Niestety muszę przyznać rację w tym temacie.
Jakiś czas temu chyba w październiku czy listopadzie usłyszałam o Pani Antoninie i jej przytulisku.
Postanowiłam pomóc. Staruszka opiekująca się taka ilością psów...
Trzy razy byłam w Pomiechówku, zawoziłam zebraną karmę, słomę, mokre jedzenie, koce, kołdry itp. Dwa transporty samochodem kombi i jeden z przyczepą. Podczas moich wizyt na miejscu warunki jak na taka ilość psów i taką działkę, naprawdę nienaganne. Raz zostałam wpuszczona na teren działki. Ale na ziemi nie było zbyt wielu odchodów, psy w budzie miały wyścielone słomą, większość grubiutka, budy nie były przepełnione. Owszem pogoda kiepska bo padał deszcz.
Odnośnie zabłoconego terenu, no cóż...przy takiej ilości psów puszczonych luzem, nawet piękny trawnik został by zryty i powstało by piękne klepisko i podczas takiej pogody bagienko. Więc nie zwracałam na to uwagi. Puszczone było może 15-20 psów luzem. Podczas mojej obecności nie dochodziło do awantur.
Naprawdę wierzyłam, że można pomóc...
Ale w ten długi weekend zadzwoniła do mnie Pani Antonina z pytaniem czy przywiozę jeszcze jakieś rzeczy dla psów, ale w sumie głównym tematem rozmów było ściągnięcie telewizji, żeby zrobili pozytywny reportaż na temat jej przytuliska. Że przecież widziałam w jakich dobrych warunkach są psy itd. Powiedziałam, że postaram się JEŻELI zauważę postęp w wyadoptowywaniu psów. Powiedziałam, że mogę zabrać jakieś szczenięta na DT...
I się zaczęło... Absolutnie, ona nie będzie oddawała psów do adopcji bo wszystkie stare, nikt nie chce psów z przytuliska a jak ktoś bierze to po to żeby zabić... i tym podobne wypowiedzi :(
I w tym momencie dotarło do mnie, że Pani Antoninie chyba naprawdę nie da się pomóc. :( a nawet nie tyle samej Pani Antoninie co psom...
Cieszę się jedynie, że psiaki dostały jedzenie, posłania i inne artykuły które się im przydadzą, które zebraliśmy wspólnie z wieloma osobami znajomymi, klientami sklepów i restauracji które wsparły moją zbiórkę. I serdecznie IM dziękuję.
Mam nadzieję, że uda Nam się jeszcze zorganizować jakieś zbiórki rzeczy dla jakiegoś schroniska/przytuliska gdzie faktycznie jest rotacja psów, gdzie stuknięci miłośnicy (w pozytywnym tego słowa znaczeniu), którzy przygarniają bidule, szukają im nowych domków. W takie miejsca fajnie jest się angażować i pomagać.
Znów próbowałam uwierzyć w ludzi i znów się zawiodłam :(