Jump to content
Dogomania

usmiechlosu

Members
  • Posts

    5
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by usmiechlosu

  1. Kiedyś moja córka chciała w ramach wolontariatu pomagać w tym schronisku i były problemy. Na pierwszy rzut oka ten pomysł wydaje się fajny. Ale z drugiej strony - biedne te zwierzęta w schronisku, dostały już potężne kopniaki od życia, boję się reakcji. Inaczej zachowuje się zwierzę, które ma dom i pewność, że ktoś je kocha. Inaczej taki biedak ze schronu. Nie wiem, czy się porywać na taką rzecz. Poza tym schronisko ma teraz większy problem, bo działkę obok przeznaczono pod zabudowę (obecnie jest tam taki mały lasek) i naprawdę nie wiem, co się będzie działo ze zwierzakami, jak wjadą buldożery. Poszaleją ze strachu :(
  2. Dziękuję Wam obu. Jedna osoba zgłosiła się na priv i jestem jej za to bardzo wdzięczna. Mam nadzieję, że zaproponowane przez nią rozwiązanie się powiedzie. Szkoda, że tylko tyle, ale cóż... gdyby nie ten odzew, nie byłoby żadnego. I tak jestem zadowolona. No i nie dziwi mnie to wcale. Wysłałam też maile do wielu miejsc, które prowadzą dogoterapię. Po prostu prośbę o wskazówki. Odpowiedziały mi dwie osoby, które z przyczyn osobistych nie prowadzą już działalności. Nikt inny nawet nie napisał, że nie prowadzi tego typu zajęć. Nic. Nie jest fajnie być starym, chorym i samotnym. Nie budzi się zbyt wiele zainteresowania.
  3. Dzień dobry. Z góry przepraszam za wszelkie ewentualne nieporadności - jestem tu nowa. Pewna pani, prowadząca kiedyś dogoterapię, poradziła mi, żeby założyć na tym forum konto i wątek, ponieważ uważa, że to tutaj właśnie mogę znaleźć najlepsze rozwiązanie mojego problemu. W moim domu, w Chorzowie, mieszka starsza pani. Jest po udarze. Porusza się bardzo niezgrabnie, ale jednak. Niestety nie może wychodzić sama, potrzebuje opieki. Ponieważ ta opieka nie jest zapewniona, ona w ogóle nie wychodzi z domu (poza wizytami u lekarza). Jestem przekonana, że ma depresję. Za każdym razem, kiedy do niej przychodzę, jest gorzej. Dziś rozpłakała się i powiedziała mi, że marzy tylko o tym, żeby już umrzeć i przestać się męczyć. Całymi dniami siedzi w piżamie, mało kto ją odwiedza. Ona kocha zwierzęta. Nie da rady się nimi opiekować, ale gdyby udało się załatwić dojazd (np. raz w tygodniu na pół godziny) kogoś z łagodnym, otwartym, chętnym do dotyku psem, to można by pomóc jej dotrwać do kolejnego dnia. Miałaby na co czekać i z czego się cieszyć. Nie chciałabym rozmawiać na temat rodziny tej pani. To skomplikowane. Chciałabym jej pomóc na tyle, na ile mogę, bez angażowania kogokolwiek z jej bliskich. Przy pani nic nie trzeba robić, tylko pobyć, ewentualnie porozmawiać. Ona dramatycznie potrzebuje kontaktu z ludźmi, marzy o kontakcie z pieskiem. Mieszkamy niedaleko centrum, ale jednak na uboczu, więc pani nie ma zbyt wielu bodźców, które w innych okolicznościach mogłyby wynikać choćby z gapienia się przez okno. Strasznie mi jej żal. Jest miłą, kulturalną osobą, ale konsekwencją udaru jest - prócz problemów z poruszaniem się - także utrudnienie w mówieniu. Jestem głęboko przekonana, że kontakt ze zwierzęciem byłby dla niej czymś wyjątkowym i bardzo wspierającym. Czy ktoś mógłby pomóc? Będę bardzo zobowiązana.
×
×
  • Create New...