Mamy go już około 2 lat.Na początku nie był ufny i nie można było do niego podejść bo mogło się to nieciekawie skończyć miał straszne rany na pleckach i w trakcie kompania trzeba było używać kagańca i unieruchamiać go.Teraz jest na odwrót. Wesoły, przyjacielski, rozbrykany,aportuje daje łapkę, siada grzecznie także powolutku rozwijam z nim umiejętności.Zaskoczył mnie bardzo ten incydent ponieważ zdarza mu sie powarczeć na kotka bądź mojego chlopaka czy tam jakiegoś znajomego ale tylko wtedy gdy miał coś w pyszczku... Myślałam że mnie zaakceptował bardziej niż innych domowników ponieważ ja spędzam z nim większość czasu dostaje ode mnie przysmaki bawimy sie często,w każdym bądź razie był zawsze bojaźliwy i np nie można zamiatać podłogi w jego obecności bo dostaje szału i wyłania sie z niego jakiś potwór widocznie boi sie kija czy coś...Ale dla mnie zawsze był miły kochany i przytulaśny ale od wczoraj sie na prawde zaczynam go bać bo no nie ufam juz mu i nie wiem do czego jest tak na prawde zdolny....;/