Hej, to mój pierwszy post na tym forum :)
Od środy jest ze mną zabrany ze schroniska psiak, który wczoraj skończył 7. tydzień życia i nie był jeszcze na nic szczepiony. W piątek byłam z nim u weterynarza, dostał tabletkę na odrobaczanie i chociaż powiedziałam pani weterynarz, że piesek kaszle, tak jakby miał odruch wymiotny, to dowiedziałam się tylko, że to pewnie przez zmianę otoczenia i mnóstwo nowych zapachów wkoło. Ostatniego szczeniaka miałam w wieku 9 lat, więc nie bardzo pamiętam jak to z nim było, ale jak piesek wieczorem miał trochę zasmarkany nosek, a w sobotę po południu przy kichaniu wyleciał mu glutek, który wcześniej trochę utrudniał mu oddychanie, to domyśliłam się, że pani weterynarz zrobiła mnie w bambuko. Dziś rano pojechałam z małym do innego weterynarza, który od lat zajmuje się psami mojej znajomej, a jednego wyleczył z nosówki (której się bardzo obawiałam, więc byłam w stanie temu wetowi zaufać). Wet powiedział, że na nosówkę mu to nie wygląda (a nawet jeżeli to dostałby te same leki) i po objawach, o których mówiłam oraz po osłuchaniu pieska stwierdził, że raczej będzie to ostrzejsze zapalenie dróg oddechowych, oskrzeli. Piesek dostał trzy zastrzyki, które czekają go jeszcze przez najbliższe 3 poranki, a ja dostałam Meloxydil do dawania mu go po południu. Trzęsę się nad pieskiem jak matka nad noworodkiem, dlatego postanowiłam zapytać tu, czy ten lek będzie bezpieczny dla takiego malucha? Na ulotce pisze, że do 6. tygodnia życia nie można go podawać, a on już ma 7 tygodni, ale mimo wszystko trochę się martwię :( Oprócz tego mam jeszcze pytanie w związku z podawaniem - na ulotce jest napisane żeby dawkę dać do karmy, natomiast wet powiedział, żeby dawać mu to bezpośrednio do pyszczka. Czy takie podawanie nie zaszkodzi? A może coś źle zrozumiałam :(
Niestety, skoro stan dróg oddechowych pieska jest poważniejszy niż lekko pogorszony, nie mogę uwierzyć w to, że rozwinął się tak między jedną a drugą wizytą u weta, które oddzielała tylko sobota. Nie mogę więc polecić pani weterynarz z Gospodarczej w Sosnowcu, bo zignorowała psi kaszel, o którym mówiłam i który pojawił się też w jej gabinecie, a kto wie, czy też źle go nie osłuchała.