Jest przy tym trochę zachodu. Ja też chciałam adoptować kota z Fundacji. Kiedy zadzwoniłam do pani, która opiekowała się kocurem, którego chciałam wziąć, to zostałam przez nią przepytana na tysiąc sposobów o moje warunki mieszkalne, to czy mieszkam w kamienicy czy w domu, czy mam zabezpieczone okna, balkon, jaką mam podłoge w domu itd... W dodatku dowiedziałam się, że jeśli opiekun kocura uzna, że nie mam warunków by go przyjąć, to mi go nie dadzą. Cała procedura miała trwać do miesiąca czasu. Mam w domu dorosłego 4-letniego kocura. Trochę się znam na kocich sprawach. Trochę mnie to odstraszyło. W efekcie wzięłam małego burego kocurka od osoby prywatnej.