[B][SIZE=3][/SIZE][/B]Witam, nie bardzo orientuję się na tym forum, pomagam raczej kotom, ale teraz nie potrafię przejść obojętnie obok pieska którego widuję na jednym z osiedli mojego miasta. Otóż pieska widuję od kilku lat (jest bezdomny co najmniej 5-6 lat) a na osiedlu widuję go od około 2-3. Do wiosny tego roku żyło mu się w miarę dobrze, nigdy nie był wychudzony, wyglądał nieźle, ale wiosną miał jakiś wypadek, czy inne zdarzenie które sprawiło że ta bezdomność jest dla niego teraz naprawdę ciężka. Po samym wypadku był cały obolały, ale wydobrzał poza złamaniem przedniej łapki, złamanie było poważne i teraz łapka przy poruszaniu się po prostu zwisa bezwiednie, wygląda jakby miał dodatkowy staw i widać kiedy chodzi przemieszczają mu się niezrośnięte kości, trudno to opisać ale wygląda to naprawdę źle. Od tamtej pory piesek dużo leży, bardzo posmutniał, teraz kiedy jest zimno i mokro nie może się rozgrzać biegając, lgnie do człowieka, kiedyś mimo że mnie nie zna, kiedy przechodziłam podszedł i położył mi główkę na bucie.....Nie mogę go zabrać, ja rzadko tu bywam, najczęściej pracuję poza miastem, może ktoś znajdzie kącik dla niego, on ma marne szanse na przeżycie tam zimy, już teraz leży i się trzęsie, a co będzie jak przyjdą mrozy. Piesek przebywa w Szydłowcu ok. 30 km od Radomia, jest niewielki taki do połowy łydki, miły, i już tyle, przeszedł wiele lat bezdomności a teraz jeszcze kalectwo, bardzo lgnie do ludzi widzę jak biegnie za ludźmi którzy wyprowadzają swoje psy, przymila się, tak bym chciała by też mógł kiedyś wychodzić na spacery ze swoim właścicielem.