[quote name='Majkowska']A jeśli można wiedzieć - dlaczego akurat wybrałaś gordona?Czy jest to tylko kwestia wizualna że podoba Ci się czy to coś konkretnego w rasie jak o charakter chodzi ?Wydaje mi się że zawsze pamiętać trzeba że pies myśliwski psem myśliwskim będzie i potrzebuje nie tylko dużo ruchu ale i pracy - choć wiem że setery ludzie mają i bez tego, ale ja jako posiadaczka psa myśliwskiego nie wyobrażam sobie zamknąć go w domu i wychodzić z nim tylko "w cywilizację". Powiem szczerze że nawet taki pies jest uciążliwy we wspólnym funkcjonowaniu bo ciągle mu czegoś brakuje. Najfaniej psu myśliskiemu jest w polu gdzie może wyżyć pasje, a jeśli masz problemy z poruszaniem podejrzewam że gonienie za psem w polu odpada.Polecony cocker również jest psem żywiołowym, jeśli chcesz pieska osobiście bym poleciła coś czego nie roznosi energia i z czym łatwo się dogadać.Chyba że masz sytuację taką że w domu jest ktoś kto zapewni psu wyżycie się w polu, a Ty będziesz opiekować się nim na wszystkich innych płaszczyznach. Znam kilka domów - nawet z pointerami - gdzie jest osoba niepełnosprawna, nawet nie poruszająca się lub poruszająca na wózku i jest pies myśliwski. Tyle że jest tam też ktoś kto chodzi z tym psem w pole -w większości przypadków tam mieszka myśliwy, więc pies ma zapewnioną pracę, a w domu dużo fajnego kontaktu z właścicielem, zabawy i przytulania. Z całą pewnością mogę powiedzieć że te psy tam są szczęsliwe bo mają wszystko co im potrzeba :)Zastanów się dobrze czy napewno gordon pasuje, czy spełnicie jego oczekiwania, czy dacie z nim radę (jakby nie było gordon to duży pies, który siłę potrafi mieć) , tak żeby zakup gordona nie okazał się nietrafionym prezentem.Może warto pooglądac inne fajne psy, które będą mniej problematyczne :)[/QUOTE]
Gordona wybrałam, bo znalazłam małą, domową tychże psiaków w moim mieście, gdzie koziołki trykają się o 12 w południe od niepamiętnych czasów. Mama jeszcze wtedy nie przeszła na "ciemną stronę mocy" której dowódcą jest Lord Tata.
Pod koniec listopada wybrałam się więc razem z mamą do tejże hodowli i zdziwiłam się wielce - państwo mieszkali w bloku, a psy na pierwszy rzut oka są w dobrym stanie. Oczywiście - jak to ja, zapomniałam, żeby zapytać się, czy szczenięta nie mają żadnych dziedzicznych chorób typu PRA. A wszystko dlatego, że zauroczył mnie szczeniaczek, Maurycy. Od momentu, gdy pogryzł mój szalik, poczułam, że chcę, aby był mój. Jego siostrzyczka, Metalica, nie ustępowała mu w niczym energią i wigorem. Pomyślałam, że oba psiaki byłyby po prostu idealne - rozruszałyby mnie, miałabym motyw, żeby pójść na spacer do lasu, który znajduje się niewiarygodnie bliziutko domu itd, itp. Ale niestety, tata jest w tym domu samcem alfa, raczej nie zgodzi się na psa, nawet jeśli będą zdrowe, będą pochodziły z hodowli zarejestrowanej w ZK, nawet jeśli będę go przekonywać, że spacery z psem na świeżym powietrzu to świetne ćwiczenie, i nawet, jeśli będę wymuszać płaczem. Dlatego właśnie, w akcie desperacji napisałam ten post :(