Cześć, mam problem z jedną z moich suczek. Nie podpięłam się do istniejącego tematu (pies niszczy w samotności, z powodu lęku separacyjnego etc), bo nasz przypadek jest nieco inny i przyznam, że brakuje mi już pomysłu, jak go rozwiązać.
Późną wiosną przygarnęłam roczną (mniej więcej) suczkę, którą ktoś znalazł na ulicy. Początkowo miała zostać tylko na tymczas, ale chętnych nie było - Mora jest najzwyklejszym na świecie łaciatym kundelkiem - i została z nami. Sama nie wiem, czy to jeszcze tymczas, czy już pies na stałe. Od grudnia wynajmuję mieszkanie i cholernie się boję, że nie będę mogła jej zatrzymać, jeśli zacznie je demolować. Oprócz niej mam dużą, bardzo łagodną sukę, grzeczną i wycofaną. Między dziewczynami nie ma najmniejszych konfliktów, uwielbiają się, ale to Mora dominuje.
Morka niszczy. Niszczy niemalże wszystko, a czego nie zniszczy, znosi do legowiska. Ostatnio całkowicie zeżarła mi materac. Moja obecność nie ma znaczenia, potrafi przemknąć się przy mnie do łazienki, wsadzić ryj do kosza na śmieci i wywlec zawartość. Ciągle znajduję w łóżku buty. Potrafi ściągnąć z krzesła zostawiony na nim sweter i przeżuć. Jakimś cudem nie gryzie już kabli, ale na początku żarła je z pasją, co przypłaciłam między innymi zasilaczem od lapka i słuchawkami ;p Ściąga książki z regału, wynosi rolki papieru toaletowego z łazienki, dwa razy ściągnęła mi torebkę z wieszaka. Włazi mi na łóżko i na luzie zaczyna żreć kołdrę, jeśli tylko odwrócę wzrok. Do tego jest głośna, reaguje poszczekiwaniem na każdy głośniejszy dźwięk na korytarzu. Co najlepsze, doskonale wie, że źle robi - wystarczy, że spojrzę na nią przyłapaną na gorącym uczynku, a pies z przepraszającą miną włazi w kąt i łypie na mnie żałośnie. Kwadrans później robi to samo, oczywiście.
Mora nie ma raczej powodów do stresu, jest zadowolonym z siebie psem, ma towarzystwo, nie ma powodów, żeby narzekać na brak ruchu. W poprzednim domu miałam duży ogród, więc nawet jeśli nie miałam czasu na dłuższy spacer, dziewczyny ganiały pod dworze kilka godzin dziennie - a potem wracały i Morka znowu gryzła wszystko. Po długich spacerach tak samo. Jest trochę rozpieszczona, ale pracuję nad tym, poza tym jest mądra i odważna, chociaż trochę nieufna wobec obcych. Ma zabawki, ale nie smakują jej tak dobrze ;p
Kiedy trafiła do mnie, myślałam, że przyczyną jest jej wiek i że z tego wyrośnie. Nie wyrasta, jest coraz bardziej szczekliwa i coraz bardziej niszczy. Bardzo, bardzo chcę ją zatrzymać, nie chcę szukać jej nowego domu, ale zwyczajnie nie wiem, czy damy sobie radę w wynajętym mieszkaniu, jeśli sytuacja się nie zmieni. Nie wyrabiam no, nie mam na nią pomysłu, nie znajduję uzasadnienia. Na behawiorystę będzie mnie stać najwcześniej pod koniec stycznia, dzisiaj Morka przyjeżdża do mnie - zabierałam psy do nowego mieszkania na raty, bo przeniosłam się na drugi koniec kraju - i już chowam wszystko do szaf, a i tak się boję, że będzie żreć meble.