Nikki Posted April 28, 2009 Posted April 28, 2009 Widzę, że nadal nie rozumiesz. Chodziło mi o to, że nie ma się co przejmować niemiłymi ludźmi w schronisku, bo ważniejsza jest pomoc bezdomnym zwierzętom :roll: Quote
goska i zwierzyniec Posted April 28, 2009 Posted April 28, 2009 Pomóc można na wiele sposobów, niekoniecznie burząc czyjś spokój i porządek. Schron ma przepisy, dla nich wolontariusz to pewnie dodatkowe obciążenie. Stąd mało entuzjazmu. Quote
shin Posted April 28, 2009 Posted April 28, 2009 Nikki napisał(a):Widzę, że nadal nie rozumiesz. Chodziło mi o to, że nie ma się co przejmować niemiłymi ludźmi w schronisku, bo ważniejsza jest pomoc bezdomnym zwierzętom :roll:Nie rozumiem czemu niektorzy lubia sobie zycie komplikowac. Nie dosc, ze stykac sie z bezdomnoscia, to jeszcze dostac wrzodow zoladka z powodu cudnej atmosfery przy pracy? Po co, skoro mozna samemu cos robic, albo isc w inne miejsce? Quote
Zofia.Sasza Posted April 28, 2009 Posted April 28, 2009 goska i zwierzyniec napisał(a):Pomóc można na wiele sposobów, niekoniecznie burząc czyjś spokój i porządek. Schron ma przepisy, dla nich wolontariusz to pewnie dodatkowe obciążenie. Stąd mało entuzjazmu. A może wolontariusz to ktoś, kto za dużo może zobaczyć? :cool3: Są schrony i schrony. A to co piszesz przypomina mi - na szczęście już odchodzące w przeszłość - argumenty przeciw wpuszczaniu rodziców na szpitalne oddziały pediatryczne... :-( Quote
zmierzchnica Posted April 28, 2009 Posted April 28, 2009 goska i zwierzyniec napisał(a):Pomóc można na wiele sposobów, niekoniecznie burząc czyjś spokój i porządek. Schron ma przepisy, dla nich wolontariusz to pewnie dodatkowe obciążenie. Stąd mało entuzjazmu. Dodatkowe obciążenie? :roll: A nie raczej dodatkowa para rąk do roboty, i to jeszcze za darmo? Są schrony, w których wolontariusze są witani z radością. Jeśli inne nie życzą ich sobie, to jak dla mnie - coś jest nie tak... Quote
Nikki Posted April 28, 2009 Posted April 28, 2009 goska i zwierzyniec napisał(a):Pomóc można na wiele sposobów, niekoniecznie burząc czyjś spokój i porządek. Schron ma przepisy, dla nich wolontariusz to pewnie dodatkowe obciążenie. Stąd mało entuzjazmu. Spokój i porządek..... taaaa Jeśli wolontariat jest obciążeniem, to po co schronisko przyjmuje wolontariuszy? Nie chcą wolontariuszy - niech po prostu powiedzą. Quote
shin Posted April 28, 2009 Posted April 28, 2009 Schron w Szczecinie nie jest obozem letniskowym, ale nie jest tez obozem koncentracyjnym, o ile mi wiadomo. Po prostu mamy tu idealny przyklad pracownikow panstwowych. Ktos z zewnatrz to osoba zaklocajaca spokoj, niemile widziana, bo a to papierki trzeba wypelnic, a to pieczatka cos podbic, albo - o boze! - oprowadzic i pokazac co gdzie jest. Skandal, jak tak mozna! Pcha sie taki wolontariusz, robote zakloca :mad: Quote
goska i zwierzyniec Posted April 28, 2009 Posted April 28, 2009 shin,też tak to widzę.... co mi nie przeszkadza zrobić awantury z krzykiem i waleniem pięścią.... :oops:jak piaskownica to piaskownica. Bywają momenty, że nie możemy pozwolić dać się zbyć. Quote
Alba1986 Posted April 28, 2009 Posted April 28, 2009 Nikki napisał(a):Spokój i porządek..... taaaa Jeśli wolontariat jest obciążeniem, to po co schronisko przyjmuje wolontariuszy? Nie chcą wolontariuszy - niech po prostu powiedzą. W pełni się zgadzam z powyższą wypowiedzią;) Niby brakuje ludzi chętnych do pomocy ale jak może ich przybywać skoro schronisko traktuje ich jak ''zło konieczne''. Jeżeli ktoś zgłasza się na wolontariat powinien być( przynajmniej według mnie) powitany z radością, a przynajmniej aprobatą, że chce pomagać pracownikom schroniska w wykonywanej przez nich pracy. Quote
Greven Posted April 28, 2009 Author Posted April 28, 2009 Dlaczego bez sensu jest być wolontariuszem w szczecińskim schronisku? Zacytuję, co napisała mi pewna osoba, pragnąca zachować anonimowość... >> 1. Dlatego, że wolontariusz ma prawo zajmować się szczeniakami i kotami pozamykanymi w ciasnych klatkach, a przez "zajmować się" schornisko rozumie sprzątanie z pod nich gówna i dolewanie wody do misek - czyli coś, co jest obowiązkiem gromady etatowych pracowników. 2. Dlatego, że wolontariuszom nie wolno wyprowadzać psów na spacery, pracować i bawić się z nimi, poznawać ich, socjalizować - czyli robić wszystkiego tego, co zwiększa ich szanse na znalezienie domu. Jakiś czas temu nawet zabroniono fotografowania zwierząt, ale może już ktoś zniósł ten idiotyczny przepis :roll: Słynne kartki na drzwiach biura "zabrania się wolontariuszon dokarmiania psów", które oglądał każdy przychodzący do schroniska. Nie można było tego omówić w cztery oczy, zamiast pisać notki?????? Wolontariuszki proszące się aroganckich pracowników o wyjęcie psa z boksu w celu zrobienia mu zdjęć do ogłoszeń, proszące o sprawdzenie czipa, tatuażu... O coś, co powinno zostać rutynowo wykonane w momencie przyjęcia psa - dla jego kurde dobra. Wolontariuszki dzwoniące z własnych telefonów (a przecież powinny mieć do dyspozycji telefon w schroniskowym biurze) w celu np. załatwienia psiego fryzjera, bo ludzie niby chcą psa, ale brzydzą się, bo za kudłaty [no comments] i inne takie kwiatki. Tajemniczo znikające z boksów psy, o zniknięcia których oskarżano wolontariuszy. (...) << Z dwojga złego już chyba lepiej pomagać w TOZie :roll: Quote
Inez Posted April 29, 2009 Posted April 29, 2009 Ooo..wątek dla mnie.:diabloti: Ja byłam wolontariuszką w szczecińskim schronie prawie przez dwa lata. Ale gdybyś chciała pogadać to zapraszam na PW ;) Quote
MusliStracciatella Posted May 6, 2009 Posted May 6, 2009 Chyba troche przesadzacie , od kilku lat jestem wolontariuszka i mam zupełnie inne odczucia. To wolontariusze po pewnym czasie odmawiaja pomocy bo smierdzi, bo nie widac efektów ich pracy kiedy zmienia szczeniakowi posłanie a ono zaraz jest zasikane z powrotem. Czy to wina schroniska, ze mają za mało pracowników czy wina miasta, którw tylko na tyle etatów zabrania? Z samego rana zaczyna się sprzątanie boksów a jest ich fuuuull - wspomne od razu , ze miejsc jest dla 100 psów a jest 300 :crazyeye: i wine za to ponoszą ludzie, którzy spokojnie chodza sobie codziennie do pracy i nie maja wyrzutów sumienia!!! Po sprzatnieciu jest karmienie i tak na prawdę już wtedy pojawiaja się kolejne odchody, których juz nie ma kto sprzątnac bo jest 3 sanitariuszy i jeden z nich juz pomaga lekarzowi wet. w szczepieniach i przyprowadza na sterylkę suki schodzące z kwarantanny. Wchodza ludzie bo od 9 czynne , więc szukają sobie pieska albo przyjdzie szkoła, której trzeba poprowadzić zajęcia edukacyjne...kolejna osoba zajęta a jest przecież jeszcze praca papierkowa do której maja tylko 3 osoby kolejne. Wchodzi kandydat na wolontariusza , dostaje papiery , których NIKT nie lubi i jes obrazony, że nikt go nie powitał i w ogóle dlaczego te papiery. Ale moi drodzy tosą obowiązkowe, badania, szczepienia i szkolenia ja też przez to przechodziłam i sorry ale to nie schronisko sobie wymyśliło taka procedurę. Ludzie chodzą zniesmaczeni bo brudno , pieski w kupach stoją, tylko, że 15 min wcześniej było czysto i wystarczy , że co 3 pies brzydko mówiąc narznie i od nowa wypadałoby całą poranna proceurę rozpocząć. Lekarki zaszczepiły psy , opatrzyły inne, teraz sterylizują conajmniej 4 suki schodzące z kwarantanny ... przychodzi kilka osób oczekujących pomocy bo mają pieska ze schroniska , który sie rozchorował a ponieważ takie pieski po adopcji są objęte leczeniem , to panie lekarki maja całe ręce roboty. Wpada kilka osób udając , ze znalazły psa na ulicy i trzeba wypełnić odpowiednie dokumenty ...po czym oddający psa wychodzi a niby obcy mu pies szaleje z tesknoty...no ale to pewnie tylko przypadek...itd Codziennie od rana do momentu zamkniecia schroniska pracownicy napotykają na wiele trudnych sytuacji , mają ciezka prace ale mimo to nie rezygnuja ...tylko szkoda, że sa przez niektórych odbierani jakby pracowali za karę. Czy warto oceniać kogoś w pare minut od 'dzien dobry'? Praca w schronisku to praca niewdzięczna ponieważ z góry oceniaja ja osoby z zewnatrz, mało tego spotkałam sie wśród "szczecińskich kociar" z bardzo drastycznymi oskarzeniami w kierunku pracowników, skończyło się kilkakrotnie w sądzie ale....uwiezcie mi przegrały bo było wiele dowodów na to , że pracownicy pracuja na miarę ich możliwości i nikt nie dopuścił sie zaniedbań. Czy staliście kiedyś przed wyborem do jakiej klatki dac psa, którego inne gryzą? Zdrowy pies, nie zachowujący się agresywnie, brak miejsca w izolatkach, brak miejsc w innych klatkach, w każdej kolejnej klatce to samo czyli przesladowanie ze strony innych psów..., nie ma szans na postawienie dodatkowych kojców przynajmniej od zaraz..., co wtedy ? Jak postapić? przywiązać tego psa w ZUKU , Urzędzie Miejsckim czy zabrac sobie do domu??????????? Co zrobilibyscie jako pracownicy? To na prawdę nie są łatwe decyzje. Chcecie ? Sa chętni? Prosze bardzo zorganizujemy spotkanie , zapoznam was z obowiazkami wolontariuszy przejdziecie szkolenia, zrobicie badania...zobaczymy ilu z was bedzie chodziło i jak długo z bananem na twarzy, patrząc na cierpienie , któremu nie zawsze można zaradzić, cierpienie nie 1, 2, 3 tylko razy 100!!! Quote
shin Posted May 6, 2009 Posted May 6, 2009 [quote name='MusliStracciatella']Wchodzi kandydat na wolontariusza , dostaje papiery , których NIKT nie lubi i jes obrazony, że nikt go nie powitał i w ogóle dlaczego te papiery. Ale moi drodzy tosą obowiązkowe, badania, szczepienia i szkolenia ja też przez to przechodziłam i sorry ale to nie schronisko sobie wymyśliło taka procedurę. Nie mam do schronu pretensji o procedure, tylko o niedoinformowanie pracownikow. Bo serio, jak mam sie czuc, jak wchodze, lapie pierwszego z brzegu pracownika i pytam o wolontariat, ten mnie odsyla do biura, i do tego momentu jest ok, ale w tam zza sterty papierow wylania sie osoba, ktora na mnie patrzy miedzy 'czego tu, k...?' a 'ze CO?', odsyla po papierki na drugi koniec miasta, tam odbijaja pileczke i wysylaja mnie znowu w miejsce x, w miejscu x mowia, ze ja mam im powiedziec o co chodzi w papierach, ktore im z ZUKu przynioslem, bo oni nie wiedza, a w ogole to prosze przyjsc innego dnia, bo teraz nie maja czasu i nie robia badan? Z tego co rozumiem to teraz chociaz raczyliscie ograniczyc ta zabawe o tyle, ze na Ku Sloncu nie trzeba latac - i dobrze. To zawsze jakis plus. Jeszcze pogadajcie ze szpitalem, zeby zatrudnili ludzi potrafiacych czytac :eviltong: Czy warto oceniać kogoś w pare minut od 'dzien dobry'? Czy warto czy nie warto to kwestia klepania po proznicy, bo taki czlowiek jest, ze pierwsze wrazenie ciezko zmienic. Jezeli przychodzisz i oferujac pomoc na 'dzien dobry' dostajesz przyslowiowego kopa w d... to dalsza wspolpraca raczej nie bedzie mila i przyjemna. Jak juz pisalem - nie spodziewalem sie, ze nagle wyskocza pol nagie ponetne laski, obrzuca mnie platkami roz i zaproponuja firmowego mercedesa, ale takim zachowaniem jakie prezentowane bylo kiedy mi sie zachcialo byc wolontariuszem to sobie sympatii nie zyskaliscie, i to na tyle skutecznie to zrobiliscie, ze mozesz mnie kusic teraz wyzej wymienionymi, a ja i tak nie bede chcial sie tam zjawic, bo nawet jakbym nadal mial czas, to po prostu nie wierze tej instytucji. Zdrowy pies, nie zachowujący się agresywnie, brak miejsca w izolatkach, brak miejsc w innych klatkach, w każdej kolejnej klatce to samo czyli przesladowanie ze strony innych psów..., nie ma szans na postawienie dodatkowych kojców przynajmniej od zaraz..., co wtedy ? Jak postapić?Najlepiej przeprowadzic ostra selekcje psow, bo inaczej to wszystkie beda wam sie zagryzac z braku miejsc. Czy staliście kiedyś przed wyborem do jakiej klatki dac psa, którego inne gryzą? (...) Chcecie ? Sa chętni? Prosze bardzo zorganizujemy spotkanie , zapoznam was z obowiazkami wolontariuszy przejdziecie szkolenia, zrobicie badania...zobaczymy ilu z was bedzie chodziło i jak długo z bananem na twarzy, patrząc na cierpienie , któremu nie zawsze można zaradzić, cierpienie nie 1, 2, 3 tylko razy 100!!!Juz mialem zapoznanie z obowiazkami i mi te zwiazane z praca nie przeszkadzaly, za to przeszkadza mi obowiazek znoszenia traktowania czlowieka jak smiecia. Ze smieciami typu gowna mam sie zajmowac, to nie znaczy, ze jestem jednym z nich. Stalas kiedys przed wyborem czy tydzien nie jesc nic poza wojskowymi sucharami sprzed x lat, czy kupic zel wspomagajacy regeneracje skory dla kota z rana wielkosci dloni i kregoslupem na wierzchu, nie mowiac o bawieniu sie w weterynarza i 2-3 razy dziennie czyszczeniu ow rany z ropy? Probowalas kiedys lapac przerazone zwierze, ktore ma zamiast oka smierdzaca, zakazona i oblepiona ropa rane? Zapoznalas kiedys kogos z glanem, bo wlasnie postanowil sie 'pobawic' z osiedlowymi kotami? Jesli tak, to powinnas rozumiec o co mi chodzi, czyli frazesy fajne, ale prawda jest taka, ze nie trzeba latac do schronu, ktory pomocy i tak nie chce, zeby sie na cierpienie napatrzec, czy zeby pomagac. Quote
MusliStracciatella Posted May 6, 2009 Posted May 6, 2009 Tak sie składa, że pracowałam w jednym z najbardziej obleganych gabinetów weterynaryjnych i było tam wiele zwierząt w cięzkim stanie z którymi siedziało się po nocach licząc każdy oddech i podając leki, więc to akurat rozumiem natomiast od co do tego suchara to nie nie byłam w takiej sytuacji i nie mam zamiaru być z wielu wzgledów. Odróznijmy fanatyzm od miłości do zwierząt!!! Jeśli poswięcasz sie aż do wyczerpania to wydajność twoja spada i z czasem sił fizycznych i psychicznych braknie a to zwierzętom nie pomoze. Aktualnie mój wolontariat z racji braku czasu polega na opiece poadopcyjnej głównie czyli miesięcznym darmowym szkoleniu po to, żeby problematyczne psy nie wracały z powrotem, kiedy nie spełnia oczekiwań nowego własciciela. Myślę, że każdy z was mógłby pomóc w jakiś sposób. Używasz sformułowań wy itp , więc może nie do końca rozumiesz, że ja nie jestem pracownikiem schroniska ale ok utożsamiam się z nimi całym sercem bom wiem jak wiele ich ta praca kosztuje i częste obelgi skierowane raczej do wczesniejszej obsady a tu od kilku lat nowe kwarantanny, polbruk i ogólnie całokształt prac zdecydowanie na plus. Jak chcesz zmniejszyc populację psów juz przebywających w schronisku??? Prawo nie przewiduje eutanazji z powodu starości, złej kontycji fiz., marnych szans na adopcję czy ogólnie nadmiaru psów w schr. Zdrowego psa sie nie usypia ...a nawet chorego często nie mogą uśpic bo powiatowy bedzie miał inne zdanie. O czym więc mowa, sterylizacje które od kilku lat są przeprowadzane na każdej suce schodzącej z kwarantanny to i tak uważam duzo. Wolontariuszami jesteśmy wszyscy , którzy walczymy z pseudohodowlami i ogólnie beszensowną tendencją do tego żeby suka choć raz miała szczeniaki. Myślę , że uswiadamianie ludzi to duzy krok na przód, szkoda, że nie wszyscy lekarze wet. walczą o sterylizacje suk , które sa nierasowe i które tak na prawdę nie muszą mieć szczeniąt po to by usatysfakcjonować właściciela. Masz mieszańca i chcesz drugiego, to weź go ze schroniska, chcesz rasowego weź z dobrej hodowli, gdzie właściciel jest miłośnikiem danej rasy a nie 7 róznych ras przewaznie tych modnych , na czasie. Rozumiem , ze bardzo chcesz pomagać i na pewno wiele istnień udało Ci się uratować , cieszy mnie to bardzo ale każdy z nas pomaga na swój sposób i nie krytykujmy sie na wzajem . Agnieszka obie wiemy na czym polegał Twój wolontariat i niestety obie strony się zawiodły , więc bardzo Cie proszę nie oczerniaj schroniska opowiadając tak nieprawdziwe rzeczy bo nie pomaga to zwierzętom a tylko tracisz energie nie na to co powinnaś. Sandra znamy sie nie od dziś i wiesz, że stoje troszke miedzy młotem a kowadłem bo popieram i scronisko i jak najbardziej Ciebie. I to się nie zmieni bo bardzo ale to bardzo szanuję i doceniam to co robisz i wiesz, że zawsze możesz przysłać od siebie trudnego psa i ja pomogę. Od dłuzszego czasu jest w schr, tak, że każdy nowy pies jest obfocony i wrzuca sie te fotki na stronkę, tak czy inaczej zawsze lepiej zobaczyc psa na żywo wiadomo, ale fotki są robione to chyba dobrze. pozdrawiam:) Quote
Litiel Posted May 6, 2009 Posted May 6, 2009 No, proszę jednak w plotach też bywa ziarno prawdy. Jakiś czas tamu sama robiłam rozpoznanie co do wolontariatu w szcecińskim schronisku ale z różnych powodów odpuściłam... Między innymi po rozmowach z byłą wolontariuszką. Zasugerowała mi, że chyba lepiej skontaktować się z najbliższą organizacją, typu fundacja, działającą na rzecz zwierzaków i pomagać im, np. dając zwierzakowi DT lub pomagając w transporcie. Zaczęłam szukać... Co prawda stałej współpracy nie podjęłam ale nareszcie mam wymarzonego szorściaka, i to nie na dt tylko na stałe :loveu: Ale w dalszym ciągu jestem skłonna pomagać (choć juz bez dt)... więc jakby ktoś potrzebował z Goleniowa lub okolicy....:cool3: Quote
Litiel Posted May 6, 2009 Posted May 6, 2009 MusliStracciatella - szacunek shin - szacunek Prezentujecie dwa różne podejścia ale oboje postępujecie słusznie! Quote
MusliStracciatella Posted May 6, 2009 Posted May 6, 2009 Dwa rózne podejścia to raczej nie. Myslę, że jesteśmy po tej samej stronie czyli po stronie zwierząt;) tylko bronie postawy pracowników schroniska :) Quote
shin Posted May 6, 2009 Posted May 6, 2009 Litiel - dokladnie. Kazdy pomaga jak umie, i jak mu bardziej odpowiada ;) [quote name='MusliStracciatella']natomiast od co do tego suchara to nie nie byłam w takiej sytuacji i nie mam zamiaru być z wielu wzgledów. Odróznijmy fanatyzm od miłości do zwierząt!!!Generalnie jestem za, dlatego sprzeciwiam sie akcjom ratowania psow schroniskowych, ktore maja paraliz czy sa ciezko chore, ale to akurat byl kot zabrany z pseudo, ktory dluzszy czas u mnie juz byl, po jakims czasie zaczelo mu cos miedzy lopatkami rosnac, po operacji szwy i skora puscily i mu sie wszystko rozlazlo... a ze poza wygladem to byl w calkiem niezlym zdrowiu i zachowywal sie dosc normalnie jak na niego, to nie usypialismy, a leczylismy dalej w nadziei, ze moze jednak po jakims czasie mu to zarosnie... Jeśli poswięcasz sie aż do wyczerpania to wydajność twoja spada i z czasem sił fizycznych i psychicznych braknie a to zwierzętom nie pomoze.Dlatego nigdy nie walcze z wiecej niz jednym przypadkiem na raz, inaczej bym nie znalazl na wszystko czasu. No chyba, ze mowimy tu o dokarmianiu, ale to akurat nie jest zaden wysilek. Za to walka ze skutkiem wyciecia guza, ktory jak sie okazalo byl wielkosci pilki tenisowej [!] byla 'troche' meczaca, i w efekcie bezsensowna, ale nie chce sie na ten temat rozwodzic. Czemu w ogole ja podjelismy, to pisalem wyzej. Co do zmniejszenia populacji to rzeczywiscie, zagalopowalem sie troche myslami uciekajac na zachod. Ale serio, powinny zostac wprowadzone inne zasady, wlasnie dla schronow. Bo tez tak byc nie moze, ze schron jest skazany na x-krotna liczbe psow wieksza, niz jest w stanie jakos pomiescic, bo nie moze uspic psa, ktory praktycznie nie ma szansy na adopcje, ale to tylko moje prywatne zdanie i nie zamierzam o nim dyskutowac, bo pogladow nie zmienie. [nie kieruje tego bezposrednio do ciebie, ale wiem czym sie konczy takie haslo na dogomanii :roll:] tendencją do tego żeby suka choć raz miała szczeniakiA tu sie musze pochwalic - ostatnio namowilem znajoma, ze R=R, i zeby nie dopuszczala, bo karma, bo porod, bo szczylki problematyczne, a w ogole to w schronie pelno takich pieskow, co to poszly w dobre rece, a pozniej to, tamto, sramto i pies na bruk. Trafilo. Btw, serio wszystkie sucze sa kastrowane? Jesli tak, to jestem pod wrazeniem i moge tylko trzymac kciuki ze sie to przeniesie tez na samce. Warto by to bylo tez jakos na stronie zaznaczyc wyraznie, ze suki sa sterylizowane, czyli nie ma problemu z cieczka i adoratorami :eviltong: Quote
MusliStracciatella Posted May 6, 2009 Posted May 6, 2009 Wszystkie suki schodzące codziennie z kwarananny są sterylizowane czyli po 14 dniowej poczekalni czy znajdzie sie ewentualny własciciel. Teraz , kiedy własciciel nie moze oddac psa do schroniska bo przyjmuja tylko "bezdomne ", sytuacja jest jeszcze trudniejsza bo kwarantanna peka w szwach. Własciciele tak jak pisałam oddaja psa mówiąc , że znaleźli a wtedy schronisko musi przyjąć takiego psiaka. Sama mam 2 psy nierodowodowe i młoda suke border collie z papierami, która po prostu była moim marzeniem bo akurat ta rasa mi najbardziej odpowiada do sportu. Suka nie bedzie mimo to miała szczeniaków i mimo papierów zostanie wysterylizowana bo nie kupiłam jej w celu rozmnażania. Uważam , ze mogę pomagac wybierać odpowiedniego psa pod wzgedem charakteru komus kto chce mieszańca ale jeśli ktoś chce rodowodowego to nie powinien rozmyslac ilez tam w schronisku bidaków, bo przeciez to nie jego wina , że ktos bezmyslnie rozmnozył kundelki. Tylko ograniczenie bezmyslnego rozrodu doprowadzi za 100 lat do jako takiej równowagi:) Quote
shin Posted May 6, 2009 Posted May 6, 2009 Nie no, nie wciskam dziewczynie marzacej o scottym na chama kundelka gabarytow bernardyna :eviltong: Co do rozmnazania, to nie przeszkadza mi w ogole, o ile hodowca wie co chce osiagnac, a nie mnozy kolejne psy, bo dobrze schodza :roll: Kolezanka spytala mnie, czy to prawda, ze suka powinna miec szczenieta raz, to jej odpowiedzialem na pytanie i podalem info o sterylce. Psina dopiero jest w planach, ale na dzien dzisiejszy juz mam zapewnienie [w ktore wierze i jestem w stanie zareczyc za ta osobe], ze nawet jesli nie bedzie sterylizowana, to na pewno nie bedzie rozmnazana. W kazdym razie, jakby sie w schronie trafil jakis piesek w typie teriera szkockiego, to daj znac :evil_lol: Psiak wazne, zeby mial charakterek typowego teriera, wyglad tez wazny, ale kolezanka kocha je za obie te cechy :eviltong: Quote
Inez Posted May 6, 2009 Posted May 6, 2009 skierowane raczej do wczesniejszej obsady a tu od kilku lat nowe kwarantanny, polbruk i ogólnie całokształt prac zdecydowanie na plus Wiesz kto ufundował większość z tego? Agnieszka obie wiemy na czym polegał Twój wolontariat i niestety obie strony się zawiodły , więc bardzo Cie proszę nie oczerniaj schroniska opowiadając tak nieprawdziwe rzeczy bo nie pomaga to zwierzętom a tylko tracisz energie nie na to co powinnaś. Skąd możesz wedzieć na czym polegał? Przez długi czas nie widziałyśmy się w schronisku, wiele się od tego czasu zmieniło i ogólnie...o wielu rzeczach po prostu nie wiesz. Wiec nie broń tak zaciekle tej insytucji bo źle się tam dzieje i jeśli nadal tego nie widzisz no to bardzo mi przykro. Tyle w temacie. Quote
MusliStracciatella Posted May 6, 2009 Posted May 6, 2009 Nie musiałysmy sie widzieć, żeby działalnosc Twoja była widoczna a może słyszalna, myslę, że przyszłas z nastawieniem anty...czego niestety nie zauważyłam na początku u cichutkiej dziewczynki:) Schronisko to nie hotel!!! Warunki sa jakie są i każdy powinien sie tam skupić na swojej pracy a nie na ocenie pracy innych. Quote
Inez Posted May 6, 2009 Posted May 6, 2009 MusliStracciatella napisał(a):Nie musiałysmy sie widzieć, żeby działalnosc Twoja była widoczna a może słyszalna, myslę, że przyszłas z nastawieniem anty...czego niestety nie zauważyłam na początku u cichutkiej dziewczynki:) Nie przyszłam z nastawieniem na anty, wręcz przeciwnie i dobrze wiesz że na początku w wielu konfliktach byłam po stronie schroniska, nie raz broniłam go także tu na dogo i na forum choćby gazeta.pl. Dużo jest kwestii w kórych moge ci przynać racje, ja naprawde WIELE potrafie zrozumieć bo znam realia. Mimo to, za dużo już wiem, za dużo widziałam, za dużo było afer żeby teraz stać po ich stronie. Schronisko to nie hotel!!! Warunki sa jakie są i każdy powinien sie tam skupić na swojej pracy a nie na ocenie pracy innych. Wyobraź sobie taką sytuacje: Rezerwujemy psa, dzien przed pytamy czy napewno jest i czeka. Ludzie przyjeżdzają po psa....a psa nie ma. Jak wygląda wolontariusz-pośrednik? Jak się czują ci ludzie? Bez współpracy niewiele da się zrobić. Czasem więcej szkody, nerwów niz pozytku. Quote
MusliStracciatella Posted May 6, 2009 Posted May 6, 2009 Co do rezerwacji to wyobraź sobie, że każdy przyjdzie i zarezerwuje sobie psa nie z kojców ogólnych tylko kwarantannowych i co? Kto tego ma pilnowac przy przyjmowaniu 15 psów dziennie, odprawianiu pijanych ludzi i niepełnoletniej młodziezy, która chce adoptować psa terz i natychmiast? jest tam za mało pracowników i to nie wina schroniska. Wiele spraw dałoby sie lepiej poprowadzić gdyby były dodatkowe ręce. A co do afer to nie wiem czy wiesz, że panie kociary wymysliły, że jesli podczas nagrywania programu do tv podrzucą na tyły schroniska zdechłego kota ...to dopiero bedzie afera...ale przyuwazyli ich pracownicy remontujacy boksy i przyprowadzili do biura. W reklamówce był zdechły , sztywny kot, miał posłużyc jako dowód na to, że w schronisku nawet nie zauwaza sie jak coś zdechnie. Aga ja na prawdę znam te wszystkie afery wolontariuszek TOZu i dziwi mnie , ze takie stare baby nie maja lepszego zajęcia jak liczyc psy w klatkach i fotografowac każdego chudego bo pewnie głodzony - każdy z nas wie, że jedne psy sie przystosowuja do zycia w duzym stadzie i jedzą pija ....a są takie co są zdołowane i długo nie jedzą. Była afera o bardzo chudego rotka co to nikt mu nie pomógł nie dokarmiał, wzieła go jakas fundacja i potem trafił do Sandry - sama niech zaswiadczy , że pies nadal był bardzo wychudzony mimo, ze psychicznie wrócił do róznowagi - Bruno chyba się nazywał. Sandra sporo poswieciła mu uwagi i jakos nie zmienił sie w kafara. A afera była taka , ze sprawa w sądzie o znecanie sie pracowników nad psem - głodzenie ....takze mnie juz teraz afery nie ruszają bo ktos po prostu usilnie próbuje przejąć kontrolę nad schroniskiem oczerniając pracowników. Quote
Zofia.Sasza Posted May 7, 2009 Posted May 7, 2009 MusliStracciatella napisał(a):jest tam za mało pracowników i to nie wina schroniska. Wiele spraw dałoby sie lepiej poprowadzić gdyby były dodatkowe ręce. Tym dziwniejsze, że nie witają wolontariuszy z otwartymi ramionami :crazyeye: Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.