To straszne, ale przez takie sytuacje człowiek zupełnie traci zaufanie do lekarzy weterynarii. Sama miałam podobne doświadczenia.
1) Muszka, suczka moich dziadków, wychowałam się przy niej. Przy jej sutkach pojawiły się guzki. Lekarz do jakiego dziadki z nią chodzili, twierdził, że to zwykłe tłuszczaki. Miała zapisany termin operacji, weterynarz chciał je wycinać. Guzki szybko urosły do dużych rozmiarów. Zaniepokojeni dziadkowie skonsultowali się z innym lekarzem weterynarii. Dopiero on stwierdził, że to poważne stadium złośliwego nowotworu gruczołu mlekowego. Nie polecał operacji, która jego zdaniem skończyłaby się śmiercią psinki na stole operacyjnym. Jej stan był już naprawdę poważny. Kazał otaczać Muszkę do końca jej życia miłością. W odpowiednim momencie doradził mojemu dziadkowi, że to już ten czas, kiedy należy pozwolić Musi odejść z tego świata. Gdyby operacja została wykonana, Muszka prawdopodobnie by umarła. Tak zostały jej podarowane kilka miesięcy dalszego, wspaniałego życia, gdzie wszyscy czule się nią opiekowali.
2) Kubuś. Zachorował na boreliozę, chorobę wywołaną przez kleszcze. Zaczął oddawać mocz z krwią. Był to weekend, więc "nasz" weterynarz nie przyjmował. Pojechaliśmy zatem do innego. Nie byłam przy tym, ale lekarz pewnie podał mu jakieś leki. Drugiego dnia podczas wizyty mój tata poprosił o kroplówkę. Weterynarz rzekomo ją podał. W poniedziałek wreszcie mogliśmy odwiedzić naszego weterynarza. Od razu rozpoczął właściwe leczenie, czyli najpierw zbadał krew, żeby ustalić chorobę i tak dalej. Kiedy dowiedział się, że Kubusiowi została podana kroplówka, zapytał "Gdzie?". Oczywiście szukał wenflonu, którego nigdzie nie było. Po zeznaniach mojego taty okazało się, że podał mu kroplówkę w kark. Lekarz zapytał mojego taty: "Czy widział pan, żeby kroplówkę podawało się w kark? On zaraz dostanie prawdziwą kroplówkę". Oczywiście tata mógł się domyślić jak podaje się kroplówkę, ale nie winię go. Był przerażony o psa, a lekarz perfidnie to wykorzystał i okłamał go, mówiąc, że podał mu kroplówkę. Człowiek w nerwach nie myśli racjonalnie. Kubusia nie udało się uratować, ale mam nadzieję, że potem był już właściwie leczony i robiliśmy wszystko, by go uratować.
Martwię się jedynie, że naszego lekarza może niedługo już nie być. Nie wiem gdzie będę udawała się wtedy z psami. W moim mieście już straciłam zaufanie do większości.