perfuzja
Members-
Posts
7 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by perfuzja
-
Wracam, żeby powiedzieć, że JEST LEPIEJ! Pies ostatni raz uciekł nam 2 tygodnie temu, kiedy w apogeum ucieczki po jedzenie zdarzały się i 3 razy dziennie. To są rzeczy, które zmieniliśmy - a nuż komuś się przyda: 1) Pies jest karmiony przed spacerem - nie po nim jak było wcześniej. Bez jedzenia zostaje tylko ostatni nocny spacer, ale to tylko krótkie wyjście na siku. 2) Dajemy psu jeszcze więcej jedzenia w domu. Nie tyje, więc może rzeczywiście chodził głodny? Dostaje też swój ukochany suchy chleb - jeśli ma zjadać zgniły na spacerze to ja już wolę mu dać kromkę w domu. 3) Kupiliśmy rozciąganą smycz - pies jest z niej spuszczany tylko do biegania. Kiedy chodzi i wącha albo chodzi z piłką w pysku - jest na smyczy. 4) Udało nam się rozgryźć jak zachowuje się pies szykujący się do ucieczki - przy pierwszym sygnale wraca na smycz. 5) Po ucieczce pies jest karany - na początku krzyczymy na niego, po powrocie do domu siedzi sam w sypialni, nie rozmawiamy z nim, o zabawie nie ma mowy. Po prostu jesteśmy na psa obrażeni. Na początku bałam się, ze pies nie będzie rozumiał o co chodzi - ale rozumie doskonale. Na kolejnym spacerze jest zawsze grzeczny jak aniołek. 6) Na początku omijaliśmy miejsca z których uciekał częściej niż z innych - teraz już jesteśmy w stanie chodzić nawet tam, choć robimy to niechętnie. Natomiast zupełnie nie zadziałały psikacze (sprawdziliśmy w domu - psikaliśmy kromkę chleba i położyliśmy na stole. Przy psikaniu strasznie szczekał, a potem gdy tylko się odwróciliśmy - zeżarł kanapkę) ani ostre rzeczy (zauważył że coś jest nie tak dopiero jak wychodziło z niego drugą stroną ;) ). Ale do znudzenia ćwiczymy komendę "zostaw" i nie ruszanie ze stołu - może kiedyś dojdziemy do momentu, kiedy będzie można zostawić jedzenie w zasięgu pyska psa ;)
-
[quote name='Beatrx']obawiam się, że takie najedzenie go nic nie da. ja bym to odniosła do takiego kompulsywnego objadania się, co występuje u ludzi i związane jest to ściśle z psychiką, a nie samym brakiem dostępu do pokarmu dzielonym z obfitościom jedzenia. więc w takim przypadku nawet stały dostęp do miski z żarciem nie pomoże. [/QUOTE] "Objedzenie" go wpadło mi do głowy, bo przypomniałam sobie, że na samym początku miał tak z wodą. Przez pierwszy tydzień pił niewyobrażalne wręcz ilości, a potem załapał, że woda jest zawsze i nie trzeba pić na zapas. W sumie z dwojga złego lepiej, żeby się objadał w domu niż na spacerze? Tu przynajmniej możemy kontrolować to co je. Chyba, że sprawi to tylko, że będzie jadł jeszczd więcej, bo z polowań na spacerach nie zrezygnuje...
-
Niestety totalna porażka jak na razie... Ostre rzeczy (próbowaliśmy pieprzu i ostrej papryki) zjada bez najmniejszego skrzywienia się, a potem wieczór spędza na puszczaniu bąków... Odmawia chodzenia w kagańcu - kładzie się i zajmuje ściąganiem go, nie ma mowy o bieganiu w kagańcu. Chodzimy na lince, ale ani to dla niego rozwiązanie, ani dla nas. Zastanawiam się nad terapią szokową - może przez tydzień zostać z nim w domu (mam taką możliwość) i trzymać otwarte pudło z jedzeniem? I niech je ile chce? Jest szansa, że przekona się, że jedzenie nie jest niczym szczególnym? Czy zrobi mu to więcej szkody niż pożytku? Wiem, że nie jest to zbyt zdrowe dla psiego żołądka, ale zżeranie drobiowych kości też nie...
-
[quote name='Beatrx']może mu porozrzucajcie kawałki mięcha z "wkładką" w postaci ostrej przyprawy, tak żeby sobie skojarzył, że to co jest na ziemi nie nadaje się do żarcia? a kaganiec musi mieć na tyle wąskie prześwity, aby psisko nie dało rady w nie nic wciągnąć. jak nie przeszkadza mu skórzany i ta odległość między paskami jest okej to może być i skórzany. tylko pamiętaj, ze jest to zamaskowanie problemu, a nie jego rzeczywiste rozwiązanie, które pomoże doraźnie, ale swoja drogą pracować nad niezżeraniem trzeba.[/QUOTE] O dzięki bardzo, mięso z przyprawami się podoba! Co mogę dodać, żeby mu nie zaszkodziło?
-
[quote name='Beatrx']to co robiliście było okej, oduczyliście go ekscytacji przy misce i nauczyliście, że żarcie przychodzi od was za coś. a opcja przejścia się na smyczy koło jakiegoś żarcia rzuconego gdzieś w krzaki i korekta, jak się tym zainteresuje a potem nagroda właśnie w postaci pysznego żarełka jak zaprzestanie zainteresowania tym czymś i spojrzy na Ciebie? a kaganiec przy puszczeniu psa luzem? tak żeby nie mógł przez kratki nic wsunąć?[/QUOTE] Gdy jest na smyczy próbuje się zabrać za jedzenie, po komendzie "zostaw" przełyka to co mu się uda, a resztę wypluwa. Kiedy przechodzimy kolo smakołyka drugi raz (albo jeśli za pierwszy razem to my zobaczymy go wcześniej niż pies) komenda wystarcza, żeby nie ruszył. Oczywiście jest chwalony i nagradzany, ale zawsze tęksno patrzy za pozostawionym w tyle łupem. Kagańca jeszcze nie próbowaliśmy. Wystarczyłby skórzany?
-
Dziękuje bardzo za odpowiedz! [QUOTE]ja bym zaczęła naukę niepodejmowania pokarmu z ziemi [/QUOTE] To ćwiczymy od samego początku. W domu idzie bezproblemowo, na spacerze ze swoim jedzeniem też nie ma problemów. Natomiast za znalezionym jest totalna katastrofa, pies wie, że mu nie wolno, więc je byle szybciej, ucieka z łupem, generalnie katastrofa. [QUOTE]do tego zamiast bezsensownych ganianek z innymi psami ćwiczenie posłuszeństwa, szukania przedmiotów, aportowania tak żebyś miała psa cały czas zajętego robotą [/QUOTE] Właśnie o ile pies biegający z innymi wyrusza na polowanie rzadko, to aportowanie jest dla niego fantastyczną możliwością ucieczki... Owszem, pierwsze 2, 5 czy 10 rzutów w zależności od humoru jest fajnych, a później pies biegnie za piłka, zmienia trajektorię, zwiększa prędkość pięcokrotnie i już go nie ma... [QUOTE]póki co nie puszczaj go całkowicie luzem, tylko na 10-15metrowej lince. pies będzie miał trochę wolności, a w razie jakby chciał uciec to nadeptujesz na linkę i masz nad zwierzątkiem kontrolę.[/QUOTE] Linki próbowaliśmy - mamy 10 metrową. Niestety kiedy trzymamy linkę pies wraca kompletnie niewybiegany, kiedy puszczamy ją luźno za nim ucieka tak jak bez linki. Owszem, łatwiej jest go złapać, ale też linka ciągnąca się za nim jest dość kłopotliwa. Pies spędza dni w klatce - może "dni" to za dużo powiedziane, ale codziennie jest w niej średnio 4-5 godzin, więc zależy nam na tym, żeby porządnie się wybiegał. To nie jest pies kanapowy niestety. Jak będzie ladniesza pogoda będziemy testować bieganie przy rowerze i ciągnięcie rożnych rzeczy - powinno się sprawdzić, ale przed nami jeszcze z miesiąc impasu. Zastawanawiam się jeszcze czy to nie my spowodowaliśmy "uświęcenie" jedzenia. Pies na początku kompletnie szalał przy podawaniu jedzenia, więc bardzo szybko wprowadziliśmy sekwencje - wołamy psa do kuchni, pies siada w najdalszym miejscu od miski, przygotowujemy jedzenie, kładziemy miskę na ziemi, podnosimy się, pies dostaje komendę i dopiero wtedy wolno mu podejść do miski. Jeśli nie usiedzi, przestajemy przygotowywać jedzenie i wracamy do niego dopiero kiedy usiądzie. Nigdy też nie dostaje nic za friko, zawsze musi co najmniej na komendę usiąść, podać łapę, położyć się, przyjść do nogi - cokolwiek z grubsza, byle jedzenie było za coś. Może przyjęliśmy złą taktykę i powinnyśmy mniej uwagi poświęcać jedzeniu?
-
To mój pierwszy post, więc na początek chciałam się przywitać. Od września jest u nas W. - dwudziestokilku kilogramowy kundel, przypominający z postury nieco wyciągniętego w górę posokowca. Ma rok-półtora i jest wykastrowany. W. jest znajdą, ktoś wyrzucił go jadąc na wakacje. Pies błąkał się po wsi co najmniej 2 miesiące, może dłużej. Gdy go wzięliśmy do siebie był bardzo wychudzony (ważył 15 kg, wet wtedy oceniał, że jego zdrowe minimum to 19-20 kg) i zapasożycony doszczętnie. Jest bardzo ufny, zupełnie nie agresywny, chętny do współpracy. Byliśmy na podstawowym szkoleniu i pies zbierał same najlepsze opinie. Generalnie bardzo miły pies. Poza jedną kwestią - jedzenie. Pies zrobi WSZYSTKO, żeby dostać cokolwiek do jedzenia. Nie ma absolutnie żadnych zahamowań w kwestii spożywanego pokarmu - zje wszystko (rzeczy jadalne i niejadalne, typu kupa kota) i w każdej ilości. Jeśli nie mieści mu się w żołądku - wymiotuje i je dalej, do upadłego. Największy problem mamy z nim na spacerach. Mimo, że generalnie pies wraca na zawołanie, nawet w sytuacjach pt. zabawa z innym psem, kiedy wyruszy w poszukiwaniu jedzenia jest absolutnie nieodwoływalny. Nie działa działa żadne ze zwyklych przywołań, przywołanie gwizdkowe też przestało działać - w sumie się nie dziwie - nie mamy psu do zaproponowania nic lepszego niż jest w stanie znaleźć między blokami (dla psa bohenek chleba jest dużo bardziej atrakcyjny niż kąsek mięsa). Wraca kiedy się naje z miną "zgubiłem się, gdzie byliście, przecież jestem waszym ukochanym psem". Przez te wycieczki na stołówkę spacery stają się koszmarem. A nie mamy serca nie spuszczać go ze smyczy, bo jednak przez większość czasu gania z innymi psami, a zdecydowanie tego potrzebuje. Szuka jedzenia zarówno na spacerach w znane, jak i nieznane miejsca (choć w tej drugiej sytuacji szybciej postanawia wrócić). Tuż po przygarnięciu go nie było źle, bo bardzo się pilnował. Z każdym tygodniem niestety było coraz gorzej. Nie wydaje mi się, żeby mógł być obiektywnie głodny. Dostaje jeść 3x dziennie suche jedzenie (Acana, czasem Brit - 1,5 porcji przewidzianej dla jego wagi) + naładowany kong + bonusy z gotowania + suszone smakołyki do gryzienia. Nie dostaje kości, bo ma po nich biegunkę. Pasożyty sprawdzone - jest czysty. To mój drugi pies, ale pierwszy był z gatunku tych gardzących suchym żarciem, więcej zupełnie nie mam doświadczenia w tej kwestii. Czy jest jakikolwiek sposób, żeby "odświęcić" jedzenie? Pomóżcie proszę, bo nasze psio-ludzkie relacje wystawione są na ciężką próbę.