mała dzika kura
Members-
Posts
32 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by mała dzika kura
-
naprawdę bardzo dziękuję tym, którzy dokładnie przeczytali za uwagę i chęć obrony i adwokatowania... toyota - w skrócie: pies nie szczekał na dziecko w ekscytacji, tylko na nie skoczył z zębami na wierzchu i z głuchym warkotem, po czym zatrzymał się z pyskiem między szczeblami. Wiem, że takie a nie inne zachowanie psa to kwestia (nie)wychowania. Przez pierwsze lata jego życia nie miałam z tym wychowaniem nic wspólnego, pomysł szkolenia bez opiekuna a za to z łamaniem uważam za głupi i okrutny dla psa, póki mi zdrowie pozwalało to pracowałam z tym psem w miarę możliwości, choć nie było to łatwe, bo cały czas ktoś mi robił krecią robotę, naprawdę można stracić motywację. Nie mam żadnej władzy nad innymi dorosłymi osobami w tym domu, nie mogę się wyprowadzić mimo szczerych chęci... Kilka osób które teoretycznie znają się na psach doradzały nam to samo jeśli chodzi o wprowadzanie małego do domu po porodzie, nie myślałam o tym żeby zatrudniać behawiorystę żeby nas w tym poprowadził, bo zresztą wyglądało na to że układa się OK. Polegało to np. na tym, że najpierw wchodził do domu wózek a nie pies, jak pies chciał się rzucić z czułościami (?) na dziecko, to siad, zostań, smakołyk, potem grzecznie powąchać, no i sztywne zasady że np. do sypialni nie wolno. Nie chcę, żeby pies został uśpiony. Nie chcę, żeby poszedł do schroniska, bo nie wyobrażam go sobie w klatce z innymi psami, polecą kłaki i krew (podszerstek to chyba ma, ma dłuższe kłaki i krótkie puchate pod spodem które gubi na lato). Ale to były pierwsze opcje zaproponowane w rodzinie. Dlatego tu jestem, bo może jest coś o czym nie pomyślałam. Dowiedziałam się, owszem, o klatkach kennelowych i o tym że psi behawiorysta to faktycznie spotykany zawód No dobra, ale nie będę już zajmować miejsca na tłumaczenie się. Jak pisałam, rozmawiałam z teściową, ona uważa że nie da sobie rady ze szkoleniem psa. I ja też tak uważam (aha, niedyspozycja zdrowotna potrwa jak dobrze pójdzie może rok, może dłużej). Decyzja już zapadła, pies będzie oddany. I powiem Wam, że przyszło mi na myśl, że może to mu nawet wyjść na dobre. W momentach kiedy był ostro w karbach, na zdyscyplinowanych spacerach, z zabawą i bieganiem na lince, był spokojniejszy i szczęśliwszy. Może znajdzie się ktoś kto będzie mógł mu to zapewnić. Teraz martwi mnie jedno, tzn. jak znaleźć i przede wszystkim zweryfikować osobę która zaopiekowałaby się psem. Przecież każdy może powiedzieć, że odchował setki trudnych psów, a potem zostawić psa na podwórzu na łańcuchu. Piszecie o fundacjach np. niechciane i zapomniane, gdzie jeszcze warto się zwrócić o pomoc i w jaki sposób to działa? Mieszkamy pod Wrocławiem. EDIT: Ups, przepraszam za powtórki, internet mi się zaczął zwieszać i oto efekty...
-
naprawdę bardzo dziękuję tym, którzy dokładnie przeczytali za uwagę i chęć obrony i adwokatowania... toyota - w skrócie: pies nie szczekał na dziecko w ekscytacji, tylko na nie skoczył z zębami na wierzchu i z głuchym warkotem, po czym zatrzymał się z pyskiem między szczeblami. Wiem, że takie a nie inne zachowanie psa to kwestia (nie)wychowania. Przez pierwsze lata jego życia nie miałam z tym wychowaniem nic wspólnego, pomysł szkolenia bez opiekuna a za to z łamaniem uważam za głupi i okrutny dla psa, póki mi zdrowie pozwalało to pracowałam z tym psem w miarę możliwości, choć nie było to łatwe, bo cały czas ktoś mi robił krecią robotę, naprawdę można stracić motywację. Nie mam żadnej władzy nad innymi dorosłymi osobami w tym domu, nie mogę się wyprowadzić mimo szczerych chęci... Kilka osób które teoretycznie znają się na psach doradzały nam to samo jeśli chodzi o wprowadzanie małego do domu po porodzie, nie myślałam o tym żeby zatrudniać behawiorystę żeby nas w tym poprowadził, bo zresztą wyglądało na to że układa się OK. Polegało to np. na tym, że najpierw wchodził do domu wózek a nie pies, jak pies chciał się rzucić z czułościami (?) na dziecko, to siad, zostań, smakołyk, potem grzecznie powąchać, no i sztywne zasady że np. do sypialni nie wolno. Nie chcę, żeby pies został uśpiony. Nie chcę, żeby poszedł do schroniska, bo nie wyobrażam go sobie w klatce z innymi psami, polecą kłaki i krew (podszerstek to chyba ma, ma dłuższe kłaki i krótkie puchate pod spodem które gubi na lato). Ale to były pierwsze opcje zaproponowane w rodzinie. Dlatego tu jestem, bo może jest coś o czym nie pomyślałam. Dowiedziałam się, owszem, o klatkach kennelowych i o tym że psi behawiorysta to faktycznie spotykany zawód No dobra, ale nie będę już zajmować miejsca na tłumaczenie się. Jak pisałam, rozmawiałam z teściową, ona uważa że nie da sobie rady ze szkoleniem psa. I ja też tak uważam (aha, niedyspozycja zdrowotna potrwa jak dobrze pójdzie może rok, może dłużej). Decyzja już zapadła, pies będzie oddany. I powiem Wam, że przyszło mi na myśl, że może to mu nawet wyjść na dobre. W momentach kiedy był ostro w karbach, na zdyscyplinowanych spacerach, z zabawą i bieganiem na lince, był spokojniejszy i szczęśliwszy. Może znajdzie się ktoś kto będzie mógł mu to zapewnić. Teraz martwi mnie jedno, tzn. jak znaleźć i przede wszystkim zweryfikować osobę która zaopiekowałaby się psem. Przecież każdy może powiedzieć, że odchował setki trudnych psów, a potem zostawić psa na podwórzu na łańcuchu. Piszecie o fundacjach np. niechciane i zapomniane, gdzie jeszcze warto się zwrócić o pomoc i w jaki sposób to działa? Mieszkamy pod Wrocławiem.
-
naprawdę bardzo dziękuję tym, którzy dokładnie przeczytali za uwagę i chęć obrony i adwokatowania... :) toyota - w skrócie: pies nie szczekał na dziecko w ekscytacji, tylko na nie skoczył z zębami na wierzchu i z głuchym warkotem, po czym zatrzymał się z pyskiem między szczeblami. Wiem, że takie a nie inne zachowanie psa to kwestia (nie)wychowania. Przez pierwsze lata jego życia nie miałam z tym wychowaniem nic wspólnego, pomysł szkolenia bez opiekuna a za to z łamaniem uważam za głupi i okrutny dla psa, póki mi zdrowie pozwalało to pracowałam z tym psem w miarę możliwości, choć nie było to łatwe, bo cały czas ktoś mi robił krecią robotę, naprawdę można stracić motywację. Nie mam żadnej władzy nad innymi dorosłymi osobami w tym domu, nie mogę się wyprowadzić mimo szczerych chęci... Kilka osób które teoretycznie znają się na psach doradzały nam to samo jeśli chodzi o wprowadzanie małego do domu po porodzie, nie myślałam o tym żeby zatrudniać behawiorystę żeby nas w tym poprowadził, bo zresztą wyglądało na to że układa się OK. Polegało to np. na tym, że najpierw wchodził do domu wózek a nie pies, jak pies chciał się rzucić z czułościami (?) na dziecko, to siad, zostań, smakołyk, potem grzecznie powąchać, no i sztywne zasady że np. do sypialni nie wolno. Nie chcę, żeby pies został uśpiony. Nie chcę, żeby poszedł do schroniska, bo nie wyobrażam go sobie w klatce z innymi psami, polecą kłaki i krew (podszerstek to chyba ma, ma dłuższe kłaki i krótkie puchate pod spodem które gubi na lato). Ale to były pierwsze opcje zaproponowane w rodzinie. Dlatego tu jestem, bo może jest coś o czym nie pomyślałam. Dowiedziałam się, owszem, o klatkach kennelowych i o tym że psi behawiorysta to faktycznie spotykany zawód ;) No dobra, ale nie będę już zajmować miejsca na tłumaczenie się. Jak pisałam, rozmawiałam z teściową, ona uważa że nie da sobie rady ze szkoleniem psa. I ja też tak uważam (aha, niedyspozycja zdrowotna potrwa jak dobrze pójdzie może rok, może dłużej). Decyzja już zapadła, pies będzie oddany. I powiem Wam, że przyszło mi na myśl, że może to mu nawet wyjść na dobre. W momentach kiedy był ostro w karbach, na zdyscyplinowanych spacerach, z zabawą i bieganiem na lince, był spokojniejszy i szczęśliwszy. Może znajdzie się ktoś kto będzie mógł mu to zapewnić. Teraz martwi mnie jedno, tzn. jak znaleźć i przede wszystkim zweryfikować osobę która zaopiekowałaby się psem. Przecież każdy może powiedzieć, że odchował setki trudnych psów, a potem zostawić psa na podwórzu na łańcuchu. Piszecie o fundacjach np. niechciane i zapomniane, gdzie jeszcze warto się zwrócić o pomoc i w jaki sposób to działa? Mieszkamy pod Wrocławiem.
-
No, to jestem dziś po rozmowach z teściową, biorąc pod uwagę te wszystkie opcje... Wygląda na to, że jest zdecydowana na to żeby z psem się pożegnać. Jest umęczona i uważa, że on ma coś z głową. Ja myślę, że to raczej tak jak pisze [B]Maron[/B], pies ma taki temperament i utrwalone w czasie przyzwyczajenie "nigdy się nie poddawaj i dąż do celu" ;), ale pisałam co było na tym szkoleniu z prawdziwego zdarzenia, kiedy przyszedł trener - pies wyglądał, jakby się zakochał. Momentalnie zmalał dwukrotnie i szedł jak baranek. No ale wtedy cała nasza rodzina się zakochała i szła jak baranie stadko, bo ten facet wiedział co robi i emanowało to z niego. Teściowa mówi o oddaniu do schroniska i to szybko - nie wiem czy to dobry pomysł, czy to nie zepsuje mu łba jeszcze bardziej? w sensie, to chyba okropny stres i szok... Nie bardzo wiem jak się zabrać do szukania mu nowego domu (a to chyba na mnie spadnie). Już się tyle dowiedziałam że są entuzjaści danej rasy i jeśli pies jest w typie takiej rasy to byliy chętni - a możecie ocenić do czego on podobny? Wg mnie do małego konia, więc wolę się zapytać mądrzejrzych ;) Aha, a po porodzie zrobiliśmy tak jak nam doradzano, tzn. pies dostał do zrozumienia że do domu przybył następca tronu, młody cesarz, władca świata i należy mu się cześć. Czyli przyjrzyj się, ale nie wolno szaleć i dotykać dziecka. I taką cześć przez dłuższy czas okazywał, tzn. uczestniczył w życiu, ale podchodził ostrożnie, wąchał z daleka, nie wciskał pyska gdzie nie trzeba. A potem zasadniczo dziecko ignorował, czasem obwąchał, czasem się przyjrzał, czasem był pogłaskany.
-
[B]Maron86[/B] - jak patrzę na zdjęcia w necie to coś molosowatego w sobie faktycznie ma, tylko jakby go z owczarkiem niemieckim zmiksować - smuklejszy ma łeb i całe ciało. Tak, teściowa "nie bardzo chwyta" w ogóle samą ideę szkolenia psa mimo nauki i ciągłego trucia przez pewien czas. A faceci - no cóż. Teść powiedział, że "widocznie mały musiał mu [psu] coś zrobić" - no zapewne tak, ale czy to były telepatyczne groźby czy krzywe spojrzenie, tego się nie dowiemy i nie unikniemy w przyszłości... Na obiekcje teściowej odparł "To go uśpij" i myślę że opcja jest realna, dlatego też łażę po forach i szukam innych możliwości. Mąż, cóż, twierdzi że piesek jest fajny i on nie widzi zagrożenia. Adopcja pewnie wchodziłaby w grę - najbarziej do psa przywiązana jest teściowa, a jednocześnie jest już strasznie umęczona całą sytuacją... ale czy istnieją tacy ludzie którzy by się podjęli czegoś takiego?? [B]Majkowska [/B]- z dostępem do dziecka jest dość podobnie jak u Ciebie, ale dodaj sobie do obrazu sporą dawkę niekonsekwencji... Też wprowadziłam w ciąży zasadę że pies nie wchodzi do pokoju, no i nie wchodzi... jak widzi że jestem w okolicy. Oczywiście jak w tej sypialni jest tylko teściowa czy mąż, to pies czuje się swobodnie, bo cóż, oni nie psują nigdy atmosfery niepotrzebnymi wymaganiami wobec kochanego pieska. Mały przebywa w parterze tylko w tym pokoju, a jak w dolnej części domu, to w kojcu. Poza tym to jest na kolanach czy navv rękach i do tej pory pies podchodził sobie, wąchał te rączki, mały go głaskał w takich kontrolowanych warunkach. Traz nie dopuszczam nawet do tego, trudno. A pies teściowej, owszem. Ktoś ją namówił żeby wzięła znajdkę z rowu i spodziewała się że wyrośnie na kochanego psa jak poprzedni kundelek.
-
dzięki za odpowiedź. czemu założyłaś że to molos? to jest mieszaniec. zdecydowanie ma coś rasowego w sobie, ale nie mam pojęcia co. Mówił nam jeden wet, że jest w typie doga, ale mówił nam też że pożyje 7 lat, a to już ósmy rok a pies bryka jak młodzieniec. Więc ma coś z doga w pysku i ogólnym pokroju, klatkę piersiową i umaszczenie ma zaupełnie jak bokser, a uszy jakieś wilczaste takie. Mogę dołożyć zdjęcie jeśli to miałoby w czymś pomóc... Z tym wsparciem w teściowej to jest niekoniecznie tak jak piszesz. Tyle nas łączy, że obie zostałyśmy przestraszone i obie widzimy, że jest problem z psem - ja mam problem z dzieckiem, a ona dodatkowo ze spacerami. To juz nie jest młoda osoba i z każdego spaceru wraca umęczona i obolała. Tylko że, no cóż, to nie jest osoba, która byłaby w stanie poprowadzić konsekwentnie psa, zwłaszcza takiego. Podczas tamtego szkolenia postępowała z psem według zaleceń trenera tylko jeśli z nią szedł i powtarzał cały czas co robić. Potem, zwłaszcza w sytuacji stresowej, to się natychmiast rozmywało, ześlizgiwało do starych metod i znów było, że pies porąbany i nic na niego nie działa. Aż głupio mi było powtarzać wciąż i wciąż jakie był zasady i co mówił trener. A ja - w przeszłości może spróbowałabym ponownie pociągnąć szkolenie psa, owszem zdarzało mi się chadzać z nim na spacery zamiast teściowej, ale to była syzyfowa praca, bo pierwsze 20 minut zajmowało mi przekonywanie psa że dziś znowu są zasady, i dopiero wychodziliśmy z domu ;) Ale jak pisałam wyżej - mam od lekarza zakaz szarpania i dźwigania. Bez choćby lekkiego szarpania za smycz, stopowania, przytrzymywania przeciez się nie obejdzie, a wystarczy że pies raz porządnie szarpnie za smycz i ja będę miała przechlapane. Poza tym zajmuję się niemowlakiem - przerwałam pisanie tego posta 6 razy żeby interweniować :] Egzekwowanie od psa 3 zasad: nie przewracać ludzi z małymi dziećmi na schodach, nie wchodzić do sypialni, nie jeść spod krzesła dziecka potrafi skutecznie wypełnić cały czas jaki mam. Kaganiec mamy, ale boję się założyć :/
-
Hej to mój pierwszy post tutaj, więc jak palnę jakąś gafę to dajcie znać. Jestem jeszcze dość na świeżo w szoku po sytuacji sprzed dwóch dni. Pies, z którym mieszkamy (tzn. nie mój, a teściowej), zachował się agresywnie wobec mojego dziecka. Konkretnie, to dzieciak siedział w kojcu, bawił się czymś i nie patrzył nawet na psa. Pies siedział przy kojcu i nagle się zjeżył, zawarczał i rzucił w stronę dziecka z zębami na wierzchu, z takim impetem że gdyby nie kojec to by capnął małego. Pies jest duży, zdrowy, 7 lat ma, niekastrowany, piękny, inteligentny jak nie wiem co, energiczny, typ komandosa. W typie podobno doga i ma coś z boksera. Niestety po pierwsze jest niewychowany, a po drugie bardzo mocno popędliwy, narowisty, agresywny wobec psów, ludzi, wózków, samochodów. Wobec mnie też - kiedy się wprowadzałam do domu teściów po ślubie to przez pewien czas traktował mnie z góry i nie raz miałam zębiska przy twarzy. Tylko że wtedy to były jakby ataki ze strachu (chyba chodziło o to, że ja, takie nic, atakowałam jego ludzi, kiedy znajdowałam się na nich lub nad nimi i on panikował że coś okropnego robię). Przy ataku na dziecko, to na moje laickie oko to był mord, nie strach. Na spacerach jakby też widziałam, że niektóre obiekty (mniejsze i mniej groźne) atakuje żeby rozszarpać, a inne (większe psy) z nutą histerii w głosie. Pies był w szkoleniu i chyba dobrze na takie szkolenie reaguje, tzn. szybko łapie o co chodzi, ale jest twardy i trzeba być konsekwentnym, a poza tym, nie wiem jak to określić.. Kiedy nagle wpada w takie mordercze skupienie, to potrzeba bardzo silnego bodźca żeby w ogóle zauważył że ktoś coś chce. Pierwsze szkolenie było raczej nie teges... Wysłano go na parę tygodni do jakiejś szkoły gdzie go podobno "złamano", pies wrócił wystraszony i umiejący siadać, a wszystko wróciło do normy. Drugie szkolenie to trener w domu przez dłuższy czas i tu były efekty, przy trenerze chodził momentalnie jak w zegarku, wystarczyło że na niego spojrzał, ja i mąż odnosiliśmy spore sukcesy, teściowa przy trenerze też, teść odmówił szkolenia. Ale po zakończeniu szkolenia wszystko wróciło do normy znów. Norma jest taka, że teściowa z psem wychodzi na spacery i fruwa za nim ciągnięta po okolicy, a czasem pies się i tak wyrywa żeby coś/kogoś zamordować (chyba jeszcze człowieka nie ugryzł poza domem, teściową raz w domu). Z tego szkolenia zostało tyle, że ustawiłam sobie lepiej relację z psem, jestem sobie w stanie od psa czasem wyegzekwować to czego mi potrzeba, kiedyś też byłam w stanie wyjść z nim na spacer tak że mnie nie ciągnął, jeśli unikałam innych psów (teraz już nie mogę ze względów zdrowotnych nawet odrobinę dac się szarpać). Pies po nastaniu dziecka traktował je z daleka, nawet jakby pilnował, nie narzucał się, nie denerwował... Miałam więc nadzieję że jakoś to będzie, że jedynym problemem będzie to że pies jest impulsywny i nie patrzy co robi i np. przewróci dziecko (bo raz jak usłyszał kota to po leżącym niemowlaku przebiegł). Ale od tego incydentu to po prostu się śmiertelnie boję. Pilnuję dziecka na każdym kroku, ale mały niedługo zacznie raczkować, chodzić - jeśli teraz "zasłużył" na atak nie robiąc nic konkretnego, to co będzie jak mu wsadzi palec w oko? Pies chapie właścicielkę, kiedy ona próbuje mu wyjąć kleszcza. No i nie wiem co teraz. Wyprowadzić się w co najmniej najbliższych miesiącach nie możemy. Nie wierzę, wspominając poprzednie sytuacje, żeby pozostali domownicy zaangażowali się w jakąś rewolucję swoich zachowań wobec psa. Sama już ledwo mam możliwość żeby 1000 razy dziennie egzekwować reguły które pies dobrze zna, ale może zmieniły się od wczoraj, a zresztą tylko ja od niego wymagam ich przestrzegania konsekwentnie... Czuję się totalnie pod ścianą :( Problem też że ja i teściowa widziałyśmy co się stało i jesteśmy przerażone, widzimy że COŚ trzeba zrobić i to szybko, a panowie uważają że eee tam.:shake: Jakieś rady? Co można zrobić natychmiast, doraźnie żeby zapewnić dziecku bezpieczeństwo i jak docelowo rozwiązać cały problem?DOraźnie to pewnie jeszcze wytrzymam parę dni czy tygodni zanim mały się zrobi bardziej mobilny, ale na dłuższą metę życie w takim niepokoju jest niemożliwe. W tej chwili nie zostawiam małego w pobliżu psa nawet w kojcu, nie pozwalam już obwąchiwać rąk, zbliżać się do dziecka w wózku na poziomie psa, dziecko psa nie głaska już... Nie wiem czy nie wprowadzam psu nerwowej atmosfery przez te zmiany, bo jakiś taki smutniejszy jak np. odganiam spod stołu jak mały je. Ale nie mogę pozwolić żeby cokolwiek się małemu stało.