łapek a najchętniej spacerowałby pod moim parasolem. ale tego też mi brakuje, wczoraj miotałam sie od okna do okna bo przecież czas spaceru jest tylo że........nie miałam jakoś odwagi iść sama. Boję sie natomiast tych wiosennych, słonecznych dni, kiedy spacery nasze to były małe wyprawy z prowiantem, książką , kocykiem......... Kiedy wracajac z pracy wypatrywałam kropka czekajacego juz na mnie na balkonie a gdy otwierałam drzwi, to dostawałam od niego 5 minut na przebranie sie i zaczynał się taniec szczęśliwosci przy drzwiach i ......miauczenie ze szczęścia.tak, bo Bonówka nie dosć że robiła "koci grzbiet" to jeszcze miauczała :) Bardzo mi go brakuje a każde spojrzenie na jego zdjęcie powoduje że oczy staja sie mokre, w gardle coś ściska i po raz kolejny dociera że jego juz nie ma. Juz nie przybiegnie Quote
zurdo Posted January 8, 2007 Posted January 8, 2007 Bonuś <*> Beta, ja, z dłuższym stażem, też jeszcze w godzinach spacerów nie wiem, co z sobą zrobić - wyjść i ryczeć, zostać i zwariować? Zwłaszcza wieczorne spacery, to był prawdziwy rytuał. Jeszcze zrywam się o 18, bo leki na serce, o 19, bo na wątrobę... Nie wiem, ile jeszcze czasu potrzeba, nie wiem, co ci napisać. Chyba tylko tyle, że rozumiem. I współczuję. Quote
beta73 Posted January 8, 2007 Author Posted January 8, 2007 dziekuję, bo własnie zrozumienie jest mi potrzebne i mozliwość podzielenia sie tym co czuję z kimś kto rozumie ten ból po stracie czworonożnego przyjaciela. Nadal przecież "nie wypada" tyle rozpaczać po stracie "tylko" psa.ale ten kto nie rozumie to pewnie juz nigdy nie zrozumie i to tylko jego strata. Dobrze jest jednak mieć świadomosć że można się wypłakać ludziom którzy wiedzą co to jest za ból. Jak Bono zachorował i nie miał siły nawet na króciutkie spacery, wyjscia na sikanie to lekarz mówił, ze jeżeli nawet serducho sie uda ustawic (jeżeli opanujemy nerki oczywiscie) to musimy zapomnieć o dawnych przyzwyczajeniach spacerowych, ba, nie ma mowy o spacerku bez smyczy tylko na smyczce i dostojnie to wtedy nie miało to żadnego znaczenia....grunt żeby zaczął sie wkońcu do nas usmiechać, przecież komu tam potrzebne są spacery. Wtedy tych spacerów (nawet ich perspektywy) nie brakowało bo sama obecnosć Bonówki była wystarczająca a teraz miejsce gdzie leżała jego kołderka powoduje nadal ciarki na plecach. Nie mam pojęcia kiedy to wszystko w sobie poukładam Quote
szajbus Posted January 8, 2007 Posted January 8, 2007 Już pisałam, że jak ktoś nie rozumie naszej rozpaczy to jego problem. Ten "tylko pies" to przede wszystkim aż członek rodziny. Masz prawo do swoich uczuć, do swojej rozpaczy, do wspomnień i wylanych po nim łez. Ja już objechałam niejedną osobę wśród znajomych za takie stwierdzenie. Do niektórych to dotarło. Beta, to będzie bolało bardzo długo, nie powiem jak długo i czy kiedykolwiek przestanie. Początki są najtrudniejsze. Nadejdzie taki dzień, że rano wyda ci sie, że jsteś już pogodzona z losem, a wieczorem znów zalejesz się łzami. To normalne. Quote
beta73 Posted January 11, 2007 Author Posted January 11, 2007 Dzisiaj mija miesiac od kiedy nie ma Bonówki. Nie ma go ale nadal z nami jest. Wszystko jest jeszcze świeże i boli równie mocno jak zaraz po jego śmierci. Wiem ze drugiego takiego przyjaciela nie znajdę. Może kiedyś się pojawia cztery łapki ale juz wiem ze nie będą to łapki kropiate bo zdałam sobie sprawę z tego ze juz bym ich tak mocno nie pokochała jak Bona i wiem też że nie wytrzymałyby konkurencji. Uświadomiłam sobie to własnie dzisiaj. Wczoraj gdy przegladałam forum trafiłam na ogłoszenie o kropkach w potrzebie w Mysłowicach i w głowie pojawiła sie myśl natrętna "a moze by...". Zrobilismy naradę wojenna w domu i cała rodzina zgodnie (jak rzadko) powiedziała...."jeszcze nie". Pewnie piesek sie jakis pojawi bo zawsze był ale duch naszej Bonóweczki kochanej jeszcze u nas gości i to jeszcze jest jego dom, jego kanapa, jego szyba balkonowa zawsze pomaziana mokrym nosem czym doprowadzał moja mamę do szału. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.