Jump to content
Dogomania

Lola_lu

Members
  • Posts

    4
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Lola_lu

  1. [quote name='Aysel']Jeśli pies w książeczce zdrowia ma zapisanego jako opiekuna Ciebie, to weterynarza możesz zgłosić jak najbardziej. Pomijam już to wszystko co było napisane. Rodzice nie powinni wysłać nastolatka, aby uśpil psa. Jest to skrajnie nieodpowiedzialne i chore. To dziecko (bo jest to dziecko) będzie miało traumę do końca życia ponieważ poszło do weterynarza i zapłaciło za uśmiercenie zwierzaka, który zapewne wcale nie był umierający a po prostu stary i w dodatku z alergią/nietolerancją pokarmową (że też przez tyle badań i wizyt u wetów nikt Wam nie powiedział, żeby po prostu zacząć psa karmić czymś innym... kosmos...). Na to nie ma paragrafów ale to jest po prostu nienormalne, że tak postąpili rodzice. Wyręczyli się dzieckiem.[/QUOTE] U mnie jadła u nich nawet (podobno) gotowany indyk nie wchodził...
  2. [quote name='Maron86']Z tego co rozumiem sunia byla twoja 'wlasnoscia' do czasu jak sie wyprowadzilas, ale ile lat temu to nastapilo? Z tego co mi wiadomo po 3 latach pies staje sie wlasnoscia osoby 'opiekujacej sie'. Straszne jest to ze widzisz wine rodzicow ktorzy suki nie chcieli, byla dla nich problemem o czym (z tego co piszesz) od samego poczatku. Nie chcieli wykapac - jest cos takiego jak psi fryzjer, bylo sie ZE SWOIM PSEM pofatygowac. Smierdzialo z paszczy - zle karmiony, do weterynarza i oczyscic kamien. ITD Jak dla mnie to nie wet, czy tez twoi rodzice sa wszystkiemu winni tylko i wylacznie ty - ty kupilas psa ktorego nikt nie chcial, ty zostawilas z ludzmi ktorzy go nie chcieli i musieli wychodzic. Zachowanie dziecka, a nie wchodzacej w zycie kobiety.[/QUOTE] Sunia była moja od zawsze. Razem mieszkamy od 4 lat. UPS mieszkalysmy...
  3. Jak widzicie nie mam czasu wejść na forum. Jak miałam więc zająć się porządnie psem? Specjalnie piszę o niej bez "moja kochana maleńka" bo nie chcę od Was litości. Chcę porady, pomocy. To, że przez kilka ostatnich miesięcy musiałam poświęcić się dziecku nie znaczy, że przez 9 lat źle zajmowałam się psem. Codziennie była na dłuuugim spacerze, kupowałam karmę bez oszczędzania, tylko dla jej dobra. Do tego płyny na zęby, nawet czopki jej wsadzałam. Robiłam dla niej wszystko. Rodzice wybrali zarówno rasę psa jak i konkretne szczenię. Pisząc "kupiłam" mam na myśli - kupiliśmy wspólnie. Przed ciążą pytałam czy może w razie takiej sytuacji pomieszkać u nich kilka miesięcy - nie było problemu. Wiem, że to moja wina i muszę teraz z tym żyć.
  4. 9 lat temu kupiłam psa. Jako 18-latka mieszkałam jeszcze z rodzicami przez kilka lat. Pies ich bardzo dobrze znał i gdy się wyprowadziłam czasami zostawał u nich podczas np. moich wyjazdów. Zawsze wtedy po powrocie słyszałam, że „pies nic nie je i jest taki słaby itp.” Brałam psa i nie było problemu – jadł i żył normalnie. Jednak był to pies problematyczny. Często wymiotował, trochę śmierdział (szczególnie podczas cieczki). Nigdy żadne badania nic nie wykazały – ot taki był (a raczej była). 9 miesięcy temu urodziłam dziecko i jeszcze w ciąży ustaliłam z rodzicami, że pies pomieszka z nimi do czasu aż dziecko przestanie lizać podłogę. Oczywiście ja kupowałam mu jedzenie, płaciłam za ewentualnych weterynarzy itp. Od początku słyszałam, że pies „nie je”. Mijały kolejne miesiące pies „nie jadł” i żył. Często też narzekali, że nie chcą sprzątać kup, że śmierdzi itp. Mówiłam, że trzeba go wykąpać, dać kość na zęby to przestanie śmierdzieć, ale cóż. Od stycznia tego roku było coraz gorzej. Codzienne telefony, że pies „nie je”, „rzyga” itp. Dla mnie to była norma – słuchałam tego od kilku miesięcy. Kazałam iść do weterynarza. Badanie krwi, moczu, usg – wszystko w porządku. Psu nic nie jest. Rodzice zaczęli mówić o uśpieniu. Ja na to, że nie zgodzę się zabić zdrowego psa tylko dlatego, że „rzyga” czy śmierdzi – on taki jest. Czekałam do wiosny, żeby zabrać psa do siebie. Moje dziecko obecnie pełza, mam tylko panele, chciałam przeczekać aż wstanie na nogi i zabrać psa. Nie zdążyłam. W sobotę zadzwonił mój tata „Psa już nie ma”. Odłożyłam słuchawkę. Jestem nadal w szoku. Zadzwoniłam do tego konowała weterynarza z pytaniem dlaczego uśpił zdrowego psa. Ona mi na to, że „z wywiadu z właścicielem wynikało, że pies jest umierający”. Ja pytam” A wie Pani kto jest właścicielem? Osoba wpisana w książeczce zdrowia i w rodowodzie czyli ja!” Jak można uśpić psa przyprowadzonego przez kogokolwiek ,bez powodu?”. Z psem poszedł mój młodszy brat, nastolatek. Zemdlał podczas całej akcji. Pies był podobno przerażony, dostał „strzała” na stojąco, łapy się rozjechały, upadł na ziemię, przygryzł sobie język. Po tym wstał. Lekarz zdziwiony zachowaniem psa dał jakiś kolejny zastrzyk. Pies już nie wstał. Co mam zrobić? Czy mogę gdzieś zgłosić tego weterynarza?
×
×
  • Create New...