Toro trafił do nas jakieś 2/2,5 roku temu(miał wtedy 2 lata). Adoptowaliśmy go ze schroniska; był wychudzony i przestraszony.
Od razu rzuciły nam się w oczy chałupniczo przycięte uszy i ogon; podejrzewaliśmy, że poprzedni właściciel szykował sobie psa do walk w dodatku sądzimy, że bił bity.
Systematycznie udało nam się odbudować u Tora zaufanie do ludzi, odbudował masę ciała. Toro teraz uwielbia się bawić, przytulać, być głaskanym, jest serdeczny do ludzi.
Wszystko to działo się w domu, gdzie mieliśmy duży ogród. Niestety, z ważnych powodów musieliśmy się przeprowadzić do mieszkania na Gocławiu. I tu zaczęły się problemy. Torek, kiedy nie ma się gdzie wybiegać, gaśnie w oczach. My, w związku z czasochłonną pracą, nie jesteśmy w stanie poświęcić mu tyle czasu co kiedyś. Dodatkowo już usłyszeliśmy narzekania wszędobylskich sąsiadów, że trzymamy "groźnego" psa i, że boją się wychodzić z mieszkań. Jakby problemów było za mało, okazało się, że Torek nie lubi widoku innych psów i denerwuje się, co jeszcze bardziej komplikuje sytuację z sąsiadami.
W związku z tym stwierdziliśmy całą rodziną, że najlepszym wyborem dla nas i dla psa, będzie oddanie go do miejsca, gdzie będzie mógł się wyszaleć i nie będzie skazany na życie na kilku metrach kwadratowych.
Toro jest oczywiście zachipowany i zaszczepiony na wściekliznę.
[attachment=2923:10856.attach]
P.S.zdjęcie robione jeszcze w domu