[SIZE=2]Witam pierwszy raz, więc się przedstawię – miłośnik psów. Do rzeczy jednak, ponad miesiąc temu wzięłam psa ze schroniska – nieznane dzieje jego. Był chudy, miał robaki, pchły, etc., ma problem z łapa i skórą. Małymi krokami postawiliśmy go na nogi, przytył 6 kg. (pies duży ponad 60 cm, obecnie 30 kg wagi, chyba mieszaniec amstafa i czegoś dużego). Początkowo lękliwy pies zmienia się na moich oczach. Zaczynam się trochę niepokoić, w skrócie opisze pewne objawy, które mnie martwią.
1. Dom z podwórkiem spacery minimum 30 minutowe dwa razy dziennie. Na początku chodził idealnie na smyczy, teraz zależy od dnia czasami ciągnie jak szalony, czasami jeśli na spacerze jest spokój, on jest spokojny.
2. Zaczął dosłownie rzucać się na psy inne – ledwo go utrzymuje i do tego doszło rzucanie się na ludzi, wyrywa się, szczeka chce doskoczyć. Próbuje go nie ciągnąc wówczas do tył i starałam się na początku ignorować to zachowanie, ale gdy 30 kg rzuca się na młodego bogu ducha winnego chłopaka musze zareagować i odciągam do tył – napięta smycz, trochę boje się stanąć miedzy nim a atakowanym obiektem. To jest szczekanie ton niski, nie widziałam pokazywania zębów. Nie ma wybranego typu ludzi, których atakuje. Były staruszki, dziadek, młody chłopak i średni z dużym brzuchem.
3. Szczek do ludzi za ogrodzeniem, i jak wejdą na podwórko, szczek tez na ludzi, których poznał w okresie, gdy do siebie dochodził np. na moją mamę, z która spędził kilka dni wcześniej.
4. W zabawie zaczyna sobie za dużo pozwalać, staram się to korygować ale chyba robie cos źle. Dziś porwał miskę od prania, co prawda bawiłam się w tym czasie, ale to co wyczyniał z miską. Uff, latał jak szalony po podwórku, miska w kawałkach. Tu nie rozchodzi się o miskę, tylko fakt iż odniosłam wrażenie, ze on chce zagryźć tą miskę.
5. Te ataki, nie widzę jakiegoś wspólnego ,,zapalnika” do tych ataków, zachowanie, określony typ ludzi lub psów. Poznaje tylko po bardzo zjeżonej sierści i uszach postawionych do pinu oraz ogonie.
6. Do nas -domowników jest aż za bardzo poddany – od początku kład się na grzbiecie wystawiał brzuch, potem na bok i podawał łapę.
Odnoszę wrażenie, ze jest nie do końca stabilny. Najbardziej niepokoi mnie jego wahania, raz leży na swoim posłaniu i bacznie obserwuje mnie i wszystkich tymi pięknymi slipiami, zaraz lata z maskotką po podwórku jak szalony. Nie wiem może przesadzam, ale instynkt podpowiada mi e coś jest nie tak, może dać mu więcej czasu. Gdybym miała do czynienia tylko np. z agresją lub lekiem jakoś dąłbym sobie rade, ale tu są skrajności lub ja je zbytni źle odczytuje, bo za dużo naczytałam się książek. Pisze najpierw i poproszę o radę, bo już majątek straciłam na leczenie, ale cóż jak trzeba będzie to udamy się do specjalisty. Przepraszam, ze się tak rozpisałam. Pozdrawiam[/SIZE]