Dzień dobry.
Z góry przepraszam za wszelkie ewentualne nieporadności - jestem tu nowa. Pewna pani, prowadząca kiedyś dogoterapię, poradziła mi, żeby założyć na tym forum konto i wątek, ponieważ uważa, że to tutaj właśnie mogę znaleźć najlepsze rozwiązanie mojego problemu.
W moim domu, w Chorzowie, mieszka starsza pani. Jest po udarze. Porusza się bardzo niezgrabnie, ale jednak. Niestety nie może wychodzić sama, potrzebuje opieki. Ponieważ ta opieka nie jest zapewniona, ona w ogóle nie wychodzi z domu (poza wizytami u lekarza). Jestem przekonana, że ma depresję. Za każdym razem, kiedy do niej przychodzę, jest gorzej. Dziś rozpłakała się i powiedziała mi, że marzy tylko o tym, żeby już umrzeć i przestać się męczyć. Całymi dniami siedzi w piżamie, mało kto ją odwiedza.
Ona kocha zwierzęta. Nie da rady się nimi opiekować, ale gdyby udało się załatwić dojazd (np. raz w tygodniu na pół godziny) kogoś z łagodnym, otwartym, chętnym do dotyku psem, to można by pomóc jej dotrwać do kolejnego dnia. Miałaby na co czekać i z czego się cieszyć.
Nie chciałabym rozmawiać na temat rodziny tej pani. To skomplikowane. Chciałabym jej pomóc na tyle, na ile mogę, bez angażowania kogokolwiek z jej bliskich. Przy pani nic nie trzeba robić, tylko pobyć, ewentualnie porozmawiać. Ona dramatycznie potrzebuje kontaktu z ludźmi, marzy o kontakcie z pieskiem. Mieszkamy niedaleko centrum, ale jednak na uboczu, więc pani nie ma zbyt wielu bodźców, które w innych okolicznościach mogłyby wynikać choćby z gapienia się przez okno. Strasznie mi jej żal. Jest miłą, kulturalną osobą, ale konsekwencją udaru jest - prócz problemów z poruszaniem się - także utrudnienie w mówieniu.
Jestem głęboko przekonana, że kontakt ze zwierzęciem byłby dla niej czymś wyjątkowym i bardzo wspierającym. Czy ktoś mógłby pomóc? Będę bardzo zobowiązana.