Przed chwilą wróciłam ze spaceru, cała się trzęsę... Nie wiem co mam robić bo sytuacja jest następująca:
Amstaff był bez właściciela przywiązany na długiej smyczy do płotu osiedla. Wychodziłam ze swoim 5 -cio miesięcznym terierem szkockim i zza muru wyskoczył ten pies baaaardzo agresywnie zaatakował mojego psa, wziął pod siebie, trzymał...cudem - wyrwałam swojego ciągnąc mocno za smycz. Wyskoczyli ludzie z osiedlowych dwóch sklepów słysząc darcie się mojego psa. Poczułam że w takim momencie niewiele można zrobić.
To był głupi moment. Nie wiedziałam co mam robić, nie wiedziałam co się stanie. Szczęście takie że weterynarz był na osiedlu do którego chodzimy, więc natychmiast pobiegłam do niego i natychmiast przejrzał psiaka - skończyło się na szczęście starciem opuszka ale bluzkę miałam całą we krwi bo wzięłam na ręce psiaka.
Wróciłam w miejsce gdzie to się stało a Amstaffa już nie było. Był przywiązany do płotu osiedla, BEZ właściciela, BEZ kagańca.
Tylko że znam tego psa jak i również mój weterynarz. Mieszka u Nas na osiedlu, często Amstaff ujada z balkonu. Także mam kontakt.
Nie mam pojęcia co mogę zrobić w takiej sytuacji? Policja?
Jestem bardzo nabuzowana, bo wyglądało to masakrycznie ten ścisk, atak tego kundla. Oby mój szczeniak nie zraził się, oby nie odbiło się to na nim.
Niestety ten kudel mieszka na naszym osiedlu i już boje się okropnie, może przyjdzie do głowy właścicielce puszczać bez smyczy, już nie mówiąc o tym że ja nigdy nie odważe się puścić swojego na osiedlu które jest zamknięte. Wiele jest tu psów a tylko jeden agresywny. Do dziś myślałam że jest bezpiecznie puścić psiaka na zamkniętym osiedlu na kilka minut aby pobiegał za piłką.
Nie chciałabym puszczać tego wolno... Ten pies nie ma prawa wychodzić z domu bez kagańca!!!