Mam poważny problem z psem. Cztery miesiące temu wzięliśmy ze schroniska 2,5 miesięcznego kundelka, Kostka. Piesek jechał z nami 50km do domu i nie było problemu. Połowę drogi bawił się z dziećmi z tyłu, połowę przespał. Kiedy kilka dni później chcieliśmy go zabrać na małą wycieczkę nie chciał wejść do auta. W samochodzie jest strasznie zestresowany, cały się trzęsie, nie chce smakołyków. Myśleliśmy, że ma chorobę lokomocyjną. Po schodach też dziwnie wchodził, z daleka od poręczy tylko przy ścianie, no cóż może to lęk przed wysokością. Ostatnio jednak poszedłem z nim po spacerze do znajomego. Okazało się, że tak samo jak do auta tak nie chce wejść do obcej bramy. Musiałem go wnieść. W mieszkaniu u znajomego siedziałem z nim przy drzwiach, cały się trząsł jak w aucie. Przy kolejnym wyjściu na spacer postanowiłem zrobić test. Zamiast schodami w dół chciałem z nim pójść korytarzem prosto, pod drzwi sąsiada. Kostek zaparł się i koniec. No to chciałem pójść schodami w górę, nic z tego. Wyszliśmy na pół godzinki na dwór i wracając powtórzyłem test. To samo. Nie chce smakołyków, nie reaguje na wołanie. Chce iść pod drzwi. Za 3 miesiące czeka nas wyjazd nad morze. Kostek ma jechać z nami. Nie wiem co robić. Dodam, że po za tym to normalny psiak. Dobrze reaguje na inne psy i ludzi. Trochę dużo szczeka, ale to takie wesołe szczekanie, ciągle jest chętny do zabawy. Jest w miarę posłuszny i szybko się uczy. Po dwóch tygodniach od przyjazdu ze schroniska już nie załatwiał się w domu. Uczy się powoli komend. Do tej pory działała metoda "na przysmak", ale tu nic.