Polecam przeczytac pierwsze z brzegu OWU zachodnie i porównać z polskimi czy to Mysafety czy PETSUPPORT. Nigdzie na świecie ubezpieczyciel nie zwraca za choroby dziedziczne i genetyczne (chyba, że w specjalnych pakietach). Ba, tam rynek ubezpieczeniowy jest tak rozwinięty, że przy likwidacji szkody, pierwszej w danym roku, prócz samego udziału własnego płaci się także jednorazowy udział własny w skali roku - który wynosi ok. 100 $ (Embrace). Zwróc też uwagę, że polisy na zachodzie kosztują od 300 - 500 zł miesięcznie, a nie rocznie :) (znów, polecam przeklikać sobie takie Animal Friends, VPI, czy Embrace).
No i też każda polisa na zachodzie to OWU na kilkadziesiąt stron. Polisa jest na ewentualnośc choroby, a nie na stałe korzystanie i leczenie. Jak kupujesz ubepzieczenie samochodu, to na ewentualnośc wypadku, uszkodzenia etc. Nie znam ubezpieczyciela, który zwracałby za okresowe przeglądy :-)
I mówimy tu o polisie a nie o abonamencie medycznym, a więc czymś, co kupuje się by zabezpieczyć się przed ewentualnością wysokich kosztów leczenia, a nie ubezpieczeniu chorego zwierzęcia i leczeniu go na koszt ubezpieczyciela.
Nie bronie ubezpieczycieli, ale myślę, że takie typowo polskie narzekanie na wszystko i wszedzie, to też jest żenada. Bo czasem jak się czyta niektóre komentarze, to można odnieść wrażenie, że ludzie oczekują że zapłacą 10 zł po czym będą mieli darmo leczenie na cały rok. To też jest śmieszne.