Kilka dni temu zmuszeni byliśmy uśpić naszą sunię : Dianę. Ropomacicze nie dało jej szans. Była z nami prawie 14 lat - wzięta ze schroniska jako szczeniak.
Pochowałem ją kilkaset metrów od domu - w lasku. Razem z jej koszem, miską, kocykiem .... Nie byłem w stanie zrobić tego na własnej działce - nie przeżyłbym tej "nieskończenie dalekiej bliskości". Ciągle bym patrzał w ten punkt. Mam nadzieję, że ból minie i zostanie tylko tęsknota i wspomnienie.
Już wiem, że na 99% następnego psa nie mieć nie będę. Potężny ból po stracie przyjaciela jest mocniejszy niż 14 lat szczęścia jakie mi dawała. Tyle radości przez tyle lat. A teraz .... Następnego bym nie przeżył. Wyrwa w sercu pozostanie do końca życia i nic już jej nie wypełni do końca.
I chcę wierzyć w Tęczowy Most. Chcę wierzyć, że Diana przebywa gdzieś w dobrym miejscu. Ale jako chrześcijanin mam wątpliwości czy jeszcze się kiedyś spotkamy. Choć z drugiej strony, Bóg mnie kocha więc .... będę czekał .......
Tak sobie własnie czytam wiersze Barbary Borzymowskiej ....
Fantom
ps. http://www.rozmawiamy.jezuici.pl/rozmawiamy/articles/52/n/36