Serce mi pęka,że naszej suczki nie udało się uratować..Miała tylko 6kg-kochany kundelek dwa i pół doby się męczyła..a potem odeszła w zapewne dużym bólu. Najgorsze jest to,że nikt z nas nie widział samego momentu ukąszenia i nie zareagowaliśmy dość wcześnie..dopiero czerwone ślady na brzuchu i ciężki oddech psa zawiódł mnie do weta ale on też nie umiał jednoznacznie stwierdzić czy to akurat ślady po ukąszeniu przez żmiję..Początki dziwnego zachowania to było dyszenie w szybkim tempie i towarzyszyło temu charczenie(1 wizyta u lekarza), z czasem pies nic nie chciał jeść ani pić,nastąpiła gorączka, biegunka czarna rzadka z krwią i szarpanie brzucha(2 wizyta)..Potem lekarz stwierdził powiększenie wątroby i podwyższoną temperaturę(3 wizyta). W międzyczasie pies miał szarpanie na wymioty ale nic nie zwracał,wręcz pojawiło się takie bekanie głośne jak u człowieka-niemoc zwrócenia czegoś. Już na samym końcu wręcz jęczenie. Przez ten cały czas w ogóle nie spała-nie mogła się położyć(ból brzucha) i tak na siedząco czasem próbowała drzemać ale ciągle czujnie. Najgorsze jest to,że weterynarz nie orzekł jednoznacznie czy to ugryzienie(ślad to dwie dziurki położone obok siebie około 1,5-2 cm) i leczył ją po omacku..Stwierdził,że jesli tego nie widzieliśmy to jemu tym bardziej trudno zdiagnozować objawy.Gdyby oznajmił,że to ukąszenie (i tak w naszej małej miejscowości lekarze nie mają surowicy) to przynajmniej skrócilibyśmy jej cierpienie..<br>Nie umiem się jakoś z tym pogodzić,bo po pierwsze nie zauważyłam u psiaka zmian dość wcześnie(często robiła popisy biegając szybko na podwórku-potem zadyszana siedziała na swojej kanapie i tak było tym razem), po drugie nawet gdyby udało mi się zobaczyć sam moment ukąszenia i w miarę wcześnie zawieźć ją do weterynarza to nie mogłabym liczyć na pomoc-brak surowicy..a bez tego w jej przypadku(mały pies) nie było szans..(miałam podejrzenie o ukąszenie bo wtedy pobiegła dalej na polanę zarośniętą chaszczami,było bardzo ciepło-tam zapewne mogła być jakaś żmija)<br>Cóż wielka pustka pozostała bo była to bardzo żywa,ruchliwa i kochana psina..i tylko 2,5 roku.<br>Minęło dopiero dwa dni bez niej ale jakoś nieswojo i cicho..<br>W sumie nadal nie wiem jak była przyczyna śmierci. Moim zdaniem było to jednak ugryzienie przez węża bo raczej zatrucie nie niszczy tak szybko organizmu psa a wyraźnie dało się to zauważyć..no i te ślady..<br>Tutaj czytałam o zasinieniu i to tez nie miało miejsca..Raczej się juz nie dowiem co spowodowało odejście Miki. Mam dużo wątpliwości..