zurdo Posted January 11, 2007 Posted January 11, 2007 Bono <*> <*> <*> Beta, ja wiem, że w waszym życiu pojawi się pies. Tu nie ma pośpiechu, do tej decyzji trzeba dojść spokojnie, trzeba przecierpieć i przeżyć ten najgorszy ból, powoli dopuścić do siebie myśl, że to rozstanie - chwilowe dla Niego, dla nas oznacza całe życie... A potem... Potem jest już zadziwiająco łatwo. Nie wiem, czy Fuksia u mnie zostanie, nie wiem, jaka jest, nie wiem, czym różni się, a w czym jest podobna. Nie porównuję jej, bo wiem, że gdybym zaczęła to robić - nie pokochałabym już żadnego psa. I choć miałabym w sobie tę najpiękniejszą i jedyną miłość, tę idealną, najwspanialszą, to byłabym uboższa. Nie chciałabym, aby ktoś kochał mnie za to, że jestem podobna do ideału, nie chciałabym, aby mnie nienawidził, że się od niego różnię. Chcę być postrzegana jako ja i taką być kochaną. Tego samego wymagam od siebie. I wierz mi, to jest naprawdę bardzo łatwe, tylko najpierw trzeba przjeść przez piekło nieukojonej tęsknoty. Trzymaj się. Quote
szajbus Posted January 11, 2007 Posted January 11, 2007 Nic na siłę. Na drugi ogonek przyjdzie czas i to o wiele szybciej niż ci się wydaje i wygląd nie będzie miał jakiegokolwiek znaczenia.. U nas było podobnie, a po dwóch miesiącach zawitała Balbisia. Nie bój sie, pokochasz drugą istotkę. Miłość do następnego , następnego i następnego psa będzie równie silna i piękna choć każda inna. O to nie musisz się martwić, Zapewniam cię , że tak właśnie jest i ręczę za to swoją głową. Zobacz jak wiele postawiłam:lol: Podobnie jest z matyczynym sercem. Pomimo, że ma wiele dzieci i rodzi kolejne, każde kocha równie mocno. Ludzkie serce jest bardzo pojemne Dla Kropka Quote
beta73 Posted January 11, 2007 Author Posted January 11, 2007 Dziekuję za te słowa. miałam na myśli tylko to, że gdyby teraz trafił do nas kropek mimowolnie byłby porównywany do bona a to nie byłoby dla niego dobre. Dlatego jeżeli sie pojawi nowy piesek w naszym domu to będzie to zupełnie nowy rozdział i raczej juz nie kropek. zdałam sobie tez sprawe z tego ze jeszcze nie jestem gotowa zamknąć tego rozdziału z Bonuchem. Jeszcze sie z tym wszystkim nie oswoiłam i ten mój zal jest nadal nieutulony. Jeszcze nie potrafię ogladać zdjeć Bona tak jak kiedyś z usmiechem bo wszystkie i te z nart, z wakacji w Bieszczadach, z wypadów do Ojcowa, znad morza i te różne domowe powodują ze ryczę jak bóbr. Jest jeszcze to ostatnie....zrobione przez Mateusza w samochodzie gdy czekalismy na lekarza przed lecznicą. Bono był tak słaby że spał całą drogę. Do głowy by mi nie przyszło że to jego ostatnie zdjecie i ze juz następnego dnia go nie będzie z nami. Był cudownym przyjacielem i ukochanym najmniejszym członkiem rodziny. W maju biorę ślub i Bono miał z nami zamieszkać a potem uczyc chodzic moje dzieci......kto to zrobi teraz Jeszcze nie jestem gotowa na nowy rozdział Kocham Cię moja Bonówko Quote
Aga_Mazury Posted January 11, 2007 Posted January 11, 2007 Jak już pisałam na wątku Psotki <*> moja Psotka (mój pierwszy pies) odeszła 18 lat temu a do tej pory nie potrafię ją wspominać nie płacząc...niby chwilę się śmieje jak wspominam jak zjadła wszystkie liście ulubionej rośliny mojego taty, jak gryzła buty mamy a ja je wynosiłam na smietnik, żeby nikt ich nie znalazł..... ale nagle uśmiech znika i pojawiają się łzy...że tęsknię, że tak chciałabym przytulić się do mojej przyjaciółki....że tak BARDZO JĄ KOCHAM... wtedy też powiedziałam...NIGDY WIĘCEJ... po pół roku na mojej drodze stanęłą dziewczynka która szła płacząć do lecznicy...szła uśpić szczeniaczka... jak nie trudno się domyslić...nie byłam na to gotowa ,,,ale wylądował u mnie...nie potrafiłam go tak pokochac jakbym chciała...odsuwałam tą miłość asekuracyjnie...był ze mną 17 lat...*zaginął w październiku 2005 roku i już się nie znalazł...mój psi staruszek DODO <*>... mam teraz 3 psy kocham je bardzo mocno, ale nie jestem w stanie sobie wyobrazić, że któryś z nich odejdzie.....czasami jak się przytulam do mojej 13 letniej jamniczki ...mówię do niej "tylko nie myśl , żeby mi zrobić taki numer...jesteś mi potrzebna"...tak samo do colaka...mojego Syncia ;)...nawet na samą myśl o ich stracie wyję... ktoś na innym forum gdzie szukam pomocy dla Ostródy napisał do mnie "rozhisteryzowna hipiska, pomagaj sobie pieskom jak Ci to sprawia przyjemnośc, a ja czuję się lepsza od nich" mój Boże chyba tylko współczuję tej osobie... sorki za takie moje smuteczki...ale tak jakoś mnie wzięło Quote
szajbus Posted January 11, 2007 Posted January 11, 2007 Aga, pierwszym moim małżeńskim psem była Żabka, śliczna miniarurowa sunieczka. Cieszyłam sie nią rok i 2 miesiące ( miała raka). Ból po jej stracie był tym wiekszy, że odeszła gdy lezałam w szpitalu. Mąż z rodzicami jeździli wszędzie, żeby ją ratować.Mąż nie pozwolił jej uspić , szukał ratunku w coraz to innych lecznicach. Nie udało się. Odeszła bezgłośnie w nocy na łóżku. Nie powiedzieli mi o tym. Dowiedziałam się po wyjściu ze szpitala. Powiedziałam dosyć. NIDGY WIĘCEJ. Nie mieliśmy psa długo, bo 7 lat. Wówczas już byłam mamą 5 letniego synka. Wtedy trafiła do nas Psonia - 8 tygodniowy , chory szczeniaczek przeznaczony do utopienia. Była z nami te 10 wspaniałych lat. Kochałam ja najbardziej, bo miała w sobie cechy wszystkich moich psiaków, jakie zapamiętałam z domu rodzinnego i Żabuni. Pisząc do niej czuję jakbym pisała do nich wszystkich. Kiedy zamykam oczy , widze je wszystkie, a najwyraźniej Psonię-zlepek moich dotychczasowych suniek. Beta, nadejdzie czas, że w twoim domku pojawi się psiak, przyjaciel twojej własnej rodziny i twoich przyszłych dzieci. Będzie je uczył chodzić i kochać żywe istoty. Quote
beta73 Posted January 13, 2007 Author Posted January 13, 2007 Macie rację, przyjdzie na to czas. Dzisiaj z drżącym sercem i ściśnietym gardłem zamknełam się w pokoju z całym kompletem zdjęć upamiętniajacych nasze wspólne lata z Bonuchem. Od jego pierwszego zdjecia, kedy ważył 10 kg i był taką wiekszą pluszową przytulanką i siedział na moich kolanach (to przeświadczenie zostało mu jeszcze długo bo nawet ważąc niespełna 50 kg wdrapywał się na nas z tym zdziwieniem w oczach jak go delikatnie wypychaliśmy) i cudowne nasze zdjecie kiedy Bonuch po rowerowej wycieczce po Ojcowie stojac opiera sobie łapki na moich ramionach i jest taki szczęsliwy..... i wiele wiele innych. Uśmiechnęłam się do tych wspomnień. Do tych wszystkich dni, które sprawiały że Bono sie uśmiechał, kiedy był szcześliwy, zadowolony jak po oprożnieniu pełnej miski (bo o brzuszek dbał szczególnie). Zaczynam powoli dopuszczać do siebie mysl że jego juz nie ma, ze był chory a my mimo wszystkich wysiłków nie bylismy go w stanie zatrzymac tutaj. Ze to juz jest nieodwracalne. Tak sobie to tłumaczyłam jak dziecku i powoli ta swiadomosć we mnie osiadała i osiada cały czas. Teraz tylko pozostaje ten strach przed długimi ciepłymi dniami, kiedy pojawi sie pytanie"z kim ja pójdę teraz na spacer?". Moze z nowymi łapkami? Kochana Bonuchowo Mordeczko wybrykaj mi jakieś rozwiązanie :) Quote
szajbus Posted January 13, 2007 Posted January 13, 2007 A żebyś wiedziała, że wybryka. Nawet się nie spostrzeżesz a bedziesz paradowała dumnie ze smyczą, na końcu której będą człapały 4 łapki, a mordeczka będzie się za tobą oglądała . Quote
beta73 Posted January 16, 2007 Author Posted January 16, 2007 Bonuchu, spotkałam wczoraj Pana Henryka Elza nie zyje, twoja siostra pewnie biega teraz z tobą po tęczowych łąkach. Nie ma też Sary na alejkach a pani Maria ją opłakuje w domu. Opiekuj sie nimi i brykajcie razem tak jak kiedyś po parku. Bardzo mi Ciebie brakuje Bonówko moja kochana. Quote
beta73 Posted January 18, 2007 Author Posted January 18, 2007 i dopadło mnie jakieś choróbsko wstrętne wiec siedzę w domu i sie kuruję. Teraz dopiero widzę jak wiele było Bonówki w naszym codziennym życiu, ile wspólnych rytuałów codziennych i jaka w zwiazku z tym pozostała pustka ktorej nijak zapełnic. Kiedyś na to nie zwracałam uwagi bo było to tak oczywiste, tak jak to że gdy zdarzało mi sie zachorować to Bonuch automatycznie utwierdzał nas w przekonaniu ze w te oto dni wolno mu leżeć ze mną na łóżku i działać jak termofor. Zawsze wtedy wskakiwał na łóżko, przytulał się do mnie i grzał jak mały piecyk. Jak bardzo mi tego brak..... Brak mi jego pomrukiwania, zimnego nosa, tego obłędu w oczach jak wchodziłam z zakupami a w nich było gdzieś ukryte ucho.....jak on to wywąchał..... Nie mogę sobie wybaczyć i to jest ta myśl natrętna, która mnie nie opuszcza nawet na chwilę, że tak późno się zorientowalismy że był chory, za późno na leczenie Dziejszy dzien gdy tak wieje przywiał wspomnienia, jak Bonuch zawsze chował sie w najciemniejszy kat gdy tak wiało, nawet potrafił wejsć do łazienki, którą normalnie omijał duzym łukiem a gdy przychodził czas kąpieli to w trójke go tam taszczyliśmy. Kocham Cie Kropku brykaj ze swoja siostrzyczka tak jak kiedyś brykaliscie w parku biegajac z jednym patyczkiem jak koniki :) Quote
beta73 Posted January 24, 2007 Author Posted January 24, 2007 juz siedem poniedziałków minęło od kiedy odszedł od nas Bonuch i nadal nie jest łatwo. Nadal przed oczami pojawiaja sie te ostatnie dni Bona i serce chce wtedy pęknąć z żalu. Wczoraj, gdy powoli za oknem robiło się biało i zapaliły sie latarnie to tak strasznie ścisneło mnie w gardle.... Co roku w pierwszy dzień zimy kiedy padał śnieg siedzielismy z bonuchem w oknie, dawał sie głaskać po uszkach i patrzył jak zmieniaja sie jego alejki. Siedział tak godzinami z przyklejonym do szyby noskiem aby potem radosnie poderwać sie gdy wkładałam kurtke i brałam jego smyczkę. Te nasze spacery zimowe, letnie, wiosenne i jesienne. Te wszystkie dłuzsze wyprawy. Jak to mozliwe ze to koniec, ze juz nie pojawi sie rano jego lapa na łóżku przypominajac że pora wstawać i isć na spacer. Dalej tak bardzo boli jego brak i ta pustka gdy otwieram drzwi Quote
szajbus Posted January 24, 2007 Posted January 24, 2007 Jeszcze dlugo będziesz odliczała tygodnie, miesiące, lata. Tak naprawde nigdy nie zapomnisz Bonówki. Staraj sie za wszelką cene wspominac go zdrowego, radosnego, zadowolonego z życia. Właśnie takie wspomnienia z czasem przesłonią te przykre jakimi była choroba, walka o jego życie. Kiedy opisałaś Bono siedzącego przy oknie ja , jako postronna osoba byłam w stanie wyobrazić sobie ten widok. Uwierz, to naprawdę pomaga zdusić w sobie ból. Bono . Quote
beta73 Posted January 26, 2007 Author Posted January 26, 2007 Mam świadomosć tego, iz to odliczanie poniedziałków, tygodni, miesiecy a potem lat będzie stałym juz elementem tylko trudno się jeszcze z tym pogodzic. Wczoraj sprawy zawodowe pchnęły mnie w okolice pierwszej z lecznic do których chodzilismy z Bonuchem. Akurat z tego miejsca pozostały mi wspomnienia najgorsze, niekompetencja i bezdusznosć pracujacych tam lekarzy do dzisiaj powodują, że cała w środku sie jeżę. Gdzieś w środku pozostanie juz pewnie pytanie czy gdyby oni wykazali sie wnikliwością, dokładnością w stawianiu diagnozy to może Bonuch pomimo choroby byłby ze mną. Nogdy im tego nie wybaczę i nigdy więcej do nich nie pójdę i nigdy ich nikomu nie polece. Zadziwiające jak łatwo mi przyszło w tym kontekście zawrzeć słowo "nigdy".... Ale, stałam tak przed tym budynkiem cała spięta, sparaliżowana wręcz jakby coś sie miało wydarzyć....tylko co. Przyszłam do domu i poryczałam sie jak bóbr.Tak bardzo mi brakuje tego dużego pluszaka Quote
szarotka11 Posted January 26, 2007 Posted January 26, 2007 Ja już przezyłam "trochę" lat, mam dorosłe dzieci. Najbliższa Rodzina w większości juz jest po tamtej stronie. Wielu sasiadów i kolegów tez odwiedzam na cmentarzu....A żal po odejściu Morusa jest tak silny. Sama sie tego nie spodziewałam. Bo pies-przyjaciel, to jednak tylko Pies...Nie śmiem tu porównywać i ważyć, po kim więcej płaczę. To są inne straty - nie porównywalne. Ale czasem sie łapię na tym, że krzywda (niezasłużona) zwierząt mnie bardziej boli. Bo one sa zdane tylko na naszą łaskę i niełaskę. I zawsze nam odpłacają dobrem i miłością za nasze świństwa wobec nich... Ta nasza 'władza" nad zwierzętami jest porażająca!! I jednocześnie TYLKO MY odpowiadamy za jakość ich zycia. To bardzo zobowiązuje i powoduje, że nasze związki są tak mocne. A wtedy odejście tak boli....A wspomnienia nawet dobre, zamiast wywołać uśmiech, powodują łzy. Quote
szajbus Posted January 26, 2007 Posted January 26, 2007 Masz racje, one sa całkowicie uzależnione od nas. To, że człowiek udomowił psa do czegoś tego człowieka zobowiązuje. Nie mamy wpływu na to jak długo zyja nasi przyjaciele, ale jak żyją. Oddają nam wszystko co najlepsze, i nie żądaja nic w zamian. Dlatego to tak boli Quote
malaSilky Posted January 27, 2007 Posted January 27, 2007 Rozumiem Ciebie 2 lata temu moja suczka Panda po operacji próbowała wstać i coś z jej tylnimi nogami się stało byłam w tedy sama w domu . Przyjechali i ją uśpili. Ale pozostały mi dobre wspomnienia po tej suni, których nie powinno się odrzucać. Po tym zdażeniu zdziwiło mnie jedno Panda odeszła 13 w piątek. Mój mały szczeniaczek, który wabi się Silky narodził się w piątek 13 pażdziernik. Do dzisiaj nie wiem co o tym myśleć. Ale wiem że wspomnienia są najważniejsze!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Quote
beta73 Posted January 28, 2007 Author Posted January 28, 2007 Nigdy nie myslałam o tym dniu kiedy sie będę musiała pozegnać z Bonuchem bo też chyba żadne z nas o tym nie myśli kiedy nasi przyjaciele są z nami. A nawet gdyby mi taka myśl przebiegła przez głowę to nie wyobraziłabym sobie tego bólu, który z dnia na dzień jest chyba silniejszy. Bono był dla mnie bardzo ważny, był najlepszym przyjacielem kochającym mnie bezwarunkowo, był członkiem mojej rodziny uczestniczącym we wszystkich ważnych dla nas wydarzeniach dlatego jego odejście tak boli. Nie mogę sobie wybaczyć że bylismy tak bezsilni wobec jego cierpienia, że nie zrobilismy nic wiecej aby tutaj z nami nadal był. To zostanie już w środku niestety Quote
szajbus Posted January 28, 2007 Posted January 28, 2007 Nawet przez myśl mi nie przeszło, że Psonia pobiegnie na teczowe łąki. Nawet tego nie potrafiłam sobie wyobrazić. W koncu cieszyła sie wręcz doskonałym zdrowiem. Ona podobnie jak psinka każdego z nas była wyjątkowym i pełnoprawnym członkiem rodziny. Wiesz, zanim moja mama zachorowala lubiłam w godzinach nocnych oglądać Animal Planet. Były tam nadawane audycje z kliniki w Denver. Mój mąż zasypiał a my obie z Psonią leżałyśmy z wlepionymi oczami w telewizor. Kiedy patrzyałam na jakieś cierpiące zwierzątko tuliłam Psonie i dziękowałam, że los mnie odbarzył sunią o końskim zdrowiu. Oglądałam walkę lekarzy o każdy oddech psa, kota czy innego zwierzaka. Płakałam razem z właścicielmi, którzy musieli pożegnać przyjaciela , ale zarazem cieszyłam się z tego, że mnie to nie dotyczy. Nie spodziewałam się, że niedlugo nadejdzie taki dzień, że znajdę sie w takiej sytuacji jak oni. Tamci własciciele nie mieli pretensji do lekarzy. Ja miałam i ma je wielu z nas. To utrzymuje mnie w przekonaniu, że nasza weterynaria jest jeszcze w powijakach. Mamy za mało doskonałych i oddanych zwierzakom fachowców. Dla Bono Quote
BeataJ Posted January 28, 2007 Posted January 28, 2007 beta73 napisał(a):dzieś w środku pozostanie juz pewnie pytanie czy gdyby oni wykazali sie wnikliwością, dokładnością w stawianiu diagnozy to może Bonuch pomimo choroby byłby ze mną. Nogdy im tego nie wybaczę i nigdy więcej do nich nie pójdę i nigdy ich nikomu nie polece. Kochana....to pytanie bedzie dlugo Ciebie meczylo. Wiem doskonale co przezylas. Moj 8 letni doberman 21 wrzesnia 2006 roku odeszedl z rowniez z powodu kardio. To straszna, wredna i podstepna choroba....zabrala mojego najlepszego towarzysza, przyjaciela, drucha.... Tez sie miotam do tej pory z watpliwosciami dlaczego ani jeden wet nigdy nie zwrocil na jego chore serce uwagi?!?!?!? Dlaczego kazdy tylko patrzyl na ten jego kregoslup ( mial jeszcze zwyrodnienie kregoslupa ). Tyle RTG i nie bylo widac tak bardzo powiekszonego serca?!?!? Jak to mozliwe..... Spartan odszedl w tydzien po tej strasznej diagnozie.... Trzymaj sie! Beata Quote
beta73 Posted January 29, 2007 Author Posted January 29, 2007 Bono nigdy nie chorował, w lecznicy bywaliśmy tylko na szczepieniach okresowych i odrobaczaniu i chyba 4 razy bylismy z jego uszkami bo sezonowo mu się zdarzało łapać jakies zapalenia. Pod koniec wrzesnia zrobił mu sie ropień na uchu, weterynarz obadał go, swierdził że pies jest zdrowy jak byk więc żeby go nie stresować to pod narkozą mu oczyszcza to uszko. Weterynarz po zabiegu stwierdził ze Bonuch jest oporny na narkoze bo długo nie mogli go uspić do zabiegu ale wszystko zakończyło się dobrze. Kropek momentalnie wrócił do formy. 3 tygodnie później zrobił sie jakiś taki słaby, niby nic mu nie było ale zrobił sie troszkę osowiały a w nocy zaczął kaszleć. Weterynarz stwierdził zapalenie krtani i katoweał go antybiotykiem przez tydzień a gdy Bonuch stracił przytomnośc po spacerze nagle odkrył problemy z sercem. Podobno stan serca był juz bardzo poważny i pacjent nadawał sie na "intensywna terapie". Mój ukochany przyjaciel z dnia na dzień zrobił sie zupełnie innym psem.Moje pytanie"jak miesiac temu nie wykryto jego choroby ?" pozostało bez odpowiedzi. Jak mozna tak przedmiotowo podchodzić do zwierząt. Czy w tym wypadku nie powinno się mówić o powołaniu? Ta wyrwa w sercu pozostanie juz pewnie zawsze bo to jeszcze nie był czas mojego kropka Quote
BeataJ Posted January 29, 2007 Posted January 29, 2007 beta73 napisał(a): 3 tygodnie później zrobił sie jakiś taki słaby, niby nic mu nie było ale zrobił sie troszkę osowiały a w nocy zaczął kaszleć. Weterynarz stwierdził zapalenie krtani i katoweał go antybiotykiem przez tydzień No walsnie, to najczestrza chyba pomylka. Pies kaszle jakby mila trawe w krtani. U nas bylo to samo. A po EKG i echo serca okazalo sie, ze Spartan ma juz ogromna ilosc wody w otrzewnej, plucach.... beta73 napisał(a): Mój ukochany przyjaciel z dnia na dzień zrobił sie zupełnie innym psem. U nas bylo tak samo. Nagle przestal jesc, podawanie lekow bylo koszmarem. Miksowalam mu na papke kurczaka z marchwia, chodzilam caly dzien za nim aby choc cos zjadl. Potem w srode wieczorkiem zaczelam podawac mu juz Royala taki proszek dla rekonwalescentow, z duza dawka elektrolitow, chodzilam ze strzykawka za nim a on tylko tym plul. I za kilka godzin odszedl......To byl straszny tydzien, on nie chcial wychodzi na dwor, sikal w domku po furesemidzie, meczyl sie.....Jesli mozna tak to ujac to ciesze sie, ze odszedl we snie, lezac na swoim materacu, w swoim pokoju. Nie potrafilaby podjac decyzji o uspieniu. Teraz juz wiem, ze moj nastepny dobek bedzie mial od roku robione takie badania, pomomo, ze choroba ujawnia sie ok 3 roku zycia. Wg mnie powinno to byc, przynajmniej u dobkow ( rasa ta jest podwana jako naczesciej chorujaca na kardio ) badanie obowiazkowe jak HD. Tymbardziej, ze to jest dziedziczne... Trzymaj sie kochana! Beata Quote
beta73 Posted January 30, 2007 Author Posted January 30, 2007 Ja niestety patrzyłam jak Bonuch sie męczy odchodząc. W ciągu trzech ostatnich dni miał dwa ataki duszności. Przewracał się dusił i sztywniał.....Boże jak to bolało gdy musielismy patrzeć na to i czekać aż nitrogliceryna zadziała. Bono właśnie podczas takiego ataku odszedł od nas i ten widok niestety najczęściej mam przed oczami. Podczas mojego dotychczasowego życia odeszło kilkoro bliskich mi osób i ich odejście opłakałam i ten stan znalazł we mnie zrozumienie i jakas pozorna zgodę a w przypadku kropka..........zal i niezgoda nie znajdują ukojenia. Quote
szajbus Posted January 30, 2007 Posted January 30, 2007 Bono, utul we śnie to spłakane serce, które tak za tobą tęskni [ Quote
beta73 Posted February 2, 2007 Author Posted February 2, 2007 Dziekuję że mnie rozumiecie i za wszystkie słowa otuchy. To jedyne miejsce gdzie tylu słuchaczy i osób, ktore rozumieją ten ból i pustkę. I jedyne miejsce gdzie nikt nie patrzy z lekkim politowaniem na osoby które cierpia i opłakuja odejście przyjaciela.......psiego przyjaciela. Pustka po bonuchu towarzyszy mi codziennie, codziennie o nim myślę próbując pogodzic sie z tym ze go nie ma i nie jest to okres chwilowy. Brakuje mi tych naszych codziennych spraw, spacerów, głaskania, relaksu, wypadów, jego proszącego spojrzenia, łapki bijącej w udo przypominajacej o tym że jest obok i czegos chce, turlania sie po podłodze i zabaw pluszakami, zabawy w chowanego.........tyle tego mi brakuje śledzę wątki piesków w potrzebie, szczególnie kropiate nieszcześcia, chciałabym im pomóc, dać dom i kochajacą rodzinę ale.......jeszcze nie potrafie. Jeszcze wyobrażenie o nowych łapkach w domu to zdrada Bonucha. to są jeszcze miejsca Bonucha i okres poswiecony jego pamięci. Jeszcze nie jestem gotowa na nowego przyjaciela chociaz wiem że ten moment kiedyś nadejdzie wtedy kiedy nadejdzie czas na nowe wspomnienia i pogodzenie sie, ze z Bonem juz nowych przeżyc nie przybędzie i wtedy, kiedy tego przestane żałować. Kiedy pogodzę sie z mysla że z tymi właśnie łapkami a nie Bonuchowymi Kocham cie bonuchowa mordeczko Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.