witam wszystkich
chcialabym opowiedziec Wam historię mojego Aniołka. Maja bo tak Aniołek ma (miał choć będę pisać o niej w czasie teraźniejszym zawsze i do końca) na imię odeszłą od nas 05-09-2013 po 9 latach walki z PNN. Jest fenomenem bo zaczęła chorować w wieku 3 miesięcy i dożyła 9 lat 3 miesięcy i 3 dni. Rana jest wciąż świeża i bardzo bolesna po jej utracie. Zaczęło się tragicznie 3 miesięczny szczeniak słaniający sie i przelewający przez ręce jak kukła. Wieczne wymioty i rozwolnienie jakiego wcześniej nie widziałam. Obraz tragiczny, bezsilność i milion pytań. Pierwszy lekarz stwierdził parwo i kazał czekać. U następnego weta (w klinice) badania :krew mocz,usg nerek i wyrok mocznica. Choć wtedy nikt nie zdawał sobie sprawy z powagi sytuacji, że walczymy o jej życie. Nikomu przez myśl nie przeszło, że jest bardzo źle. Kroplówki 2x dziennie w klinice do nocy niemalże się siedziało. Wszystko nowe dla nas. Jakiś wenflon, kroplówka, zastrzyki. Maja przed chorobą była szczeniakiem i to szczeniakiem z przewagą genu dominacji. Była pluszakiem z własnym charakterem typowym dla westa. I przyszedł dzień straszny - choroba. Walczyłyśmy przez parę miesięcy żeby jej nie oddać za Tęczowy Most. I wygrałyśmy. I gdy wyniki się unormowały (nie wróciły już do stanu zdrowego pieska nigdy) organizm się po prostu "przystosował", Maja stała się już inna. I uwierzcie mi proszę ale stała się jakby ludzka. Rozumiałyśmy się bez słów nigdy jej nie skarciłam ani nie krzyknęłam na nią. Tak jakby wiedziała co dobre co złe. Mogłabym książkę pewnie napisać jaki to wyjątkowy Aniołek jest (był). Ale wracając do choroby, po paru miesiącach spokoju pojawiła się znów i znów zaatakowała, ale i tym razem wygrałyśmy ciążką pracą i mnóstwem cierpilwości z przewagą miłości. Co najważniejsze Maja nie była wcale na żadnej diecie niskobiałkowej !!! Jadła kurczaczka gotowanego z ryżem i marchewką w proporcjach jak dla zdrowego psiaka a czasem nawet i lepszych. Sucha karma również nie była dla nerkowców!!! Na dietę niskobiałkową przeszła dopiero w wieku około 7 lat. Z apetytem ją wcinała czy to sucha czy puszka. Szybko się przystosowała do nowej karmy - bo to łakomczuszek zawsze był. Przez dwa lata jadła karmę dla nerkowców. A tak ponad 7 lat normalne jedzonko dla zdrowego psiaka. W międzyczasie dostała Ipakityne ale nie "dożywotnio". Aż przyszedł czas kolejnych badań niemalże tych ostatnich i wtedy gdzieś w podświadomości zaczęło docierać do nas. Nasz czas zbliżał sie do końca. Dowiedziałyśmy się o Pani doktor Nesce. Nie zastanawiając się długo już u niej byłyśmy (300km). Zbadała ją, pobrała krew zrobiła usg nerek, mocz, lekka anemia. I niestety potwierdziło się - jest bardzo źle. Ja do końca wierzyłam, że wet powie nie to nie PNN tylko jakaś infekcja czy coś. Bo przecież Zaden psiak nie żyje tyle z PNN. Ale diagnoza była niubłagalna - pare miesięcy. Dostała Azodyl. To był sierpień 2013. Postanowione jedziemy razem na wakacje nad polskie morze. Raz do roku zostawała u moich rodziców i swojej siostry a tak całe życie razem niemalże 24h na dobę. Razem do pracy chodziłyśmy i wszedzie. Pełne nadziei, że i tym razem się uda pojechałyśmy nad morze. Była słabsza więcej spała coraz bardziej wybredna. I zaczęły się w głowie kołatać myśli - czy to już ? a skąd bedziemy wiedzieć ? i szepnęłam jej do uszka - PRZYRZEKAM NIE POZWOLĘ CI CIERPIEĆ, POZWOLĘ CI ODEJŚĆ BEZ BÓLU Z WDZIĘCZNOŚCI ŻE JESTEŚ W MOIM ŻYCIU I TAK WIELE ZMIENIŁAŚ NA CUDOWNE TYLKO POWIEDZ KIEDY. I przyszedł ten dzień w którym rano spojrzałam w jej oczy i wiedziałam, że to ostatni moment, żeby mój Aniołek nie cierpiał. Jak obiecałam tak zrobiłam. Poszłyśmy na ostatni spacer razem aż pod Tęczowy Most i dalej poszła sama. Odchodziła od nas długo bo aż niemalże 2 h do ostatniej chwili trzymałyśmy się wtulone. Dopiero gdy wyczuła, że nadszedł spokój odpuściła i odeszła. NAJWSPANIALSZY ANIOŁEK W PRZEBRANIU ŚLICZNEJ PSINY BIEGA PO ŁĄCE ZIELONEJ I NIC JĄ NIE BOLI JEST JUŻ ZDROWA.