Razem z Kasią wiozłam Tofika do schroniska fundacji. Było to naprawdę wzruszające, kiedy piesek po raz pierwszy od miesięcy był w cieple (specjalnie nagrzałam mu samochód). Strasznie chciało mu się spać, ale był tak ciekawy tego co się wokół niego dzieje, że wyciągał głowę jak najwyżej i rozglądał się na boki. Niesamowite też jaki był ufny...zabierają go i gdzieś wiozą, wszystko wkoło się trzęsie, ale są ludzie i to było dla niego najważniejsze :)
Tam na miejscu bardzo się bał i chyba od razu wiedział, że go tam zostawimy. Chciał Kasi wskoczyć na ręce i obejmował ją łapkami. Obie miałyśmy świeczki w oczach i trzeba było szybko się odwrócić i jechać, bo inaczej chyba byśmy tam z nim zostały.
Teraz jednak najważniejsze jest przetrwanie zimy... musi to jakoś znieść. Dobrze, że jest pod dobrą opieką, ale takie schronisko nie jest miejscem dla psa...nie na dłużej.