Dzięki za zainteresowanie i cenne rady - na pewno skorzystam. Jednak po dzisiejszym spacerze czuję sie lekko zbita z pantałyku... Spotkałyśmy roczną sukę pitbulla. Psy spotkały się w zaroślach, więc obydwie się wystraszyły i zaczęły się kotłować. Właściciel suczki szybko zapiął ją na smycz, ja swoją też, ale widziałam, że obydwie po chwili nie były już najeżone i ogonki lekko merdały. Podpytałam jaki sunia ma charakter i czy możemy spuścić je ze smyczy, bo suczka zachęcała moją do zabawy. Facet się zgodzil i jak poszły w tango, to aż musieliśmy z tym gościem iść razem na spacer, bo psy tak się skumplowały. Widok rewelacja, serce rośnie! Pitbull poturbował Daszkę niesamowicie, ona nie pozostawała dłużna, zdarzało się powarczeć i pokazać zęby, kiedy tamta przeginała, ale wszystko raczej w charakterze wzajemnego ustawiania, niż realnej złości. Do teraz jestem w szoku i okazało się, że jednak moge zrobić coś sama. Zobaczymy co będzie z innymi psami, które np. do tej pory obszczekiwała. A co do psów przyjaznych - to mam goldena za ścianą - psa teściów, łagodny, że muchy nie skrzywdzi, ale Daszka walczy z nim o terytorium i zdarzyło się jemu, że też na nią fuknął.
Dzisiaj ćwiczyłam z nią też chodzenie na smyczy i chyba wiem co było problemem - za bardzo się wkurzałam, kiedy co kilkanaście sekund musiałam znowu powtarzać komendę, pies się stresowal i ciągnąl, bo chciał jak najszybciej być spuszczony, a ja swoje negatywne emocje przenosiłam na nią. Dzisiaj poszłam z nią dziarskim krokiem, ze smakami w ręce i spokojem na ustach i było o niebo lepiej! Ćwiczyłyśmy też aporty i kolejne razy były lepsze, chociaż miewała momenty, że się rozpraszała jakimś zapachem i z piłką w pysku łaziła po chaszczach i mnie miała w nosie. A co myślicie o kantarach? Zawsze wydawało mi się, że to lepsze niż kolczatka, ale wczoraj trochę o tym poczytałam i okazuje się, że jednak jest to jakaś nieprzyjemność dla psa, a wygoda dla właściciela. Czy powinnam zatem konsekwentnie ćwiczyć bez kantara, czy jednak po niego sięgnąć?