Witajcie, mam problem który nie daje mi spokojnie spać. Mieszkający niedaleko mnie facet, myśliwy, miał psa - rasową młodą sunię. Ponad rok temu zdarzyło się, że sunia wyszła z posesji (w letniskowej wsi) i wpadła pod samochód. Poza złamaną łapą nic jej nie było, ale łapa długo nie chciala sie dobrze goić, dużo kasy wydali jej właściciele na leczenie itd. Rok czekali, sunia ciągle troszkę kulała, a jako ze był to pies myśliwski uzywany przez sąsiada do polowań, to taka "uszkodzona" stała się bezużyteczna... I któregoś dnia zniknęła. Sąsiad mówił, że ją oddał znajomym z drugiego końca Polski, bo nie miał czasu się nią dłużej zajmować i do polowań się już dłużej nie nadawała. Rzecz w tym, że parę dni wcześniej widziano dół wykopany w należącej do faceta ziemi (nie ogrodzonej)... I po zniknięciu psa dół tez został zasypany. Długo męczyły nas watpliwości, aż w końcu rozkopaliśmy to miejsce (po ok. 9-ciu miesiącach) no i były tam szczątki... I teraz nie wiem co zrobić... Z psa już raczej wiele nie zostało, nie mam żadnych dowodów, że ten zakopany pies to TEN pies i że to sąsiad go zabił, bo go nikt nie widział... Nie ma bezpośrednich dowodów... Nie wiem, czy coś z tym mozna zrobić?? Będe baaardzo wdzięczna za rady i wsparcie, bo strasznie mnie to wszystko dobiło...