Witam :)
Niestety, jak większość z Was, znalazłam się tutaj w związku z diagnozą: zespół Cushinga - u mojej 14-sto letniej sunieczki - Kaji.
Kaja (jamniczka) to moje kochane szczęście, moja "córka":) Chodzi za mną jak cień, jeśli nie śpi, a śpi teraz bardzo dużo, dużo pije (ok. 2l, plus mokre/gotowane jedzonko), dużo sika, ma apetyt, ale ten miała zawsze, z tym, że teraz potrafi mnie obudzić nawet ok. 6.00 i domagać się swojej porcji, ma wydęty brzuszek, jakoś w maju wydawała mi się taka nabita-twarda, więc oczekiwałam cieczki (ten czas), a tu cisza do tej pory.
Nosek ciągle wyschnięty, czasem wygląda jak popękana ziemia w trakcie suszy.
Łapki tylne słabsze, czasem drżą - czyli brak siły (zauważyłam, że nie wskakuje na łóżko już na początku roku, ale myślałam, że to przecież "babcia" więc ma prawo), poza tym kiedy sika, prawie siada na ziemi więc zawsze ma mokre os siuśków łapki, a czasem i brzuszek).
Piesinka jest smutna, czasem się jakby zawiesza, nie ma ochoty na spacerowanie, robi co musi na dworze i chce już wracać do domku, zauważyłam też niewielki łupież, a wcześniej na brzuszku skóra jakby się łuszczyła, Kajeczka (na razie) ma wytarty tylko niewielki placek od leżenia na boczku, poza tym, od czasu jak podejrzewano, a następnie zdiagnozowano ZC, pojawiają się częstsze ataki podobnopadaczkowe (od 31 maja miała już ich 14, co występowało od wielu lat, ale nigdy tak często) - to coś jakby większe drgawki, trwają średnio 5 minut, sunieczka jest wtedy świadoma, potrafi się poruszać, ale jest taka jakby rozdygotana, więc kładę ją wtedy na boczku, wygina jej trochę do tyłu główkę, łapka przednia jest jakby unoszona do góry, więc przytrzymuję je delikatnie rękę i tak trwamy aż przejdzie. Na takie objawy wet zaproponował badanie krwi na obecność amoniaku, wynik w normie, czyli to chyba nie od wątroby jak myślał (uszkodzona wątroba nie nadąża trawić, powstaje amoniak, który wywołuje atak-to w skrócie) trzeba, więc szukać dalej. Oby to nie był guz przysadki.
A tak w ogóle… zastanawiałam się, czy się do Was przyłączyć i po przebrnięciu przez cały wątek (trochę od początku, trochę od środka i od końca;) postanowiłam to uczynić, choćby z tego względu, żeby powiedzieć Wam, że Wasze uwagi są cennym źródłem informacji na temat ZC zwłaszcza dla kogoś, kto nawet nie wiedział o istnieniu takowego, a także jako pomoc i wsparcie w różnych, czasem trudnych chwilach. Poza tym, jak Wy wszyscy, ja także bardzo kocham moją Kajeczkę i zrobię dla niej, co w mojej mocy, żeby poprawić jej jakość życia i przedłużyć je ile to będzie możliwe, a tutaj znalazłam wiele cennych informacji, oraz link do strony PDO (w medicanimal już do PL nie wysyłają jak się przekonałam również i ja, a o czym mój wet wystawiając mi receptę jeszcze nie wiedział). Vetoryl został więc zamówiony w Pet Drugs Online (najtaniej jak się okazało) i już do nas jedzie, więc prawdopodobnie od niedzieli zaczynamy leczenie. Na początek 30 mg. Bardzo się boję, trzymajcie kciuki:)
Pozdrawiam Was Dogomaniacy bardzo ciepło i życzę duuużo zdrówka naszym choruszkom:)
Ps. Przepraszam za mój elaborat