Nie wiem od czego Wam zacząć odpowiadać, mam nadzieję że wszystko ''wyłapię'':
1. Tak, Mizą zajmowałabym się sama, od nich by było zero wymagań względem niego, mógłby nawet siedzieć tylko w moim pokoju.
2. Pierwszy piesek - to był kundel porzucony przez alkoholików. wzięliśmy go z dobrego serca bo by go zabili w końcu, ale on był wychowany na samowolce - do domu wpadał pojeść i czasem spać. Nie przeszkadzało nam to bo nigdy nikomu krzywdy nie zrobił i lepsze było dla niego to że ma gdzie wrócić. Pewnego dnia po prostu uciekł i już nie wrócił, przy czym po tygodniu babcia widziała bardzo podobnego psa na smyczy z jakimś dzieckiem.. Nie wiedziała czy to ten bo patrzała krótko ale tak podejrzewała. Możliwe, że ktoś go ukradł bo mimo że to był kundelek to był bardzo ładnym psem, zadbanym, taki jakby owczarek ale malutki.
3. Rozmawiałam z nią argumentem schroniska, powiedziałam że Mizia nie zasłużyła by tam trafić. Że tyle psów czeka, aby je zaadoptować. Powiedziała mi tylko że jedną adopcją świata nie zbawię i skończyła temat.. :(
Nie mam pojęcia, dlaczego tak podejrzewa... To chyba tak samo, jakby ktoś dał Wam w twarz, a Wy potem byście miały mu zaufać że tego ponownie nie zrobi. Ciężko tak wytłumaczyć całą sytuację. Pytajcie konkretnie, może mi się uda.