Kalinka i Kajtuś w swoim domciu w Warszawie.
Kajtuś już przychodzi na mizianki, Kalinka jeszcze zachowuje dystans. Kotunie jedzą, piją, bawią się.
Ufffff....
Ja mogę uwierzyć
Podobną sytuację przeżyłam z moją Amelką. Po wypadku ukryła się na posesji pana, który obiecał, że ją nie przepędzi. karmił, oswajał...Pan nagle umarł....:-(
Współczuję, ale nie mam jak pomóc. Biedusie kotki:-(