Wiem co czujesz ula 84. Miałam ten sam problem, ale gdy widzisz jak Twój ukochany psiak się męczy i patrzysz w jego oczka które nie mają siły patrzeć to najlepsze co zrobisz to mu ulżyć... Ja po uśpieniu mojej Liji pierwszą noc byłam w domu, nie mogłam spać, cały czas płakałam, po pracy następnego dnia pojechałam do chłopaka, u niego na podwórku jest pochowana, bo stwierdziłam że tam będzie najbliżej mnie, odwiedzałam ją parę razy dziennie, przed i po pracy. Chodziłam tam z naszym wspólnym psem, młodym amstafem... Lija go nie lubiła, bo on chciał się bawić a ona by najchętniej leżała i była smyrana, ale gdy do niej chodziliśmy ten młody szczeniak chyba ją czół, ja kucałam a on siadał za mną i czekał na mnie aż skończę, był cierpliwy jak nigdy... Teraz się juz uspokoiłam, czuję że jej nie ma i w sercu mnie ściska ze smutku, ale wiem że teraz jest szczęśliwa i nie cierpi tak jak w ostatnich dniach jej życia. Problem jest teraz z jej córką, Gabi ma 10 lat, na początku jak by nie odczuła że jej nie ma, a teraz kiedy jestem z Zeusem(amstafem) na dworze i ją wypuszczają ona biegnie taka zadowolona, szczęśliwa bo chyba myśli że jestem z Liją i gdy widzi że to nie ona to wyraz jej pyszczka jest taki smutny, że sobie tego nie wyobrażacie, nie jest już taka jak kiedyś, nie cieszy się, nie je, a przynajmniej nie tak jak wcześniej, a była żarłokiem;) Nie wiem jak jej pomóc... w niedzielę zabiorę ją do Liji może to pomoże.... martwię się o nią. Uśpienie to bardzo trudna decyzja, ale ja sobie tłumaczyłam żebym nie była egoistką i żebym pomyślała o niej jak ona cierpi a nie o sobie jak będę cierpieć.... Moja mała rada, jeśli jedziecie to zrobić nie bądźcie sami, ja na początku chciałam jechać sama z chłopakiem, ale pojechałam w końcu z nim, tatą i siostrą i to jest większe wsparcie z ich strony, bo to oni znali ją od samego początku i wspierali ją do samego końca razem ze mną, wcześniej myślałam że tylko ja tak cierpię z powodu jej choroby, a okazało się że jej śmierć była stratą dla całej rodziny, mama siedziała z siostrzeńcem w domu i cały czas byli z nami i cierpieli....