Psy obie są znajdy, dość duże, jeden w typie wilczura, a drugi kundel. Latają cały czas po podwórku, mając na zadanie pilnowanie domu. Raczej teściowa z mężem się nimi zajmują. Ja im tylko przyniosę jakieś resztki z obiadu, czy się pobawię. Nie ma z nim i raczej problemów, na pozór wyglądają groźnie, ale potrafią zalizać na śmierć.
Co do małego pinczera, jestem świadoma tego że ma taki charakterek, cały czas o nim coś czytam. Z córką siedzimy prawie cały czas same w domu (teściowa i mąż pracują). Weterynarz to była pierwsza rzecz jaka mi do głowy przyszła, muszę sprawdzić czy zdrowy i zadbać o wszystkie szczepienia. A jeśli chodzi o gryzienie, to mała nie jest narwanym dzieckiem, wie jak opiekować się z zwierzętami, od małego chowała się z kotem i nigdy mu krzywdy nie zrobiła. Należy do bardzo spokojnych dzieci. A co do wyprawki, miseczkę mam, jedynie co bym musiała mu kupić to jakąś smycz, oraz jedzenie. No i jakieś zabawki, żeby mu się nie nudziło ;P Najgorsze jest w tym że nie mam prawa jazdy, tak to bym sama sobie wszędzie zajechała, a tak jestem skazana na męża. Poczekam jeszcze, przemyślę, przeanalizuję.
Problem tkwi chyba w tym że oboje są pedantami, u nich wszystko musi być czyste i wysprzątane. Ja jestem przeciwieństwem. Mąż się już trochę przyzwyczaił, że nie jest idelanie czysto w domu, ale teściowa czasami łapie się za głowę jak do nas przychodzi, choć rzadko to robi, częściej to u niej siedzimy. Trochę boję się jak zareaguje, gdybym go wzięła, ale przecież mieszkamy odzielnie, nie musi do niej przychodzić. A z odkurzaczem i tak latam codziennie, więc nie widzę problemu... Oni uważają że jestem bałaganiarą i ze sobie nie poradzę..