Nieaktualne.
Kochani,
podepnę się pod istniejący wątek z moim problemem. Mam 13-14 letnią suczkę, kundelek, mniej więcej do kolan, zawsze była pełna energii, codziennie chodziła na 10km spacery. Od jakiegoś czasu miała coraz mniej energii, szybciej się męczyła, ale wszyscy tłumaczyliśmy sobie to wiekiem, w końcu młoda już nie jest. Od ubiegłego czwartku (1.10) nie chce jeść, miała problemy z oddawaniem moczu, w sobotę (3.10) pojechaliśmy z nią do weterynarza, okazało się że ma problem z nerkami (kreatynina 2, 8-) i lekarz stwierdził reumatyzm. Przez kolejne 5 dni mieliśmy jeździć na zastrzyki. Ciągle nie chciała jeść i był problem z wypróżnianiem więc w poniedziałek (5.10) dostała kroplówkę i biovetalgin na rozluźnienie pęcherza. Wyszliśmy od weta, Mona załatwiła się, po kilku minutach straciła władze w tylnych łapach. Biegiem wróciliśmy do weta, ten podał coś na odkręcenie tego i tłumaczył że to reakcja na biovetalgin, że do rana będzie lepiej. Nie było, zmieniliśmy weterynarza, który zrobił ponowne badanie, wyszło że kreatynina już 4,2, na rengtenie widoczny wypadnięty dysk, brak czucia głębokiego w tylnych łapach i ogonie. Powiedział, że operacja nie wchodzi w grę bo przy takich nerkach jej nie przeżyje. Od wtorku (6.10) jeździmy tam na kroplówki i podawanie leków. Mona cały czas nie chce jeść, siłą podajemy jej różne paszteciki dla psów, nie wypróżnia się, wczoraj była cewnikowana. Wet powiedział, że jeśli do jutra nie będzie poprawy i nie będzie czucia głębokiego trzeba będzie rozważyć najgorsze.
Kocham tego psa, jest najwspanialsza na świecie i zrobię wszystko żeby mogła jeszcze żyć. Znacie podobne przypadki i ozdrowienie psa? Z pyszczka nawet wygląda normalnie, jak leży na boku i głaszczemy to czasem się uśmiecha. Możecie mi polecić jakiego weta na śląsku lub w okolicach Krakowa (słyszałam, o dr Sekule, ale boję się z nią jechać taki kawał drogi). Jeśli nie ma dla niej ratunku i pies cierpi decyzja jest oczywista, ale może jest jakaś szansa?