Jump to content
Dogomania

TakaMawa

Members
  • Posts

    6
  • Joined

  • Last visited

Converted

  • Location
    Wrocław

TakaMawa's Achievements

Newbie

Newbie (1/14)

11

Reputation

  1. Witajcie Kochani Dogomaniacy… Chciałabym się podzielić z Wami moją ogromną stratą i bólem… [B]Moja ukochana sunieczka, moja "psia córka" Kaja, odeszła za Tęczowy Most 7 września o godz. 17.03[/B]:placz: Niestety, musieliśmy pomóc jej odejść… Zrobiliśmy to z ogromem ciężaru w sercu, ze łzami w oczach, ale za niewiele ponad 14 lat jej ogromnej, psiej miłości i oddania, za każde merdanie ogonkiem na powitanie, za każdy jej uśmiech i za wiele innych radości jakie nam dała, nie mogliśmy postąpić inaczej... Moje serce krwawi, łzy same cisną się do oczu, a najgorsze jest to, że niczego nie mogłam zrobić poza bycia z nią, trzymania za łapkę, głaskania czy mówienia… Ironią losu jest to, że Kajeczki nie zabił zespół Cushinga (od 15 lipca przyjmowała Vetoryl, który dał sporą poprawę - po dwóch tygodniach przyjmowania leku ilość wypijanej wody spadła z 2l na 0,75l, więc szło ku lepszemu:), tylko... rozsiany nowotwór płuc... Choroba nowotworowa rozwijała się podstępnie, równolegle i bezobjawowo od jakiegoś czasu, ale rozpędziła się gdzieś na przełomie lipca i sierpnia, by we wrześniu „zebrać swe żniwo”... To stąd pewnie smutek w ślepkach i nie poprawiające się samopoczucie, pomimo poprawy na Vetorylu... Kochani... chcę Wam powiedzieć, że śmierć ukochanego pupila to bardzo traumatyczne przeżycie zwłaszcza, jeśli decyzję o jego odejściu musimy podjąć sami. Ale… jeśli dla zwierzęcia nie ma żadnego ratunku, a chcemy oddać mu należyty szacunek za jego bezwarunkową miłość i oddanie, nie możemy pozwolić by cierpiało i było sztucznie utrzymywane przy życiu tylko dlatego, że nie potrafimy się z nim rozstać. Takie podejście jest bardzo egoistyczne… Właśnie takie mądre słowa usłyszeliśmy z mężem od weterynarza, który przyjechał do nas, by pomóc naszej suni, a następnie nam, przez to przejść... I tłumaczę to sobie co jakiś czas, bo moje cierpienie jest teraz tym, co mnie wypełnia, ale ja jakoś sobie z tym poradzę, czas zrobi swoje, ważne, że cierpienie nie jest już udziałem naszej suni – Kaji, a Ona biega teraz po zielonych łąkach i jest szczęśliwa… [B][FONT=&amp]Kajeczko moja kochana, czekaj na nas za Tęczowym Mostem… Wiem, że nie byłaś sama, że Ktoś, równie ważny dla nas, czekał na Ciebie, zanim jeszcze zasnęłaś na zawsze…[/FONT][/B]
  2. [quote name='xenapoland']takaMawa powodzenia i glowa do gory![/QUOTE] Dzięki :) Cieszę się, że z Twoją sunią też lepiej, oby jak najdłużej.
  3. [quote name='mazda73']Nie jestem pewna czy zabieranie psa w takim stanie i w taką pogodę gdziekolwiek, a w szczególności nad morze (plaża odpada całkowicie) jest dobrym rozwiązaniem. Dodatkowym obciążeniem może być długa podróż. Zmuszanie jej do długich spacerów też nie jest dobrym pomysłem. Wydaje mi się, że teraz pies bardziej potrzebuje spokoju i odpoczynku niż stresu związanego z wyjazdem i zmianą klimatu. Najlepiej skonsultować to z wetem.[/QUOTE] Za Twoją radą upewniłam się u weta i dostaliśmy zielone światło, więc jedziemy z piesinką nad morze do małej i spokojnej wsi z dziką plażą. Zalecenie: wziąć całą dokumentację z leczenia, namiar na dobrą lecznicę, tak na wszelki wypadek, zapas leków oczywiście, no i w drogę, a jeśli chodzi o Kaję, to choruszka ma się lepiej, pije już tylko 1l wody i mniej sika, suchy nosek smarujemy białą wazeliną, a i siły na długie spacery dużo nie potrzebuje (chyba, że zechce sama), bo będzie chodzić, a właściwie jeździć, w specjalnie tuningowanym przeze mnie wózku hihi, próba była już wczoraj i wypadła całkiem fajnie;) Pozdrawiam ciepło i jak zwykle zdrówka życzę wszystkim
  4. Pierwszy tydzień na Vetorylu mamy za sobą. Co zauważyłam? Kaja pije nieco mniej wody, a mniej oznacza 1,5l na dobę (po 3-ciej kapsułce), czasem 1,75l (wczoraj). Na sikanie wychodzimy teraz ok. 4 nad ranem (przed podawaniem leku również ok. 1 w nocy), w przypadku braku międzysikania na podłodze powstaje duża kałuża. Brzuszek zdecydowanie mniejszy i widać wcięcie w talii. Kaja ożywiła się :)[FONT=Wingdings][FONT=Wingdings][/FONT][/FONT] trochę w środę pod wieczór, podbiegła do furtki, oszczekała obcego, ogon jak antenę postawiła do pionu i… i już myślałam, że „Kaja wraca”, ale okazało się, że to był jak dotąd jednorazowy zryw, choć i tak bardzo mnie ucieszył, a psina nadal jest smutna, przesypia większość dnia, choć tu pewnie i pogoda ma swój udział, nos wciąż suchy jak wiór, ale za to jej piękne brązowe oczy nie są już otoczone czerwienią. Aha, od soboty podaję jej również 1 kaps. Essentiale Forte. Ps. Jak myślicie, czy wyjazd nad morze nie będzie dla niej zbyt uciążliwy? Oczywiście na długie spacery Kaja nie ma tyle siły, co kiedyś, ale znalazłam na to sposób, a nie chcemy jej nikomu zostawiać. Ps.2. Jeśli chodzi o Vetoryl to cena w PDO jest rzeczywiście ruchoma, nam jednak udało się wstrzelić na jej obniżkę. Miłego dnia i duuużo zdrowia dla naszych Przyjaciół
  5. [COLOR=#222222][FONT=Verdana][B]malawaszka, Nicolette1[/B] - dziękuje za kciuki i uściski w imieniu swoim i Kajeczki. Obiecuję też odzywać się i zdawać relację z postępów leczenia:)[/FONT][/COLOR] [COLOR=#222222][FONT=Verdana]A w temacie, lek dotarł do nas w niedzielę wieczorem, więc podawanie rozpoczęłam od poniedziałku (dziś rano 3 tabletka). [/FONT][/COLOR] [COLOR=#222222][FONT=Verdana]Powiedzcie mi więc kochani Dogomaniacy, czy oczekuję poprawy zbyt szybko, bo mam wrażenie, że nic, a nic się nie zmieniło? Może Kaja zrobiła się lżejsza, co odczuwam wnosząc i znosząc ją po schodach na siku, moooże brzuszek trochę mniejszy, ale cała reszta jakby bez zmian. Czyżbym była w gorącej wodzie kąpana, czy może dawka leku za mała?[/FONT][/COLOR]
  6. Witam :) Niestety, jak większość z Was, znalazłam się tutaj w związku z diagnozą: zespół Cushinga - u mojej 14-sto letniej sunieczki - Kaji. Kaja (jamniczka) to moje kochane szczęście, moja "córka":) Chodzi za mną jak cień, jeśli nie śpi, a śpi teraz bardzo dużo, dużo pije (ok. 2l, plus mokre/gotowane jedzonko), dużo sika, ma apetyt, ale ten miała zawsze, z tym, że teraz potrafi mnie obudzić nawet ok. 6.00 i domagać się swojej porcji, ma wydęty brzuszek, jakoś w maju wydawała mi się taka nabita-twarda, więc oczekiwałam cieczki (ten czas), a tu cisza do tej pory. Nosek ciągle wyschnięty, czasem wygląda jak popękana ziemia w trakcie suszy. Łapki tylne słabsze, czasem drżą - czyli brak siły (zauważyłam, że nie wskakuje na łóżko już na początku roku, ale myślałam, że to przecież "babcia" więc ma prawo), poza tym kiedy sika, prawie siada na ziemi więc zawsze ma mokre os siuśków łapki, a czasem i brzuszek). Piesinka jest smutna, czasem się jakby zawiesza, nie ma ochoty na spacerowanie, robi co musi na dworze i chce już wracać do domku, zauważyłam też niewielki łupież, a wcześniej na brzuszku skóra jakby się łuszczyła, Kajeczka (na razie) ma wytarty tylko niewielki placek od leżenia na boczku, poza tym, od czasu jak podejrzewano, a następnie zdiagnozowano ZC, pojawiają się częstsze ataki podobnopadaczkowe (od 31 maja miała już ich 14, co występowało od wielu lat, ale nigdy tak często) - to coś jakby większe drgawki, trwają średnio 5 minut, sunieczka jest wtedy świadoma, potrafi się poruszać, ale jest taka jakby rozdygotana, więc kładę ją wtedy na boczku, wygina jej trochę do tyłu główkę, łapka przednia jest jakby unoszona do góry, więc przytrzymuję je delikatnie rękę i tak trwamy aż przejdzie. Na takie objawy wet zaproponował badanie krwi na obecność amoniaku, wynik w normie, czyli to chyba nie od wątroby jak myślał (uszkodzona wątroba nie nadąża trawić, powstaje amoniak, który wywołuje atak-to w skrócie) trzeba, więc szukać dalej. Oby to nie był guz przysadki. A tak w ogóle… zastanawiałam się, czy się do Was przyłączyć i po przebrnięciu przez cały wątek (trochę od początku, trochę od środka i od końca;) postanowiłam to uczynić, choćby z tego względu, żeby powiedzieć Wam, że Wasze uwagi są cennym źródłem informacji na temat ZC zwłaszcza dla kogoś, kto nawet nie wiedział o istnieniu takowego, a także jako pomoc i wsparcie w różnych, czasem trudnych chwilach. Poza tym, jak Wy wszyscy, ja także bardzo kocham moją Kajeczkę i zrobię dla niej, co w mojej mocy, żeby poprawić jej jakość życia i przedłużyć je ile to będzie możliwe, a tutaj znalazłam wiele cennych informacji, oraz link do strony PDO (w medicanimal już do PL nie wysyłają jak się przekonałam również i ja, a o czym mój wet wystawiając mi receptę jeszcze nie wiedział). Vetoryl został więc zamówiony w Pet Drugs Online (najtaniej jak się okazało) i już do nas jedzie, więc prawdopodobnie od niedzieli zaczynamy leczenie. Na początek 30 mg. Bardzo się boję, trzymajcie kciuki:) Pozdrawiam Was Dogomaniacy bardzo ciepło i życzę duuużo zdrówka naszym choruszkom:) Ps. Przepraszam za mój elaborat
×
×
  • Create New...