W zeszłym roku przybłąkał się do mnie kundelek, okazało się że to suczka, dokarmialiśmy ją tym co zostało od jedzenia, spała tam gdzie jej było najwygodniej - w trawie, na piasku, aż przyszła zima i okazało się, że Pies bardzo boi się budy. Buda była duża, ocieplona styropianem, z dachem, w środku gruby koc, ale Pies i tak spała w śniegu. Zaraz kolejna zima, a ona jak się budy bała, tak się boi, nie chce spać nawet na legowisku ogrodzonym tylko z dwóch stron, nie i już, jak mama próbowała siedzieć tam z nią, to aż się trzęsła ze strachu... Spotkała kiedyś kogoś taka sytuacja? Czy dać jej spokój i pozwolić żeby spała tam gdzie chce, nawet gdy spadnie śnieg?
I druga sprawa, Pies zeszłej zimy dostawała do jedzenia co popadnie, makaron, ziemniaki, jajka, mięso, resztki zupy - czyli to co zostawało z obiadu, próbowałam ją latem przestawić na normalną karmę, ale chrupnie dwa razy i karma potrafi stać dwa dni, a ona więcej nie ruszy. Jak zadbać o to, żeby na takim zwykłym domowym jedzeniu przetrwała zimę, i może trochę przybrała na wadze? Jak często ją karmić? Czy dawki jedzenia zwiększyć już, czy czekać do poważnych mrozów? Bo póki co najzimniejszego ranka było tylko pięć stopni na minusie...
Z góry dziękuję za wszystkie odpowiedzi.