Kupiłam pieska z tej hodowli. Po 4 dniach okazało się że został [U][B]zarażony od innego chorego zwierzęcia w hodowli śmiertelnym wirusem parwowirozy[/B][/U]. Jest to bardzo wycieńczająca choroba, to czy piesek przeżyje zależy tylko od tego jak silny jest organizm psiaka. Mój obecnie 3- miesięczny yorczek walczy o życie w najlepszej w Łodzi klinice całodobowej, pod obserwacją specjalistów. Od tygodnia leży w inhubatorze, podłączony do kroplówki , dostaje antybiotyki, elektrolity i inne leki. Nadal jest słaby, leży i wogóle się nie rusza. Jest obolały, wykończony chorobą. Ale to nic w porównaniu do tego co było przez pierwsze dni, obiawy choroby są nie do opisania, nikomu nie życzę doświadczyś takich przeżyć. Lekarze dają małe szanse, każą spodzewać się najbardziej przykrej wersji. Są to nie tylko bolesne przeżycia zarówno dla właściciela który kocha swojego psiaka, ale przede wszystkim dla samego zwierzaka. Niedopuszczalne jest sprzedawać chore psy, ale jeszcze bardziej niedopuszczalne doprowadzić do tego by w hodowli chore psy zarażały małe, słabe szczeniaki. Co drugi dorosły pies nie przeżywa parwowirozy, a co mowa o szczeniaku. Bez względu na wszystko ja walczę o swoje maleństwo, nie wiem jeszcze jak potoczą się jego losy.
Następnię zgłoszę się do wszelkich możliwych instytucji, począwszy od związku kynologicznego, sanepidu, SWKiPR, prawdopodobnie będę również wszczynała postępowanie na drodze sądowej, mam wsparcie prawników którzy mi pomogą, również zaświadczenie z kliniki, że piesek w hodowli zaraził się wirusem (pierwsze obiawy występują od 4-14 dni od zarażenia, u mnie w domu piesek był tylko 4 dni, nie było tam nigdy zadnych zwierząt a mieszkanie jest nowe), interwencja lekarzy była natychmiastowa, a choroba psiaka była zatajona przez " hodowcę" sprzedającego.
Napiszę jak wszystko się skończyło.
Pozostawiam swojego maila, gdyby ktoś miał jakieś dowody lub oskarżenia i chciałby je ewentualnie wnieść do sprawy: [EMAIL="sandra.pawlik@interia.pl"]sandra.pawlik@interia.pl[/EMAIL]