Niestety weterynarz 3 tygodnie temu postawił błędną diagnozę. Uznał to za zapalenie ślinianki, podał mu antybiotyki no i było nieco lepiej.
Nie było to zapalenie ślinianki lecz początek nosówki. Dwa tygodnie temu znów coś zaczęło się dziać. Pojechaliśmy do tego samego weterynarza stwierdził że piesek nie był dawno odrobaczany, dał mu tabletki oraz jakiś zastrzyk. Znów było nieco lepiej. W ostatnią niedzielę od rana kręcił się po podwórku w kółko, kręcił się tak 3 godziny non stop. Nie wiedzieliśmy co mu jest. Wczoraj ( w poniedziałek ) pojechaliśmy do innego weterynarza który natychmiast przebadał Franka dokładnie, powiedział prosto z mostu że podejrzewa nosówkę. Podał mu witaminy A i B oraz jakieś inne zastrzyki. Dzisiaj rano zjadł śniadanie i do 17.00 spał w budzie na nic nie reagował. O 17.00 poszłam by się z nim zobaczyć. Przez pół godziny spał i nawet na mnie nie spojrzał. Później podniósł głowę spojrzał na mnie, zesztywniał i zaczął się okropnie trząść. Przeszło mu po kilku minutach. Wiedzieliśmy że strasznie się męczy i że jemu już nic nie pomoże. Tata zawiózł go do weterynarza żeby ukrócił mu cierpienia. Może dało by się go uratować gdyby nie pierwsza błędna diagnoza weterynarza...