lokalny
Members-
Posts
22 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by lokalny
-
Michę z jedzeniem i wodą ma cały czas. Ja właśnie jak wychodzę, to się z nim żegnam.
-
Najpierw zapytam u siebie w bloku. Ale dziękuję, jak nic nie znajdę, to tak zrobię.
-
[quote name='Berek'] A jeśli nie, to czy nic nie dałoby rozejrzenie się w sąsiedztwie, np. za sprawnym jeszcze fizycznie, dziarskim emerytem który w ciągu dnia wyprowadziłby psa na solidny spacer za nieduże pieniądze? Ja też o tym myślałem i prawdę mówiąc od jutra mam zamiar zapytać ludzi w okolicy. A co do "na miarę swoich możliwości, oczywiście - w końcu ma już swoje lata.", to niejeden by się zdziwił i wątpię czy jest w okolicy pies, który mu dorówna kondycyjnie ;)
-
Tak jak pisałem na początku. Zaczęło się jak musiał siedzieć w domu całymi dniami, a wyjścia się skróciły. Wariuje zaraz po wyjściu. Czasami juz jak jestem o pół piętra niżej. Jak wrócę i uda się, że nic nie zrobi, to wita mnie. Ja najpierw ściągam buty, kurtkę i jak wchodzę to go głaszczę.
-
Wiem, Podawaliśmy ok miesiąc.
-
Kupowaliśmy takie coś w zoologicznym ale to nie wiele dało. Dokładniej, to nic.
-
Nie interesuje się jedzeniem. Pewnego razu rozwalił wielkie wiadro karmy ale tylko po to aby rozwalić. Pogryzł wiaderko i pokrywkę. Zaraz pójdę kupić mu jakiegoś gnata. Może zadziała.
-
Nie, to nie czar dogomanii, to sumienie. W obecnych czasach aby przeżyć trzeba go oszczędnie używać ale ja chyba nie nadaję się do tych czasów. Za dwie godziny wychodzę. Na razie nie mam co zrobić z psiakiem. Boje się co zastanę :( Co do klatki, to NIE. Chociażby ze względu na to, że po prostu musiałbym ją umieścić na suficie.
-
Ja na razie jestem w pracy więc ciężko mi odpowiadać. Więc w wolnych chwilach czytam i zastanawiam się co dalej.
-
Wybacz ale ja dostałem pierwszy w policzek. Przeczytaj dokładnie. Nie jestem i nigdy nie byłem z tych co nadstawiają drugi. Jasne ? Jak widać ty w tym poście tez zaczynasz od dziwnych insynuacji. To Cię w oczy nie kole ?
-
Już po sprawie. Psa nie oddałem. Po prostu nie mogłem. Teraz #$% nie wiem co zrobię... W klatce psa nie zamknę. Nie ma mowy ! Zmieniam drzwi z harmonijkowych na normalne. Ograniczę mu przestrzeń. Zobaczymy co będzie. Mam na koncie jeszcze parę stówek na remonty... Faceta przeprosiłem i poprosiłem aby zajrzał tutaj na forum. Przepraszam, że narobiłem tyle zamieszania. I nie jestem żadnym trollem ani zwyrodnialcem. elaja - Dziękuję. Kaka, Martens - mam nadzieję, że ze zwierzętami nie postępujecie jak z ludźmi. Zanim znajdziesz kij i będziesz chciała uderzyć to staraj się zrozumieć. Bo agresja najczęściej wyzwala agresję. P.S. Klatka jest i będzie dla mnie więzieniem, a wiec dla mojego zwierzęcia też.
-
Czyli jednak da się zrozumieć, że ktoś chce zapewnić zwierzęciu warunki lepsze niż ma...
-
Przynajmniej jedna osoba rozumie sytuację. Widać dobrze znasz życie. Ja nie szukam, jak to inni tu piszą poparcia ale po prostu napisałem, bo mi serducho pęka :( Owszem potrzebuję porady ale takiej, która pomoże mi to wszystko załatwić w jak najbardziej łagodny, profesjonalny sposób. Na pewno nie potrzebuję wyzwisk od trolli itp. Ale liczyłem się, że i z takimi niedorozwojami będę musiał się zetknąć. Internet trafił pod strzechy... Właśnie w tym problem, że nie jestem w stanie zapewnić mu nawet tej godziny dziennie. Ani ja ani żona. Nawet my nawzajem widujemy się czasami co drugi dzień. Ale co mam zrobić ? Rzucić pracę i poświęcić się psu ? W takim układzie w niedługim czasie i pies i my będziemy na bruku :( Spróbujcie powiedzieć bankierowi, że w tym miesiącu nie zapłacicie raty za mieszkanie, bo musieliście wybiegać psa. Pies jest bardzo łagodny, od małego był nadpobudliwy, co przyznawał nawet weterynarz. Jest przyjazny i ufny w stosunku do obcych. Nawet powiedziałbym, że za bardzo. Zdaję sobie sprawę, że lepiej będzie obserwować z daleka. Tak też ustalałem.
-
No widzisz, widocznie jestem zwyrodnialcem. Jak widzę dla większości z was trzymanie psa na uwięzi, łańcuchu przy budzie, to okrucieństwo ale 10 godzin w klatce 1m3 to jest jest "praca z klatką". Ot, szczyt hipokryzji !
-
Następna/kolejny nie umiejący czytać ze zrozumieniem. Ty oczywiście jesteś specjalistą od psów. Pies miał zapewnione wszystko praktycznie do chwili obecnej. Wycie było sporadyczne. Przyszedł czas, że nie jestem w stanie zapewnić mu należytej opieki. Wiesz już nawet nie psy ale nawet w przypadku człowieka, jak nie jesteś w stanie zapewnić komuś należytej opieki, to normalnym zachowaniem jest postaranie się o zapewnienie takiej opieki przez stosowne instytucje. I wcale to nie oznacza braku miłości, a wręcz przeciwnie. Ale takie coś jak ty pewno tego nie zrozumie, jeśli ma kłopoty ze zrozumieniem tego co czyta :( Ty naprawdę jesteś kaka. Tak po włosku. Szkoda z tobą dyskutować.
-
Pisze na podstawie ludzkiego spojrzenia, bo jesteśmy zwierzętami jak i one. Nikt mi nie wmówi, że szczęście psa, to zamknięta klatka przez 8-10 godzin. Proponuję abyś wprowadziła sobie taki sam tryb życia. Po przyjściu z pracy wchodź do klatki i spokojnie zasypiaj. A taka dokumentacja kamerkami... co tu dużo mówić. Jakie pies ma wyjście będąc zamknięty w 1m2 przestrzeni. Tak samo zachowałby się człowiek. Przyjąłby wreszcie pozycję embrionalną i tak leżał. Ale oczywiście można do tego dodać ideologię, nazwać się psim psychologiem, behawiorystą itp. i tą farsę nazwać "pracą z klatką". Pawłow też pracował z psami... Poza tym czy wyobrażasz sobie ustawienie klatki na 30m2 mieszkania ? Chociaż to drugorzędna lub nawet X-rzędna sprawa. Wybacz ale mi też się w kieszeni nóż otwiera jak ktoś chce katować 10-cio letniego psa w klatce. Oj, przepraszam, chce "pracować z klatką" (to ładniej brzmi ). Lęk "przepracuje" :(. Retorycznie zapytam - To jak obróbka metalu pilnikiem ? Zero uczuć ?
-
Ja też nie ogarniam ludzkiego toku rozumowania. Jak można zamknąć zwierzę w klatce i jeszcze mówić, że odczuwa ulgę ? To tak jak leczyć u człowieka fobię elektrowstrząsami i co jakiś czas wyprowadzać z celi na kilkuminutowe spacerki. Taki człowiek w małym pomieszczeniu 1x1 metr bez klamek pod nieobecność strażnika spokojnie zasypia. I na pewno po jakimś czasie uśmiech nie znika z jego twarzy. Jak można na siłę trzymać zwierzę w domu wiedząc, że jego przyszłość do końca życia będzie wegetacją od 6:00 do 16:00-18:00 w klatce z parominutowymi wyjściami na spacer. Musiałbym być ostatnim bydlakiem :( Dużo lepszym wyjściem jest zapewnienie psiakowi godnej emerytury w rodzinie, która zapewni mu 100% czasu. Nowi właściciele są uprzedzeni o sytuacji, godzą się na to i ustaliliśmy, że w przypadku problemów pies wraca do mnie. Jedno co mnie martwi, to jak szybko pies zapomina o byłych właścicielach. Na zasadzie jak szybko u psów czas leczy rany. Jak to jest ?
-
Staram się właśnie dostrzec w tym dobrych stron. To, że znalazła się właściwa rodzzina, to faktycznie jest szczęście w nieszczęściu. Ale i tak zaklepałem sobie mozliwość zobaczenia psa po jakimś czasie. I oczywiście zaoferowałem pomoc w razie jakichkolwiek problemów. Ale mimo wszystko jest ciężko... mimo, że jestem facetem, którego życie nie raz skopało :(
-
Takie bzdury wypisują ludzie jak bez zrozumienia czytają tekst. Gdzie piszę, że dopiero szukam ? Szukałem 3 miesiące. Byłem u 4 rodzin. Wybierałem, pytałem... Gdzie piszę, że nie myślałem o przyszłości psa ? No gdzie ?! Po czym to wnioskujesz ?! Wiesz co o czym myślałem 10 lat temu ? Masz zaplanowane swoje życie idealnie i ze 100% pewnością z 10-cio letnim wyprzedzeniem ? Powiedz mi co będziesz robić 21.10.2023 roku ? Zamiast zrozumieć sytuacje, to z powodu własnego... bezpodstawnie jeździsz po człowieku, któremu po prostu serce pęka :( Zanim coś napiszesz to dobrze się zastanów, aby się nie zachować jak Maciarewicz na konferencji... Przepraszam wszystkich za moje wzburzenie ale myślę, że zrozumiecie....
-
Te dobre ręce już znalazłem. Pies ma 10 lat.
-
Mam dużego psiaka, który na starość po prostu zwariował. A może raczej zmieniła się na tyle sytuacja w jego otoczeniu, że zaczął się inaczej zachowywać. Może zgodnie z psią naturą ale nie zgodnie z naszymi normami. Zawsze miał tendencje do "dziwnych" zachowań podczas naszej nieobecności. Po prostu opierał się o parapet i parę minut wył. I to nie zawsze. Wiedzieliśmy, że jest to wywołane stresem. Jednak zawsze ktoś psa wyprowadził na dłużej. Dziecko dorosło i wyjechało za granicę. Jak większość młodych odczuł los jaki zgotowali im politycy bez podziału na opcje. Zostałem z żoną. Żona do pracy i ja do pracy. Od jakiś 8 miesięcy dosłownie widujemy się w przelocie. Każde z nas wyprowadza psa ale to są nie godziny ale tylko minuty. Pies powoli z okresowego wycia przechodził do łapo i zębo czynów. Teraz jest tragedia. Wystarczy wyjść na 20 minut aby zastać mieszkanie totalnie zdemolowane. Koszty idą w grube "stówki". Nic nie dawało zajmowanie mu czasu super smakowitymi kostkami itp. Właściwie oprócz klatki próbowaliśmy wszystkiego. Psa w klatce trzymał nie będę ! Nie będę też go zamykał w przedpokoju, w małym pomieszczeniu, przywiązywał itp. To jak wiezienie. Niczym nie różniące się od znęcania nad zwierzęciem. Postanowiliśmy go oddać w tzw. dobre ręce... naprawdę dobre. Żaden azyl! Dom, wybieg, duża rodzina itd. To lepiej niż ma teraz w mieszkaniu w bloku. Piszę to, bo mam zarąbiste wyrzuty sumienia. Ciężko mi to znieść. Ale wyjścia nie mam. Nie jestem w stanie zapewnić psiakowi godnego życia.