Jump to content
Dogomania

emotive

Members
  • Posts

    3
  • Joined

  • Last visited

emotive's Achievements

Newbie

Newbie (1/14)

10

Reputation

  1. [quote name='Martens']Tak już abstrahując od jakości tej konkretnej hodowli, gdyby nabywca 2 tygodnie po zakupie nagle zadzwonił do mnie, że pies nie żyje i chce zwrotu pieniędzy, też bym nie była miła i po pierwsze to on by mi się musiał tłumaczyć, a nie ja jemu. Dla mnie OCZYWISTE jest (i będę to zastrzegać przy przekazywaniu szczeniaka), że gdyby z kupionym u mnie szczeniakiem coś się działo, szczególnie niedługo po zakupie, nabywca dzwoni do mnie i mnie o tym informuje. Po pierwsze dlatego, że czasem jakiś problem jest drobnostką (o czym niedoświadczony właściciel nie musi wiedzieć) i można uspokoić nabywcę czy polecić proste rozwiązanie; po drugie, żeby polecić dobrego weterynarza, bo rzadko internista jest alfą i omegą w charakterystycznych cechach rozwoju, typowych problemach i ich leczeniu w każdej, szczególnie rzadkiej rasie, i nieogarnięty w temacie wet może zrobić czasem więcej szkody niż pożytku; po trzecie, żeby jeśli z psem coś faktycznie jest nie tak, na bieżąco ustalić co i jak, jak pomóc czy zrekompensować niedogodności. Od tego jest dobry hodowca, żeby pomagać w takich sytuacjach, a jeśli sam ma małe doświadczenie - zasięgnąć rady hodowcy, który ma doświadczenie większe. Postawcie się po stronie dobrego hodowcy - sprzedaje wychuchanego zdrowego szczeniaka, 2 tygodnie cisza i nagle że pies nie żyje i chcą kasę... No sorry, ale szlag by mnie trafił, czemu nie poinformowano mnie od razu i na pewno nie zwróciłabym ot tak kasy, tylko chciałabym dokumentacji z leczenia psa. Nie tylko hodowcy, ale i nabywcy bywają świniami, i w sytuacji, gdy ktoś nagle dzwoni mi, że pies nie żyje i mam oddać pieniądze, nie było wcześniej informacji że coś jest nie tak, nie ma papierów z leczenia, nie ma ciała do sekcji (bo pochowany, bla bla bla), miałabym prawo przypuszczać nawet, że ktoś sprzedał malucha (bo zniknął bez śladu) i chcą ode mnie wyłudzić pieniądze, albo coś mocno schrzanili i pies nie żyje z ich winy. Tak taka sytuacja ze strony hodowcy wygląda, niestety.[/QUOTE] Nie wiem czy tp takie normalne bo dzwonilismy juz pare dni przed tym jak pies zdechl i Pan L. Powiedzial,ze mamy mu dawac papke marhewke z ryzem a ten pies nic nie jadl , zoladek mu przestal pracowac i no stop wymiotowal... dla mnie weterynarz do ktorego go zawiezlismy jest bardzo dobry icwie co robi, wiec jak nie wiesz kolezanko to sie nie wypowiadaj :-)
  2. Piesek byl zadbany wazyl 1,7 bo jeszcze jak byl zdrowy to bylismy z nim u weterynarza a ja sie dopiero po fakcie naczytalam,ze takcjak to wygladalo , nie powinno...
  3. UWAGA ! Przeczytajcie ten post uwaznie jesli decydujecie sie na kupno maltanczykow na slasku to nie z hodowli o nazwie " saxuena " Opowiem wam historie, mieszkalam do niedawna z rodzicami w domu jednorodzinnym , w sierpniu zdechl nam 15letni pies , byl juz bardzo chory... Mama postanowila,ze kupi sobie maltanczyka jednak miala nie dlugo urodziny i wpadlam na pomysl,ze skoro tak to kupimy jej tego psa, siostra sie dorzucila, babcia,tata i uzbieralismy 800zl jak napisal Pan L. Na tablica.pl z Gliwic. Moja siostra do niego dzwonila i sie z nim ugadywala... pierwsze co jest podejrzane dla mnie to to,ze Pan L. Spotkal sie z nami pod radiostacja co jest absurdem bo normalnie hodowcy zapraszaja do domu, nie mielismy wyboru psiaka co prada byl cudowny i pewnie i tak bym go wziela. Druga sprawa, zadnej wyprawki porzadny i szanowany sie hodowca by sobie na to nie pozwolil. Gdy juz przywiezlismy go mamie bylo kupe radosci ... ale tylko tydzien, kiedy w sobote piesek zaczal byc osowialy , nie chcial jesc anij pic, rodzice go zabrali do weterynarza poniewaz mysleli,ze moze czyms sie zatrul, chodz w poniedzialek piesek czul sie troche lepiej to pozniej juz bylo coraz gorzej, nasz zaufany lekarz robil mu testy na nosowke i inne choroby ale wszystko bylo okej, 6 przeswietlen zoladka zkontrastem by sprawdzic czy czegos nie ma, w kocnu otworzyl go, sprawdzil od srodka , nic nie wykazalo , w piatek piesek byl caly dzien ze mna i siotra u weterynarza, zostajac na zabieg , zostal tam na noc...niestety w sobote zadzownil weterynarz,ze piesek nie zyje. Dla niego to tez bylo przykre i nie wzial zadnych pieniedzy za leczenie. Gdy zadzownilosmy do hodowcy,ze piesek nie zyje Pan L. Mial wymowki,ze jal piesiek byl chory to moglismy odrazu zadzownic oddalby kase i sam by go leczyl, ale dla mnuecto normalne,ze kupilam psa i walcze o jego zycie sama... kiedy w koncu mama postraszyla go,ze pojdziemy na droge sadowa i udowodnimy mu wine pan L. Sie wystraszyl i umowil sie nastepnego dnia z nami oddajac 500zl. Zabral spowrotem ksiazeczke zdrowia i rodowod. Byc moze nastepny pies bedzie z tegp korzystal . Szczerze nie polecam hodowli " saxuena " z Gliwic. Uwazajcie na tego oszusta !
×
×
  • Create New...