Pare lat wstecz pojechałam z dziadkiem do pobliskiego schroniska by adoptować psa, gdy wyraziliśmy zainteresowanie psem Pani zażyczyla sobie 150zł z góry. Utaplani w błocie do polowy buta po wędrówkach między wolno latającymi niekiedy agresywnymi psami wróciliśmy bez psa do domu. Jakieś 3 lata temu znowu miałam nieprzyjemność zawitać w tym schronisku gdy szukałam zbiegłego mojego psa, tym razem nie zostaliśmy wpuszczeni nawet za ogrodzenie. Stwierdzono tam, ze widzieli mojego psa, ale nie dał on sie złapać w co watpie poniewaz byl bardzo ufnym psem. 3 miesiace temu zdecydowalam sie jechac na paluch by zaadoptowac psa i bardzo mi sie podobalo jak byla przeprowadzona adopcja chociaz troche czasu trwala, bo okolo 2 tygodnie. Mój psiak całe szczescie nie ma i nie mial lęku separacyjnego.