beta73 Posted December 12, 2006 Posted December 12, 2006 Witajcie, od ponad 3 tygodni, od kiedy mój kochany psiak zachorował, przekopuję internet aby cos sie dowiedzieć o kardiomiopatii i trafiłam tutaj. Ilez znalazłam historii podobnych do mojej, jedne dawały iskierki nadziei inne podsycały drzemiące wewnatrz niepokojeale zawsze dobrze było dowiedzieć sie czegoś nowego. U mojego 11-letniego dalmatyńczyka stwierdzono kardiomiopatię, był to szok dla nas wszystkich gdyz Bono praktycznie rozchorował sie z dnia na dzień, słabł, nie jadł, kaszlał, brał tony leków( za kazdym razem walka żeby nie pluł nimi tylko połykał). Lekarz nie dawał nadziei bo podobno serce było w bardzo złym stanie i nerki też ledwo ledwo ale karnie woziliśmy Bonówkę na kroplówki i płukanie. Jednego dnia nawet zjadł swoja specjalna karmę i zaczął żebrać :) jak kiedyś aż nam sie twarze rozjaśniły jak zobaczylismy jego weselsze oczka. Wczoraj znowu spędził dzień w lecznicy, wieczorem poczół sie lepiej nawet ale koło 20.40 chciał wstać, zatoczył sie przewrócił , westchnał głęboko i......pobiegł na zielone łąki Quote
Aga_Mazury Posted December 12, 2006 Posted December 12, 2006 Przykro mi <*>...teraz masz aniołka w kropki za TM Quote
Aga76 Posted December 12, 2006 Posted December 12, 2006 Pamięci Bono... biegaj radośnie po łąkach za TM " class="ipsImage" alt=""> Beto, bardzo mi przykro :-( gorąco współczuję straty przyjaciela. Miłość jest wieczna... Quote
limoncia Posted December 12, 2006 Posted December 12, 2006 Też ci bardzo wspołczuje... Biega sobie szczesliwie za TM... Trzymaj sie:-( :-( :-( Quote
beta73 Posted December 12, 2006 Author Posted December 12, 2006 dziekuję Wam bardzo za słowa otuchy, dla mnie to jest jeszcze zbyt bolesne aby napisać cos wiecej, przesłać jakieś jego zdjęcia ale jak troszke ochłonę to obiecuję napisać cos o nim wiecej bo to był kochany psiak Quote
graka53 Posted December 12, 2006 Posted December 12, 2006 Rozumię , co czujesz bo jest to trudny moment , miłośnicy psów są z Tobą . Quote
Aga76 Posted December 12, 2006 Posted December 12, 2006 Beto, tu wszyscy rozumiemy co przeżywasz, jak bardzo cierpisz, znamy pustkę i ciszę, która choć niema - dźwięczy w uszach uparcie. Przyjdzie czas na wspomnienia i zdjęcia. Choć jesteś smutna nie jesteś sama... (***) Bono (***) Quote
kate89 Posted December 12, 2006 Posted December 12, 2006 Pamiętaj, teraz nic już go nie boli ['] ['] [']. wyrazy wspułczucia Quote
zurdo Posted December 12, 2006 Posted December 12, 2006 (*) (*) (*) Bono hasaj po tęczowych łąkach z naszymi aniołkami. Beto, bardzo mi przykro. Wiem, co czujesz i jestem z Tobą. Trzymaj się. I pisz, mów o Nim. To pomaga. Quote
beta73 Posted December 12, 2006 Author Posted December 12, 2006 cieszę się że jesteście i rozumiecie mój smutek bo dzisiaj jak przyszłam do pracy z czerwonymi od przepłakanej nocy oczami, których nie udało mi się ukryć pod makijażem, to nie znalazłam zrozumienia "ot, to pies, człowiek się przyzwyczai a potem problem" - takie były komentarze ale to nie był tylko pies, to był mój ukochany przyjaciel, który bez słów był mi oparciem w każdej sytuacji. Wyczuwał jak barometr moje nastroje, i zawsze były obok mnie jego duże poczciwe oczka i zimny nosek, nie mówiac juz o atłasowych uszkach, które sobie pozwałał łaskawie drapać Quote
zurdo Posted December 12, 2006 Posted December 12, 2006 Chyba każdy z nas spotkał się z takimi reakcjami, z niezrozumieniem, wzruszeniem ramion albo dobrymi radami, które z dobrem niewiele mają wspólnego. Dlatego jesteśmy tutaj, osieroceni wśród innych osieroconych. Wklejam Ci to, co napisała mi Aga76: Cierpienie po stracie "tylko psa" to nie jest objaw obłędu, to ból i rozpacz po odejściu miłości. Ubodzy ci, którzy myślą i mówią inaczej, można im tylko współczuć, bo nie zaznali najpiękniejszego pod słońcem uczucia -miłości, która wszystko wybacza, nie zazdrości, nie nadyma się... odejdą nieświadomi, bo nie przytafiła im się w życiu miłość Kropek, pomykaj po trawce pod czujnym okiem owczarków. Quote
itab Posted December 12, 2006 Posted December 12, 2006 dołączył do mojego Badiego... tak mi żal, wiem co czujesz i bardzo współczuję. Quote
beta73 Posted December 13, 2006 Author Posted December 13, 2006 ciągle nie mogę się pozbierać dzisiaj znalazłam niedojedzone ucho pod fotelem i juz ryczę a najgorsze jest to ze nie mogę sobie przypomnieć mojego Bonucha zdrowego, radosnego gdy dreptał nerwowo przy drzwiach widząc jak sie pakujemy na wycieczkę a on jeszcze nie ma obroży założonej, jak daje znać łapka o swojej obecności gdy nikt przez chwile sie nim nie zajmuje, gdy wtula swój duży pyszczek domagając sie myziania za uchem, jak biega dumnie po mieszkaniu chwalac sie wszystkim domownikom otrzymanym smakołykiem cały czas go widzę takiego chorego, wychudzonego z wymęczonymi od kroplówek nóżkami i te jego smutne oczy....a przecież chorował 3 tygodnie a całe 11 lat był zdrowym i żywym psiakiem a może coś przeoczyłam w jego zachowaniu, moze za późno poszłam z nim do lekarza moze jeszcze by tu był ze mną Quote
zurdo Posted December 13, 2006 Posted December 13, 2006 Bardzo chciałabym ci napisać, że wspomnienie o cierpieniu Przyjaciela minie. Ja - 5 tygodni po - wciąż widzę i słyszę, wciąż nie mogę zapomnieć. To jest trauma, musisz w końcu patrzeć na cierpienie Przyjaciela, cierpienie, którego nie życzyłabyś wrogowi. Ale to wspomnienie jest coraz słabsze, już nie wyrywa mnie z głębokiego snu, nie zachodzi przed oczy w każdej chwili, w której myślę o Raście. Mam nadzieję, że któregoś dnia pozostanie czymś mglistym, nauką o umieraniu, a nie - wyrzutem sumienia. Jeśli przejrzysz wpisy w innych wątkach, zobaczysz, że każdy z nas coś sobie zarzuca - że za późno, za długo... One, nasze tęczowe aniołki, z całą pewnością nas nie obwiniały, ufały i wiedziały, że każda nasza decyzja jest podejmowana z myślą o ich dobru. Dałaś Bonuchowi wiele miłości, a On - nawet, jeśli już wcześniej coś czuł - nie chciał Cię martwić. Psy ukrywają chorobę, dopóki mogą. Więc nie obwiniaj się o nic. Wspominaj i pamiętaj, z czasem, choć już wiem, że nieprędko, wspomnienia się wypogodzą. Brykaj Kropku zdrowy i szczęśliwy <*> Quote
szajbus Posted December 13, 2006 Posted December 13, 2006 Dla Bona Biegaj pieseczku po soczystych łąkach za TM Wiemy jak ci ciężko, ale pamietaj, ona nadl jest z Tobą w twoim serduchu i twojej pamieci i tak juz zostanie na zawsze. Odeszło jego schorowane ciałko, ale zza chmurek spogląda na Ciebie i gdyby mógł zapewne by ci powiedział, ze tam odzyskał młodość, zdrowie i jest szczęśliwy. Kiedyś wybiegnie ci na spotkanie. Trzymaj się. Quote
beta73 Posted December 14, 2006 Author Posted December 14, 2006 i ciągle boli wczoraj przez przypadek wpadł mi w ręce prezent dla Bonówki-owieczka plusowa. Moj kropek miał słabosć do pluszaków, co wieczór odbywał sie rytuał liczenia pluszaków mojego brata a chwila niuwagi wystarczała Bonuchowi aby jakiegoś ukraść i cóż....dla kogo będzie ta owieczka teraz to myslę że pewnie by go nawet nie zainteresowała bo od kiedy zachorował to nic go nie cieszyło tak sobie myślę czy gdyby nawet dłużej sie nam go udało zachować przy życiu to czy on byłby szczęśliwy..... Bono zawsze był żywy, uwielbiał ruch i nawet te trzy tygodnie temu biegał za patyczkami w parku, uwielbiał jeść, był niesamowitym pieszczochem, wiecznie głodnym naszego dotyku a choroba ścięła go z nóg, nie jadł, nie ruszał się, jego wylewne powitania zamieniły się w ledwo zauważalny ruch czarnego ogonka, na widok swojej czerwonej obroży odwracał głowę a czasem nawet nie chciał abyśmy go dotykali jestem też przekonana że widział ten niepokój w naszych oczach gdy w nocy sprawdzalismy czy oddycha muszę przyznać że brakło mi wyobraźni na takie zakończenie jego życia myślę że moja kochana Bonówka mimo całej swojej psiej miłości do nas nie chciała tak żyć Quote
KasiaM Posted December 14, 2006 Posted December 14, 2006 bardzo dobrze Cie rozumiem ja w sierpniu pochowałam mojego przyjaciel 10 letniego bokserka NIKUSIA a potem we wrześniu moja przyjaciółke LORE!!!!!!!!! miała tylko rok!!!! cały czas płaczę:(:(:(:( Quote
KasiaM Posted December 14, 2006 Posted December 14, 2006 moj niko zostawił swojego syna 5 letniego MAKSIA i teraz obydwoje cierpimy!!!!!!!!!! staciliśmy 2 przyjaciól mamy siebie!!!!!!!!1:(:( nie dawno dołączyło do niego KAMA 4 miesięczny kaukaz :):) jest kochana i tak bardzo przypomina mi LORE była mixem onka i kaukaza!!!!! Quote
beta73 Posted December 18, 2006 Author Posted December 18, 2006 dzisiaj o 20.40 minie tydzień jak odszedł Bonuch wcale nie jest lepiej, dom jest obcy i zimny, alejki parkowe szczerzą zęby a znajomi psiarze przestali być przyjaciółmi, z którymi sie wymieniało doswiadczenia i wręcz licytowało co też te nasze psiaki wykombinowały nowego a stali sie przeszkodami, które musze omijać bo nie umiem jeszcze rozmawiać o śmierci Bonucha. Dzisiaj nad ranem wydawało mi sie że słyszę jego nieznosną poranną toaletę, która zawsze mnie wybijała ze snu jeszcze przed budzikiem a w nocy nie dawała zasnać, wczoraj mi sie wydawało że słyszę jak sie układa na posłaniu drepcząc w kółko a potem wzdychajac z ulga jak już znalazł dogodna pozycję przecież dopiero wtulałam sie w niego miętosząc jego atłasowe uszka wiec jak to mozliwe ze go juz nie ma nie do pojęcia jest dla mnie że zdrowy pełen życia pies moze w ciagu trzech tygodni zamienić w cieżko chorego cały czas widze te jego ufne oczy wpatrzone w nas jak woziliśmy go do lecznicy najpierw jednej potem drugiej, jak pozwalał sobie bez protestów zakładać kroplówki wierzac ze wiemy co robimy tylko że ja juz nie jestem pewna czy wszystkie decyzje były słuszne, czy gdybysmy wcześniej zmienili lekarza to czy Bono nie leżałby teraz koło mnie te wątpliwosci mnie chyba już nigdy nie opuszczą Najgorsza jest chyba ta wewnetrzna niezgoda na odejście Bona Quote
szajbus Posted December 18, 2006 Posted December 18, 2006 Nikt z nas się na to nie godził. One jednak ,nie zwracając na nasze protesty pobiegł sobie do wiecznie zielonej krainy, gdzie nie ma chorób , bólu i cierpienia. My musimy nauczyć się z tym żyć. Z czasem znów trafi do ciebie merdający ogonek zapełniając tą ogromną pustkę i w domu i w sercu. Wiemy jak to boli i jak ci ciężko. Trzymaj się i pamiętaj, on jest tam szczęśliwy. Quote
zurdo Posted December 18, 2006 Posted December 18, 2006 Bono, pamiętamy o Tobie Beta nie obwiniaj się, zrobiłaś wszystko, co było w ludzkiej mocy, żeby Go ratować. A On o tym wiedział, ufał Ci nie bez powodu i wierz mi - nie zawiodłaś tego zaufania. Quote
beta73 Posted December 18, 2006 Author Posted December 18, 2006 nie chcę teraz być sama dziękuję Wam za pamieć o mojej Bonówce i za wsparcie I Rocznica za mną, bolesna rocznica, właściwie to kazdy dzieńbył rocznicą ten tydzień mi uzmysłowił jak bardzo Bono zrewolucjonizował moja rodzinę, jak nasze codzienne obowiązki i rytm dnia były z Nim związane, jak wrósł w nasz krajobraz nasza rodzina teraz przypomina taki mechaniz zegarka, w którym jeden trybk odpadł, niby wszysko dalej sie kręci ale jakos tak niespójnie i niemiarowo tato codziennie przyjeżdża do domu o 12 wyprowadzić Bonucha, i codziennie ze zdziwieniem zauważa ze po otwarciu drzwi nie ma kropka za nimi, śniadania bez Bonucha juz jakoś nie smakuja więc z nich zrezygnowalismy, mama jak przygotowuje obiad to skrawki miesa rzucane co chwile obok sama zbiera dziwiac sie ze leżą nie podniesione,a ja miotam sie po powrocie z pracy bo przecież to czas naszego spaceru. a mój brat juz nie przesiaduje w pokoju z komputerem bo tam właśnie umarł Bonuch jacyś tacy sie zrobiliśmy........trochę bardziej milczący........nie umiemy o tym mówić chcę tylko żeby myślac o Bonówce nie mieć przed oczami właśnie tego momentu ostatniego gdy upadał bez tchu i wszyscy z mama i bratem rzuciliśmy sie do niego gdzie mój (prawie dorosły 20 letni rosły i bardzo serio brat) krzyczał trzymajac głowę Bona "Bonóweczko nie, Beata.... reanimuj go , no rób coś" nie chcę świąt Quote
zurdo Posted December 18, 2006 Posted December 18, 2006 Właśnie, dobrze to ujęłaś. Też mam takie wrażenie - że wypadł bardzo ważny trybik. Nic nie jest tak, jak powinno, jak się przyzwyczailiśmy, nagle jest za dużo czasu, którego wcześniej ciągle brakowało. Znajomi mi mówią "Teraz jesteś WOLNA" - jestem wolna, bo nie muszę się już spieszyć, bo już nie podporządkowuję każdej wolnej minuty potrzebom Rasty, bo mogę iść do knajpy, kina, nocować, gdzie chcę, wracać, kiedy chcę. Tylko taka "wolność" mnie jakoś nie cieszy. Pocieszam się myślą o tym, że ten ból i poczucie pustki muszą minąć, że nie po to psy uczyły nas kochać, nie po to dawały nam tyle radości, nie po to, pozostawiły nam w pamięci tyle cudownych chwil, żebyśmy się teraz pogrążali w cierpieniu i smutku. Trzymaj się Beta Quote
szajbus Posted December 18, 2006 Posted December 18, 2006 Podobnie było u mnie.Nagle nie miałam dla kogo gotować psiego papu, kogo wyprowadzac, kogo pomiziać, utulić, z kim się pobawic. Nie miał mnie kto spychac z łózka i robic w nocy na mojej głowie super fryzury. Nikt nie szczekał na dźwięk dzwonka, nie wybiegł na balkon pokłócic sie z innymi psami, obrażac na nas, okazywac zazdrości. podkradać słodyczy itp - wylicznaka bez konca. Łzy, niemoc, pustka, rozpacz- to trwało 2 miesiące. To mąż podjął decyzję o adopcji Balbinki. Ten trybik, znów znalazł się na swoim miejscu jednak tęsknota pozostała. Tęsknię, kocham, wspominam. Nic tego nie zmieni, nawet upływający czas. Jestem jednak szczęśliwa, bo pokochałam, pokochałam równie mocno ( choc inaczej) jej nastepczynię. Nasze kochane psiaki zawsze będą w naszych serduchach i w naszej pamięci, tak jak te z mojego dzieciństwa. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.