Aysel Posted August 16, 2011 Posted August 16, 2011 Z tym schodzeniem ze schodów... A ja sie przyznam, że nie pozwalam swojej hodowlanej suczce schodzić i wchodzić na schody (takie wyższe, bo niskie schodki to czort tam ;)) a to z racji tego, że później są problemy w ciąży. Już raz miałyśmy przypadek spadnięcia łozyska, więc nie chcę ryzykować ;) Na piętro po prostu ją wnoszę. Generalnie małe rasy mają problem z wejściem na schody, ale to nie jest bojaźliwość tylko niekiedy po prostu niedostateczne warunki fizyczne haha ;) Pamiętam że moja jamniczka gubiła tyłek jak wchodziła na schody :D Dla mnie socjalizacja to podstawa. A jesli o małe rasy chodzi to już jestem szczególnie wyczulona. Zawaliłam socjal mojej pierwszej chiłki i do dziś nie mogę pewnych rzeczy naprawić ;) Quote
omry Posted August 16, 2011 Posted August 16, 2011 Balbina i Abrakadabra razem. Lepiej być nie mogło :evil_lol: Mam yorka i mam rottweilera. Yorczyca jest w typie i ma 11 lat. Była prezentem na moje szóste urodziny. Wychowywała się na wsi ze wszystkimi znanymi mi burkami, biegała ze mną po dworze, szkoliłam ją.. Była psem jak każdy inny mimo tego, że nie tylko na wsi, ale i na mieście ludzie nie wiedzieli wtedy, co to za rasa, więc była ekskluzywna :lol: Po schodach ją znoszę, bo miała (odchudzenie, wizyty u weta i poprawa formy pomogły) problemy ze stawami i wypadła jej rzepka. Czasem łapki jej się osuwają, ona spada na pyszczek. Zwyczajnie boję się, że gdy jej się osunie, jak będzie schodziła, to spadnie zwyczajnie ze schodów. Raz było blisko i od teraz ją noszę. Wchodzi sama. Kilka miesięcy temu jej odbiło. Rzucała się na psy, dwa razy rzuciła się ludziom na nogawki.. Tragedia. Ale wzięłam się za nią i teraz nic nie odwala, więc można! Jej krucha psychika nie ucierpiała, a nie używałam jakichś specjalnych metod i nie używam ich nadal :roll: Jest mała, ale nie rzuca się na przejeżdżające dzieciaki na rolkach czy rowerach nawet, jak krzyczą. Jakiś czas temu owszem, ale teraz wie, że jej nie wolno. Jak się czegoś przestraszy, np. Iwana (rottweilera) przebiegającego obok na spacerze, to się zwyczajnie zatrzymuje. Tak, trzy yorki chodzą z rottkiem na spacery, a są takie delikatne.. Tori waży 5 kg, Doksa 4 kg, a Tekila kaleka 1,6 kg. Żadnej nic się nie stało, a ganiają za Iwanem, aż miło. Można! Z dyskryminacją spotkałam się wczoraj. Ale z dyskryminacją Iwana. Wieczór, jakoś po 23, spacerujemy z Iwanem i przechodząc ulicą domków jednorodzinnych Iwan poznał kundelka biegającego wolno do kolana. Jak oni się bawili.. Iwan był w niebo wzięty, bo bardzo rzadko ma taką okazję. Z okna 'kamerowała' to kobieta z dwójką małych dzieci. Po jakimś czasie zaczęła krzyczeć, żebyśmy zabrali tego psa, bo ten kundelek to pies jej sąsiadki i ona jej doniesie, że jej pies się bawi z takim agresywnym nieupilnowanym (sic!) kundlem. Sensu, by odzywać się, nie było. Minęliśmy ją więc tylko uśmiechając się w jej stronę, a gdy wracaliśmy - mieli już pogaszone światła. A Iwan spędził dobrą godzinę ganiając się z nowym kolegą :) Quote
zmorcia Posted August 17, 2011 Posted August 17, 2011 Ja uważam, że dyskryminacja kundelków bierze się raczej z moralnośći ludzi i ich zachłanności do czegoś pięknego (czyt.drogiego). Na przykład jeśli ktoś kupi psa za 200 zł na targu to będzie bardziej wwierzony ( kurcze nie wiedziałam jakiego słowa użyć ) w psie niż gdyby go dostał za darmo. Bardziej, bo jego wiara będzie liczona w złotówkach nie miłości, trosce, poświęceniu. I tak robi większość ludzi na calutkim świecie, bo ich przekonanie watrości raczej bierze się z wartośći materialnych. Quote
motylek1007 Posted August 17, 2011 Posted August 17, 2011 Nie dyskryminuje kundelków, ale takie psy, które podbiegają do mojego i warczą, mają pchły, non stop szczekają i wyrywają sie od włascicieli itp. Szczerze powiem, że z większą dyskryminacją spotykam sie z moim rasowcem. Kiedys poszlam z nim na akcje "zerwijmy łańcuchy" i usłyszalam ze rasowiec tam nie pasuje... Quote
*Magda* Posted August 17, 2011 Posted August 17, 2011 Jak dla mnie, to bardziej chodzi tu o podejście ludzi, a nie o pochodzenie (lub jego brak) psa. Moim pierwszym psem była suka w typie ONka. Nigdy nie spotkałam się z dyskryminacją bo mam kundelka. Była przyjaźnie nastawiona do świata i wielokrotnie miałam propozycję odkupienia jej przez zupełnie obce osoby, tylko dlatego, że im się zwyczajnie w świecie taki kundelek podobał. I wśród swoich psich kolegów miała zarówno kundelki, jak i rasowe psy. Teraz mam rasową ONkę i ona również bawi się z kundlami, tymi w typie rasy, jak i tymi w 100% rasowymi. Jeśli właściciel psa nie ma nic przeciwko co do wspólnych zabaw, to nie patrzę na pochodzenie psa. A poza tym każdy ma swój gust. To że ktoś się nie zachwyca czyimś kundelkiem, że traktuje tego psa "jak powietrze", wcale nie musi oznaczać, że tak się dzieje, bo pies nie jest rasowy. Może zwyczajnie w świecie taki pies mu się nie podoba. Ja uwielbiam ONki. I jakby ktoś postawił koło mnie ONka w typie i jakiegoś innego psa w pełni rasowego, to zachwycałabym się tą podróbką ONka, bo KOCHAM tą rase :loveu: Quote
motylek1007 Posted August 17, 2011 Posted August 17, 2011 magdabroy napisał(a): A poza tym każdy ma swój gust. To że ktoś się nie zachwyca czyimś kundelkiem, że traktuje tego psa "jak powietrze", wcale nie musi oznaczać, że tak się dzieje, bo pies nie jest rasowy. Może zwyczajnie w świecie taki pies mu się nie podoba. Ja uwielbiam ONki. I jakby ktoś postawił koło mnie ONka w typie i jakiegoś innego psa w pełni rasowego, to zachwycałabym się tą podróbką ONka, bo KOCHAM tą rase :loveu: masz racje, mi też sie podobają określone psy :) Quote
Izura Posted August 17, 2011 Posted August 17, 2011 Ode mnie też chcieli odkupic psa. Ale to przez jego zasakującą zdolnośc do wyczynów tak niemożliwych do osiągnięcia jak nie ciągnięcie na smyczy i siadanie, raz z powodu "groźnego" podniebienia. Taaa... Sprzedam Kazika za flaszke na łańcuch... Quote
Martens Posted August 17, 2011 Posted August 17, 2011 Balbina12 napisał(a):York jest twardy,nie ugięty-na pozór.W rzeczywistości to bardzo delikatna psychika.Nie można go karać w taki sam sposób jak niewychowanego amstafa.To chyba oczywiste. To nie jest oczywiste, bo to bzdura. Amstaffa to co - wali się łopatą? Wrzeszczy? To samo co Ty napisałaś o yorku, ja mogę powiedzieć o TBB, brutalnie karcone robią się dosłownie autystyczne, zobojętniałe, a przy tym agresywne. A większość yorków czy ogólnie małych piesków ozdóbek, które spotykam, zachowuje się tak, jakby nigdy nie były w żaden sposób karcone i nie znały absolutnie żadnych granic. Przykład moich sąsiadów, pekińczyk, pies drze się na smyczy jak opętany - oni stoją i patrzą co będzie, czy moje psy dadzą się sprowokować, na początku jeszcze komentowali radośnie, jaki odważny. Dlaczego ode mnie wymaga się, żeby moje większe psy nie reagowały nawet jak są dosłownie opluwane śliną czy obskakiwane przez małego rozwścieczonego psa w wąskim przejściu z klatki, podczas gdy od niego nikt nawet nie próbuje wyegzekwować zachowania spokoju na widok ignorującego go psa w odległości kilkunastu metrów? Ja bym powiedziała, że to te większe psy powinny się zachowywać jak dzicz, bo takiego to skarcić strach, a nuż odda - a jaki problem opanować pieska ważącego 2 kilo? Balbina, czy mi się wydaje, czy Ty sugerujesz, że york ma prawo zachowywać się w mieście jak wrzeszcząca łasica wyciągnięta za ogon z lasu, bo jest mały, delikatny i nie można go skarcić...? :razz: Staffika, kawał szatana, da się wychować praktycznie bez dotykania, tylko operując tonem głosu i zabawą, uwagą lub jej brakiem - a yorka nie? Quote
Aysel Posted August 17, 2011 Posted August 17, 2011 Bo Wy nic nie rozumiecie :P Yorki to rasa pierwotna! On nigdy nie da się do końca udomowić! Dla niego miasto zawsze pozostanie czymś przerażającym, czuje się w nim niepewnie, bo ma tylko 25cm w kłębie! Co byście powiedzieli gdybyście musieli z takiej perspektywy patrzeć na świat?! Co byście powiedzieli gdyby ktoś Was za ogon wyciągnął z przyjemnego ciepłego mieszkanka, włożył w kokardki i wyszedł na tą okropną ulicę! Toż to trauma! Właśnie dlatego yorki powinny mieć osobne miejsca do wyprowadzania! I nikt nie powinien mieć prawa podejść do yorka! Przecież to źle wpłynie na jego psychikę! edit: Karcić też nie można. Przecież york na pewno nie chce oblewać ścian! On to robi bo się boi!!! Nie można karcić za dziamganie na wszystko co się rusza. To dziamganie to zaiste objaw niesamowitej bojaźni! Quote
Martens Posted August 17, 2011 Posted August 17, 2011 Byłabym zapomniała, staffik też jest mały, mój ma 40 cm w kłębie i jak wącha się z yorkiem to wcale nad nim specjalnie nie góruje; też bombarduje go głośne miejskie otoczenie, psy, hałasy, przechodnie - i jakoś potrafi to zignorować. A ta delikatna psychika yorka - no błagam, terriera? No chyba, że to terrier z pseudo, to i możliwe, że faktycznie ma psychikę jak mysz, na którą teoretycznie powinien polować. Quote
Aysel Posted August 17, 2011 Posted August 17, 2011 Moje chiłki mają po 19 i 20 cm w kłębie. I żyją ;) Nie wiem dlaczego przyjęło się, że jak mały pies to tylko york... Ja słyszałam już 'jakie piękne yorczki' na temat moich długowłosych chihuahua. Ludzie już nawet nie potrafią odróżnić yorków od innej rasy. To jest dopiero dyskryminacja! :D Na świecie są same yorki! Inne psy to zło ;) Quote
Izura Posted August 17, 2011 Posted August 17, 2011 Nie, inne to takie coś między prosiakiem, wilkiem a skunksem. Prosiakowate maniery, dzikie jak wilki i śmierdzą jak skunksy. Tylko yorki to... yorki, bo nie psy przecież, to nadgatunek. Quote
KarinaK83 Posted August 17, 2011 Posted August 17, 2011 Jak tak czytam to tak myślę, że chyba w kosmosie mieszkam, bo u mnie na osiedlu na bardzo dużą liczbę yorków spotkałam się tylko z jednym ujadaczem (niestety mieszka w tym samym bloku co ja). Nie tylko ujada, ale i gryzie obydwa moje psy, Rokiego po łapach, bo jest większy, a Mikę gdzie popadnie (też york). Poza tym wszystkie osiedlowe yorki są spokojne, zrównoważone i przyjacielsko nastawione. Biegają na smyczach lub bez, są odwoływalne. Więc trochę dziwi mnie to zamieszanie wokół yorków. Obce są mi te wszystkie teorie, że yorki jazgoczą, są niewychowane i wogóle są traktowane jak nie psy itp. O dziwo byliśmy ostatnio nad morzem, a potem w górach i wszystkie spotkane przez nas yorki też były zwykłymi psami, zachowującymi się zupełnie normalnie. Mój york funkcjonuje tak samo jak drugi pies, zna te same komendy, w ten sam sposób jest nagradzany, w ten sam sposób jest karcony. Jedyne czym się różnią to, to że Mika nie schodzi sama ze schodów (tzn. z kilku schodków zejdzie, ale my mieszkamy na czwartym piętrze bez windy)- nie schodzi bo jest po prostu za niska w stosunku do schodka, żeby samodzielnie zejść aż z czwartego piętra- natomiast wchodzi już sama. Na dworze puszczam ją ze smyczy tylko w niektórych miejscach i w określonych sytuacjach, nie dlatego, że jest nieodwoływalna czy niewychowana, ale z powodu różnych nieprzyjemnych sytuacji, z którymi mieliśmy doczynienia (m.in. niejednej próby pogryzienia jej przez innego psa). Quote
omry Posted August 17, 2011 Posted August 17, 2011 Izura napisał(a):Tylko yorki to... yorki, bo nie psy przecież, to nadgatunek. Zupełnie jak ludzie :lol: Quote
KarinaK83 Posted August 17, 2011 Posted August 17, 2011 a poza tym to miało być forum na temat dyskryminacji kundelków, a nie linczu yorka jako "nadpsa" ;) Quote
Fauka Posted August 17, 2011 Posted August 17, 2011 Ja do yorków nic nie mam, lubię je nawet ale uwielbiam z moim chłopem sobie z nich żartować gdy idę sobie na spacer. Zauważyłam dziwną tendencję właścicieli yorków, zaczynają od jednego i dalej ich liczba wzrasta. Każdy kto chodził jeszcze dwa lata temu z jednym, teraz ma dwa, jeden pan pobił rekord - ma 3 na jednej smyczy. Wszystkie jazgoczą, jeden od drugiego się uczy. Zastanawialiśmy się z chłopakiem jak to się dzieje że tak szybko ich liczba wzrasta, doszliśmy do wniosku że są jak gremliny, wystarczy polać je wodą i nakarmić po 12stej w nocy i ma się dwa yorki :D Zastanawialiśmy się nad praktycznym zastosowaniem jazgoszących yorków, gdyby wsadzić im do pyska i przymocować wuwuzele mogłyby się świetnie sprawdzić na meczach :D a gdyby koniec świata zależał od tego, czy yorek szczeknie to zginelibyśmy marnie. Ale nie tylko yorków się czepiamy, gdyby mojemu labkowi wsadzić wuwuzele pod ogon, to byłoby równie wesoło :D Quote
Frances_B Posted August 17, 2011 Posted August 17, 2011 Witam wszystkich, jestem nowa :) Przeczytałam cały temat i przypomniały mi się 2 anegdotki na temat małych psów :) Ja od 8 lat jestem właścicielką labradorki a 2 tygodnie temu dołączyła do nas malutka suczka berneńczyka. Jako że jestem zwolenniczką dużych ras (nie chcę generalizować, ale dla mnie psa powinno być widać i czuć, że jest w domu). Rozmawiałam sobie właśnie na ten temat z koleżanką, gdy przytoczyła mi historię jej znajomej. Otóż mieli Yorka. Matka chciała ugotować obiad i wyciągając z zamrażarki 2 kg kawałek mięsa upuściła go. Pech sprawił, że poniżej stał York. trup na miejscu. Kolejni ludzie, tym razem znajomi moich rodziców mieli Pekińczyka. Wszędzie chodził za swoją Panią. Któregoś razu Pani siadając na kanapę nie zauważyła swojego maleństwa, które jak zwykle nie odstępowało jej na krok i niefortunnie usadowiło się na kanapie. Pani (notabene będąca bardzo słusznych rozmiarów), uśmierciła psa siadając na nim... Osobiście bałabym się posiadać takiego maluszka...one są takie kruche... A nawiązując do tematu, wszystkie nasze koty są ze schroniska i jest to absolutnie najgorsze miejsce na świecie...Mam wrażenie, że zwierzę wzięte ze schronu potrafi dać człowiekowi tak wielką dawkę miłości, że jego wygląd ma na prawdę drugorzędne znaczenie. Kociak, którego wzięliśmy w zeszłym roku był zakwalifikowany do uśpienia (świerzb, ropień na oku, białaczka...) chociaż miał tylko 6 tygodni. Władowaliśmy w leczenie mnóstwo pieniędzy, ale jest teraz pięknym, zdrowym, mądrym zwierzęciem, którego wszyscy chcą nam zabrać do siebie :) ostatnio nauczył się aportować i robi to lepiej niż nasza labradorka po szeregu szkoleń :roll: Quote
Martens Posted August 17, 2011 Posted August 17, 2011 Ten o mięsie z zamrażarki to już dosłownie legenda miejska, ja słyszałam to x czasu temu w wersji o mrożonym kurczaku. Nie wiem czy to prawda, wiem tylko o jednej sytuacji tego typu, która na pewno miała miejsce - o yorczku z wadą - niezarośniętym ciemiączkiem uderzonym drzwiami wejściowymi - ale przy tym problemie nawet lekki uraz głowy może zabić, niestety. Quote
ulvhedinn Posted August 17, 2011 Posted August 17, 2011 Szczekanie u małych psów niestety JEST problemem, często również dla właściciela- i rzeczywiscie trudniej je do tego zniechęcić ;) Swoją droga, konia z rzędem temu, kto spowoduje w miarę trwałe zamknięcie się mojej Pikuliny..... Tyle, że Balbino, nawet nie o szczekanie tu chodzi, póki kurdupel jest kontrolowany, to trudno, niech nawet szczeka. Tylko rzeczywiście- właściciele yorków są zdecydowanie częściej nawiedzeni. Rozumiem, że można malucha łapać na ręce na widok Kry (swoją drogą zajętej w tym momencie np szkoleniem, czy aportem i NIE podbiegającej). Ale jeśli ktoś w panice łapie swojego yorkokształta na widok dwóch małych psiaków, zajętych zabawą w odległości kilkudziesięciu metrów..... Swoją drogą yorka, który z zapałem wysyłał sygnały "ja też, ja też, mogę się pobawić?" Tylko psa szkoda. Notabene, Piku- kundel waży jakieś 3,20, jest po dwóch operacjach kręgosłupa, o rzepkach można zapomnieć, wad budowy ma więcej niż włosów. I o zgrozo, żyje w stadzie psów różnej wielkości, oraz- o większa zgrozo!!!!- na zlocie pływała, pokonywała strumienie, latała po wertepach i przebywała luzem w grupie psów, gdzie były m.in. dobek, sznup olbrzym i mix leosia..... a w zeszłym roku zaprzyjaźniła się z corsiakiem...... A jak dobrze pójdzie, na nastepny zlot jadę z cziłką ;) I moje psy chodzą i będą chodzić na wspólne spacery z psami. Także dużymi. P.S. Znam dwa bardzo sympatyczne yorki, z równie sympatycznymi i normalnymi ludźmi. I lubię tą rasę, mimo, że ma nieszczęście być modna, co przekłada się na "profil uśredniony" właścicieli....... "łeee, jaki maciupki" na co odpowiedziałam, ku uciesze jego kolegów, którzy umierali potem ze śmiechu "nie widziałam, wierzę na słowo" Ladyswallow, mogę ukraść ten tekst? Padłam....... Quote
Frances_B Posted August 17, 2011 Posted August 17, 2011 To z mięsem zasłyszane, nie jestem w stanie zweryfikować :) O pekińczyku mogę zaświadczyć sama, bo znam sytuację. Wielka żałoba była...Pani długo nie mogła sobie wybaczyć i nawet przeszła na dietę :roll: Teraz mają cudownego kundelka ze schronu :) Quote
Yorkomanka Posted August 17, 2011 Posted August 17, 2011 ja się jeszcze nigdy nie spotkałam z dyskryminacją kundelków ale za to z dyskryminacją yorków dosyć często:angryy: i ogólnie z dyskryminacją psów rasowych:roll: Quote
ulvhedinn Posted August 17, 2011 Posted August 17, 2011 A ja kiedyś upuściłam nóż. Taki duży, kuchenny, cały stalowy, więc ciężki. Wbił się w podłogę (drewnianą, na wyjeździe to było) na jakiś centymetr. Co by było, gdyby stał tam pies, niekoniecznie mały...? Wypadki SIĘ ZDARZAJĄ. Ludziom, zwierzakom.... Nasza głowa, zeby starać się zminimalizować ryzyko. Quote
LadyS Posted August 17, 2011 Posted August 17, 2011 ulv, pożyczaj, mi często takie coś na spacerach wychodzi :lol: Choć my na spacery wychodzimy sami, bo nie mamy tu znajomych póki co - ale i tak muszę przyznać, że właściciele psów są o wiele bardziej normalni, niż byli w Lublinie. Quote
ulvhedinn Posted August 17, 2011 Posted August 17, 2011 Nie wiem, na ile Twoje psy są towarzyskie, ale możemy się czasem umówić na wspólny spacer... ;) Quote
Ty$ka Posted August 17, 2011 Posted August 17, 2011 Jako właścicielka kundla i ja się wypowiem ;). Uważam, że wszystko zależy od ludzi na jakich się trafi. Kiedy chodzę z moim psem na spacer opinie są skrajne. Jedni się zachwycają, drudzy brzydzą. Pamiętam jak niedawno szłam ze swoim kundlem przez miasto i wiele osób się zatrzymywało, by pogłaskać. Dzieci mojego pupila uwielbiają - z wzajemnością. Spotkałam też parę znawców, którzy wręcz wmawiali mi, że mam psa rasowego - oni/wujek/ciocia/znajomy/siostra/kuzyn miał/a właśnie identycznego psa i był takiej i siakiej rasy. :razz: Moja odpowiedź jest różna: czasem przytakuję, czasem mówię, że mam najzwyklejszego kundla pospolitego i się tego nie wstydzę. Bo jak można wstydzić się własnego psa? :shake: Nie uważam jednak, by wymyślanie rasy swojego psa było dowartościowaniem - sama sobie czasem wymyślam, mam już kilka na poczekaniu, ale używam je po to, by z kimś zażartować albo kogoś zbyć :razz:. I jasne, że kundel jest kundlem i należy go kochać takim, jakim jest - ja mojego psa akceptuję jako kundla i nie oddałabym za żadnego rasowca ;). Prawda jest jednak taka, że ludzie... hmmm... dość specyficznie reagują na wielorasowca. Niejednokrotnie miałam okazję rozmawiać z osobami, które mają/lubią kundelki. Większość z nich uważa, że kundelki są NAJ :loveu:. Natomiast inni są pozytywnie zaskoczeni, że nastolatka nie ma rasowca, lecz najzwyklejszego kundelka. Dla mnie M. nie jest zwykłym psem. A sztuczek, umiejętności, posłuchu, kontaktu z właścicielem, spacerów i zajęć niejeden rasowiec mógłby mu pozazdrościć. Ogólnie nie rozumiem jak można dzielić na lepsze i gorsze. Pies to pies, potem liczy się rasa psa. No, ale cóż zrobić, gdy ludzie nadal co niektórzy uważają, że kundelki są blee... :niewiem: I to jest ta właśnie druga grupa - nielubiąca kundli. Zawsze jak spotykam delikwenta, który po pytaniu o rasę dostaje moją odpowiedź kundel - wykrzywia się, pytam go - dlaczego uważa kundelki za gorsze? Bo co - nie mają przynależności do rasy? Są brzydkie (ja uważam, że nie ma brzydkich psów - a mój to w ogóle piękniś :wink:)? A może takie codziennie? Bo o co im chodzi? :knuje: Często dostaję odpowiedź, że są brzydkie, brudne, zapchlone, codziennie i głupie. Przykro mi się robi, ale odpowiadam bardziej kulturalnie lub mniej - jak ktoś mówi, że brzydki to niech spojrzy na psa a potem przez lusterko - która buźka ładniejsza? :diabloti: Zapchlone, śmierdzące? A proszę - daję słowo, że niejeden rasowiec oraz człowiek jest brudniejszy od mojego panicza, który nawet do kałuży nie wejdzie. Że głupie? Zazwyczaj ludziom rzednie minka, gdy dajemy popis naszych umiejętności. Jeśli ktoś ma jakieś wątpliwości co do tego, że kundle są blee to zapraszam do mnie. Niestety... podejście ludzi jest jakie jest... nawet moi rodzice pukają się w głowę, że z kundlem chodzę na spacery, zajmuję się, kupuję mu karmę z najwyższej półki, czeszę, dbam o niego, a nawet szczepię go i odrobaczam. Kiedy osobom zdziwionym moja postawą wobec kundla zadaję pytanie dlaczego uważają, że kundle są gorsze odpowiadają - "wszystkie kundle na łańcuch - domu pilnować" lub "kundle są odporne, głupie i tylko z nimi na łańcuch. Rasowce to co innego - na nie tylko chuchać i dmuchać" oraz inne teksty o tym, że kundelki karmić suchym chlebem (ostatecznie chleb ze smalcem lub pasztetem) oraz wyższość rasowców nad kundlami... ręce opadają. U mnie kundle na łańcuchach to codzienność, pieseczki rasopodobne rzadko spotyka taki los. Zauważyłam, że najbardziej bezrasowcami brzydzą się dzieci. Strasznie mi przykro, gdy koleżanka zapytana o pasję odpowiada bez wahania "psy", a potem dodaje... "tylko te rasowe" :evil: Przykro mi i jednocześnie wstyd za rówieśników, którzy wyśmiewają się z kundli, nawet niejeden raz widziałam jak takiego kopali i rzucali w niego kamienia, gdy tymczasem Ci sami na widok błąkającego się rasopodobnego podkarmiali i głaskali. Nastolatkowie śmieją się ze mnie po co mi kundel - "takie tylko pozabijać", słyszałam też "dobre" rady, bym wymieniła swojego kundliszona na tego rasowego za 250zł :megagrin: (szkoda, że nie wiedzą, że to też kundle :cool3:). Żal mi tych bachorów, które na widok mojego psa krzyczą obelgi co jakiś czas powtarzając słowo kundel. Tak. To jest kundel, ale co z tego? Nie wstydzę się ze swojego bezrasowca. Szkoda, że nastolatkowie traktują psa jako gadżet - im bardziej rasopodobny tym lepszy, a kundle są bleee... Pies to żyjąca istota, nie gadżet. Ilekroć zachęcam do adopcji kundelka ze schroniska, większość osób buczy, mówią że jestem świrnięta, bo kto chce głupie kundle. Tak niewiele osób mnie popiera, bo nadal żyją w przekonaniu, że kundelki są niefajne. Dziwię się tym, którzy zgadzają się spuścić nasze psy, by się pobawiły, ale po pytaniu o rasę (odpowiedź wiadoma - kundelek), szybko uciekają przede mną i spuszczają swojego do ONka, yorka czy innego rasowego pieseczka. Niektóre mamusie pytają się czy dziecko może pogłaskać. Ja na to tak (lub nie - to zależy od sytuacji czy akurat pracuję z psem, czy nie), a gdy dowiadują się, że kundel to mówią "To nie. One są durne, brudne, zapchlone". Dlaczego się tak dzieje? I póki nie zmieni się podejście społeczeństwa do psów tak się dziać będzie nadal. Też zauważyłam, że w schroniskach siedzą przez lata niejednokrotnie fajne, wręcz idealne ładne na swój sposób kundelki natomiast psy w typie dość szybko znajdują dom (nie mam nic przeciwko - ważne, żeby ktoś nie kupił z pseudo), a na pytanie dlaczego się tak dzieje dość często słyszy się "a bo kundle są pospolite...". Oczywiście nie przeszkadza mi, gdy ktoś zachwyca się psem rasowym, ale z umiarem. Ja uwielbiam północniaki, ale do kundelków mam sentyment. Nie boję się, nie wstydzę pomóc każdemu psu w potrzebie. Bo co? Bo kundel? A co on winny? :shake: Nie jego wina, że jest kundlem. Nie mam nic przeciwko, gdy ktoś mi nie tiutia - nawet wolę jak ktoś ignoruje mnie (ojć, choćby że mam kundla), gdyż tiutiaczy nienawidzę ;). Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.