[quote name='Martens']Tak już abstrahując od jakości tej konkretnej hodowli, gdyby nabywca 2 tygodnie po zakupie nagle zadzwonił do mnie, że pies nie żyje i chce zwrotu pieniędzy, też bym nie była miła i po pierwsze to on by mi się musiał tłumaczyć, a nie ja jemu. Dla mnie OCZYWISTE jest (i będę to zastrzegać przy przekazywaniu szczeniaka), że gdyby z kupionym u mnie szczeniakiem coś się działo, szczególnie niedługo po zakupie, nabywca dzwoni do mnie i mnie o tym informuje. Po pierwsze dlatego, że czasem jakiś problem jest drobnostką (o czym niedoświadczony właściciel nie musi wiedzieć) i można uspokoić nabywcę czy polecić proste rozwiązanie; po drugie, żeby polecić dobrego weterynarza, bo rzadko internista jest alfą i omegą w charakterystycznych cechach rozwoju, typowych problemach i ich leczeniu w każdej, szczególnie rzadkiej rasie, i nieogarnięty w temacie wet może zrobić czasem więcej szkody niż pożytku; po trzecie, żeby jeśli z psem coś faktycznie jest nie tak, na bieżąco ustalić co i jak, jak pomóc czy zrekompensować niedogodności. Od tego jest dobry hodowca, żeby pomagać w takich sytuacjach, a jeśli sam ma małe doświadczenie - zasięgnąć rady hodowcy, który ma doświadczenie większe.
Postawcie się po stronie dobrego hodowcy - sprzedaje wychuchanego zdrowego szczeniaka, 2 tygodnie cisza i nagle że pies nie żyje i chcą kasę... No sorry, ale szlag by mnie trafił, czemu nie poinformowano mnie od razu i na pewno nie zwróciłabym ot tak kasy, tylko chciałabym dokumentacji z leczenia psa. Nie tylko hodowcy, ale i nabywcy bywają świniami, i w sytuacji, gdy ktoś nagle dzwoni mi, że pies nie żyje i mam oddać pieniądze, nie było wcześniej informacji że coś jest nie tak, nie ma papierów z leczenia, nie ma ciała do sekcji (bo pochowany, bla bla bla), miałabym prawo przypuszczać nawet, że ktoś sprzedał malucha (bo zniknął bez śladu) i chcą ode mnie wyłudzić pieniądze, albo coś mocno schrzanili i pies nie żyje z ich winy. Tak taka sytuacja ze strony hodowcy wygląda, niestety.[/QUOTE]
Nie wiem czy tp takie normalne bo dzwonilismy juz pare dni przed tym jak pies zdechl i Pan L. Powiedzial,ze mamy mu dawac papke marhewke z ryzem a ten pies nic nie jadl , zoladek mu przestal pracowac i no stop wymiotowal... dla mnie weterynarz do ktorego go zawiezlismy jest bardzo dobry icwie co robi, wiec jak nie wiesz kolezanko to sie nie wypowiadaj :-)