Witam wszystkich jest to mój pierwszy post na forum więc proszę o wyrozumiałość, a w razie czego gdybym przez przypadek trafiła do złego działu o przeniesienie postu :)
Sytuacja przedstawia się następująco, postanowiliśmy : kupujemy psa. Wybraliśmy rasę Cavalier Kings Charles Spaniel, gdyż najbardziej do nas pasuje. Od dłuższego czasu rozglądaliśmy się po stronach z hodowlami w naszej okolicy, aż w końcu na jednej ze stronek znalazłam ofertę sprzedaży psów, za dość okazyjną cenę całkiem niedaleko nas. Kilka razy dzwoniliśmy do hodowcy i sprawa od począt ku wydawała się być podejrzana - hodowca wydawał się być niesympatyczny w porównaniu do innych do których telefonowaliśmy, do tego raz mówił, że został mu tylko jeden piesek, a następnym razem twierdził że ma jeszcze kilka. Bardzo się niecierpliwił, co chwilę namawiał nas do przyjechania po pieska atrakcyjną ofertą, tym, że piesek ma tatuaż w uchu i dobry rodowód. Gdy zapytałam o rodziców, powiedział, że matka została skradziona, a ojciec był reproduktorem z drugiego końca Polski. W końcu jednak postanowiliśmy pojechać. Chcieliśmy umówić się z hodowcą w jakimś miejscu publicznym, na wszelki wypadek. Na początku się zgodził, ale potem stwierdził, że nie ma samochodu że musimy przyjechać do niego i że jego syn podjedzie i wskaże nam drogę. Syn przyjechał, ładne czarne wypolerowane audi (moja mama od razu skojarzyła z mafią:lol::lol::lol:) i kazał jechać za sobą. No to pojechaliśmy. Ciągnął nas przez jakieś nieznane tereny, wąskie dróżki, laski itp. W końcu wyjechaliśmy na jakieś łyse pole. To było dla rodziców za wiele i zawróciliśmy. Było mi trochę głupio, bo przecież to mogła być normalna dobra hodowla, ale z drugiej strony mogła to być pseudohodowla albo Bóg wie co jeszcze. Teraz zastanawiam się czy dobrze postąpiliśmy odjeżdżając z tamtego miejsca. Co Wy o tym myślicie?