Witam wszystkich,
jest tutaj sporo tematów związanych z lękiem psów, w których nie znalazłam odpowiedzi na moje wątpliwości więc pozwoliłam sobie założyć nowy wątek.
Jakieś 1,5 tygodnia temu byłam z moim psiakiem u weterynarza - odwodnił się troszkę, ponieważ bardzo źle znosi upały a do tego doszły problemy z żołądkiem (właściwie to prawdopodobnie najpierw się struł, może coś zjadł na spacerze a upały tylko pogorszyły jego stan). Piesek jest nieduży (chihuahua), waży 2.45 kg i ma 8 miesięcy. Dostał leki przeciw biegunce i wymiotom, antybiotyk i witaminy na wzmocnienie - w sumie 3 zastrzyki tj. 3 wkłucia w szyję. Od tamtego czasu pies jest przerażony jak mnie widzi. Jest to dla mnie nowość, bo zawsze ja chodziłam z nim do weterynarza na wszystkie szczepienia, odrobaczania i już miał przygodę raz, że się zatruł ale jakoś na drugi dzień merdał ogonem i wszystko było ok. Jak byłam teraz z nim u lekarza to aż mnie zatkało, bo Czesiek popatrzył na mnie takimi oczami, z takim wyrzutem i tak podrapał jak go trzymałam do zastrzyku, że ślady mam do dziś. I od tamtej pory jak mnie widzi ucieka na drugi kąt pokoju albo chowa się za meble. Nie daje się dotknąć, pogłaskać, odwraca pysk i wzrok albo powarkuje cichutko lub kładzie uszka po sobie i za nim nie umiem z nim złapać więzi. Głaszczę, mówię do niego, bawię się, wychodzimy na spacery bo już wracają mu siły. Jest mi strasznie, bo od małego chodził wszędzie za mną i za moim Dziadkiem a teraz toleruje już tylko jego. Chowa się przede mną za jego nogami i tylko łypie okiem i patrzy czy już sobie poszłam. On nie rozumie, że nie robię mu na złość wizytami u lekarza tylko dbam o jego zdrowie i życie i co zrobić, żeby nie kojarzył sobie, że "ta pani" to wiecznie igły, zastrzyki itp., jak odbudować zaufanie psiaka? Myślałam, że po 2-3 dniach mu minie ale to już tyle czasu trwa i z każdym dniem mi jest jeszcze bardziej źle, czuję się jak potwór, że przede mnie pies ma jakieś traumy. Wcześniej przybiegał i czekał pod drzwiami mieszkania, jak wchodziłam to mało ogon mu nie odpadł z radości a teraz jak widzi, że to ja to zwiewa - i nie przesadzam. Myślałam, że mi się wydaje ale wszyscy domownicy widzą, że coś jest nie tak. Udawać, że nic się nie dzieje i bawić się z nim normalnie (tylko ciężko skoro ucieka przede mną) czy może przez parę dni po prostu go troszkę ignorować i czekać aż sam zatęskni i wróci? Jak mogę na przyszłość minimalizować psiakowi strach i stres u weterynarza? Nie chcę żeby tak się bał a przecież różnie bywa. Ma za sobą już kilka wizyt: szczepienia, odrobaczanie, rtg jak połknął większą rzecz, zastrzyki itp. i zawsze chodził ze mną bo ja jestem jego właścicielką a nie chcę zwalać obowiązków związanych z psem na moich Dziadków. Poradźcie coś proszę, może macie podobne doświadczenia i macie jakieś sprawdzone metody. Dziękuję!