Witam wszystkich serdecznie :)
z przyjaciółką adoptowałyśmy miesiąc temu psa ze schroniska. 8-latek, mały, krótkie łapki, długi, ubarwienie trochę "reksiowate". Wszystko z nim w porządku, jest łagodny, grzeczny, nic nie niszczy, cichutki... no właśnie... taki grzeczny, że aż do przesady.
W ogóle nie ma w nim życia :( jest ciągle, ale o ciągle śpiący, spałby dniami i nocami. A najgorzej to go wziąć na spacer... on po prostu nie znosi chodzić na spacery. Staramy się je urozmaicać, brać przysmaki, ciągle go chwalimy, ale on jak widzi smycz i jak go wołamy - to owszem przychodzi - ale jak na ścięcie! Łeb spuszczony, powoli, po drodze sto razy się przeciągając i spoglądając tęsknie na swoje legowisko.
Na spacerze? O matko... wlecze się, nic go praktycznie nie ciekawi. AŻ TU NAGLE POJAWIA SIĘ ENERGIA! MOC ENERGI! Kiedy? Jak się orientuje, że wracamy do mieszkania! Zaczyna szaleć cieszyć się. Po schodach kamienicy biegnie z 100% przyśpieszeniem aż na samą górę. Jak tylko wraca do mieszkania to biegiem na swoje legowisko i spanie.
Nie wiem co robić. Czy po prostu zaakceptować to, że nie lubi spacerów? Jednak ruch to zdrowie i nie wydaje mi się, że pies, który śpi 90% doby będzie w dobrej kondycji :(
Poradzicie coś? Ktoś ma podobną sytuację?