Witam,
Mam pewien problem, który nawet nie wiem jak zakwalifikować.
Jestem właścicielką 6 letniej Amstaffki, od pół roku żyjemy tylko we dwie- nikt inny się nie opiekuje. To wygląda tak, że przez 3 lata opiekowałam się nią razem z mamą. Później przez 2 lata pies został pod opieką mamy, ja tylko czasami w weekendy przyjeżdżałam do niej i na wakacje. Nie wiem co się działo z nią gdy mnie nie było. Wiem tylko, że mama dbała o to, aby pies był wybiegany. Jest to pies rozpieszczony, dominant. Przez te pół roku staram się regularnie uczyć ją przychodzenia do nogi na zawołanie, radzić sobie z tym, że je wszystko co spotka na swojej drodze, czy z szczekaniem gdy ktoś wchodzi do domu.
Spuszczałam ją wolną na polanie bądź na wyznaczonym terenie dla psów; ćwiczyłam z nią przychodzenie również na lince. Po przyjściu dostawała smaczki, nie karmiłam jej przed wyjściem. Dbałam o to, aby w miejscu, w którym ją spuszczam nie było żadnego porzuconego jedzenia. Wszystko szło co raz lepiej, były postępy. Jednak ostatnio zaczęła znów mnie ignorować i czasami nie przychodzi. Wczoraj całkowicie mnie zignorowała i zerwała się, ze smyczy gdy zobaczyła jakieś zwierzę nad jeziorem. Nie wróciła gdy ją wołałam, złapałam ją i dostała po nosie.
Jedzenie na mieście. Moja sunia jest alergiczką, która nie może jeść chleba, a który uwielbia. Jak je zakazane jedzenie, to później choruje- alergiczne zapalenie ucha. Zawsze próbuje zjeść chleb bądź inne świństwo, gdy zobaczy jakiś kawałek. Odciągam ją; mówię, że nie wolno; wyjmuje jedzenie z jej ust. To się dzieje, gdy jest na smyczy. A przed spacerami na smyczy zawszę ją karmię- dodatkowo zachęcam do jedzenia, aby przypadkiem głodna nie chodziła.
Szczekanie przy drzwiach. Jest to dość uciążliwe, bo głos ma potężny. Szczeka gdy usłyszy, że ktoś puka do drzwi lub dzwoni do domofonu. Z tego co zaobserwowałam, gdy wychodzę z domu i później wracam do niego, moja sunia zawsze jest w tym samym pokoju. Zakładam, że wstaję dopiero gdy ja przyjdę lub moja siostra (mieszkają jeszcze z nami dwie inne dziewczyny- obce).
Na smyczy chodzi dość ładnie- chyba, że zobaczy innego psa lub jedzenie; wtedy ciągnie. Przywiązuję smycz dookoła bioder, aby było wygodniej. Gdy zaczyna ciągnąć, zatrzymuje się i mówię 'wróć' i następnie ściągam ją do nogi. Czasami nie chce wychodzić na spacer. Czasami odpuszczam, a czasami na siłę wyciągam ją spod łóżka.
Rozpieszczenie polega na tym, że śpi ze mną na łóżku. Czasami gdy zbyt mocną ją ściągnę, ona kuli się. Przyznaje się, parę razy dostała mocniej po pysku, zaraz po tym próbowałam jej wynagrodzić mój błąd. Gdy zrobi coś złego i mówię jej nie wolno i chce ją trącić po nosie (delikatnie) to ona odwraca pysk bądź kuli się jakbym jej największą krzywdę na świecie robiła.
[B]Co robię źle? Co mogę poprawić? Co mogę zrobić?[/B] Zależy mi na tym, aby móc ją spuszczać i spokojnie chodzić na spacery. 2 godziny spaceru na sztywnej smyczy to nie to samo co 2 godziny wolnego biegania. Nie chce chodzić z nią w kagańcu czy zakładać jej kolczatki. Jednak dłużej nie może ona stwarzać zagrożenia dla siebie i dla innych.
POMOCY!