Jump to content
Dogomania

agussos

Members
  • Posts

    15
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by agussos

  1. Michasiu - u mnie tak samo...teraz więcej czasu spędzamy na dworze - w ogrodzie i ten Jej brak odczuwa się wyraźnie właśnie teraz :( tego się obawiałam ;/ staram się urozmaicać czas Famce, już się chyba jako tako oswoiła z tą całą sytuacją...ze mną gorzej :( Pozdrawiam.
  2. Michasiu - co słychać? Pozdrawiam.
  3. Hej michasiu, jakoś leci, smutek dalej męczy...a maluszka jeszcze nie ma, nadal poszukujemy...a jak tam u Ciebie? Pozdrawiam serdecznie.
  4. michasia - zaglądam tutaj praktycznie codziennie...Kolejne psinki odchodzą :( a u mnie hmmm...różne, czasem jeszcze popłakuję, jak nikt nie widzi... Martwi mnie zachowanie drugiej suni - jakaś taka przybita się momentami wydaje, a to totalnie nie w jej stylu... smutas taki się zrobił, ale one zawsze razem były, więc ciężko się dziwić... Staram się jej znaleźć towarzystwo, ale to jest taka rzadka rasa w Polsce, że ciężko coś o szczeniaczki... Chciałabym, żeby tak pod koniec marca - na początku kwietnia już był u nas maluch... A u Ciebie jak tam? Chociaż trochę "lepiej"? Pozdrawiam.
  5. michasia ojjj wiem, aż za dobrze, jak to boli...7 tygodni ;(
  6. Walczcie, nam nie było to dane...mieliśmy jedynie niecałe 4 dni od prawidłowej diagnozy... i znów oczy zapełniają się łzami... Dlatego wolę milczeć... Pozdrawiam, Aga
  7. Dzięki Michasiu :p, musimy jakoś to przetrwać..., Ty również trzymaj się cieplutko, serdecznie pozdrawiam.
  8. To już dokładnie miesiąc - 4 tygodnie, jak ten czas leci, a jak bolało, tak boli... ehhhh ;(
  9. Dziękuję Wam za wsparcie...michasia84 Ty też się trzymaj cieplutko...
  10. michasia84 - dzisiaj mija dokładnie tydzień od kiedy jej już z nami nie ma...staram się za dużo nie myśleć, mówić o niej, bo to strasznie nakręca innych w domu...więc tłumię to w sobie...
  11. michasia84 - dziękuję Ci bardzo, Ty też się trzymaj, ja już nawet nie mam siły płakać...w końcu trochę się dzisiaj uśmiechałam, nie do końca to wszystko jeszcze jakoś do mnie dociera...podobno czas leczy rany...oby...
  12. Dziękuję... nie wiem nawet czyjego autorstwa są te teksty, ale są naprawdę piękne i takie prawdziwe... Nadal tak mi ciężko...:( Famka też wydaje się być taka smutna, nieswoja...
  13. Trzymajcie się, oby Wam się udało przeciągać ten "wyrok" w nieskończoność... Nam nie było to dane, wszystko potoczyło się tak strasznie szybko, ogromny, okropny szok...aż brakuje słów, a na usta ciągle ciśnie mi się: dlaczego właśnie ona, dlaczego w taki sposób...dlaczego, dlaczego...
  14. Dziękuję Wam bardzo za wsparcie, każde słowo się liczy, każdy gest. Nadal jest mi strasznie ciężko, w pracy muszę się rzucać w wir zajęć, żeby za dużo nie rozmyślać, nie rozkładać tego wszystkiego na czynniki pierwsze, ale dzisiaj przez chwilę miałam łzy w oczach... W domu nie potrafię sobie znaleźć miejsca... Dobrze, że słychać Famkę zza okna, jak głośno szczeka... Patrzcie, co znalazłam wczoraj gdzieś na innym forum: Panie Boże, nie jestem aniołem, dziś niewielu jest takich na świecie, może ci, co na ziemskim padole pokochali zwierzęta i dzieci. Panie Boże, powiedziałeś "Proście", rzekłeś "Proście, a będzie wam dane". Wiesz, że wczoraj po Tęczowym Moście szedł do Ciebie mój pies ukochany? Panie Boże, poznasz go z łatwością, miał sierść jedwabistą, cztery łapki, ogon, proszę, o Panie, zawołaj go głośno, bo miał w zwyczaju nie słuchać nikogo. Panie Boże, nie proszę dla siebie, znajdź mu jakąś osobę przyjazną, by głodny i smutny nie był i żeby przy kimś bezpiecznie mógł zasnąć. Panie Boże, a gdy tak się stanie, że i mnie zabrać stąd będzie trzeba, pozwól, by wyszedł mi na spotkanie, kiedy będę wędrować do nieba... Może ktoś widział, może ktoś wie, gdzie taki dom jest, w którym człowiek płacze po psie? W którym jest miska w kącie i boleśnie puste posłanie, smycz na ganku, kość pod łóżkiem zgubiona, gumowa nadgryziona zabawka, a na ścianie odbicie ogona… To tylko pies, tak mówisz, tylko pies... A ja ci powiem Że pies to czasem więcej jest niż człowiek On nie ma duszy, mówisz... Popatrz jeszcze raz Psia dusza większa jest od psa My mamy dusze kieszonkowe Maleńka dusza, wielki człowiek Psia dusza się nie mieści w psie I kiedy się uśmiechasz do niej Ona się huśta na ogonie A kiedy się pożegnać trzeba I psu czas iść do psiego nieba To niedaleko pies wyrusza Przecież przy tobie jest psie niebo Z tobą zostaje jego dusza [FONT=&amp] [/FONT][FONT=&amp]Zapłacz[/FONT][FONT=&amp] [/FONT][FONT=&amp]kiedy odejdzie,[/FONT][FONT=&amp] [/FONT][FONT=&amp]jeśli Cię serce zaboli,[/FONT][FONT=&amp] [/FONT][FONT=&amp]że to o wiele za wcześnie[/FONT][FONT=&amp] [/FONT][FONT=&amp]choć może i z Bożej woli.[/FONT][FONT=&amp] [/FONT][FONT=&amp]Zapłacz[/FONT][FONT=&amp] [/FONT][FONT=&amp]bo dla płaczących[/FONT][FONT=&amp] [/FONT][FONT=&amp]Niebo bywa łaskawsze[/FONT][FONT=&amp] [/FONT][FONT=&amp]lecz niech uwierzą wierzący,[/FONT][FONT=&amp] [/FONT][FONT=&amp]że on nie odszedł na zawsze.[/FONT][FONT=&amp] [/FONT][FONT=&amp]Zapłacz[/FONT][FONT=&amp] [/FONT][FONT=&amp]kiedy odejdzie,[/FONT][FONT=&amp] [/FONT][FONT=&amp]uroń łzę jedną i drugą,[/FONT][FONT=&amp] [/FONT][FONT=&amp]i – przestań[/FONT][FONT=&amp] [/FONT][FONT=&amp]nim słońce wzejdzie,[/FONT][FONT=&amp] [/FONT][FONT=&amp]bo on nie odszedł na długo.[/FONT][FONT=&amp] [/FONT][FONT=&amp]Potem[/FONT][FONT=&amp] [/FONT][FONT=&amp]rozglądnij się wkoło[/FONT][FONT=&amp] [/FONT][FONT=&amp]ale nie w górę;[/FONT][FONT=&amp] [/FONT][FONT=&amp]patrz nisko[/FONT][FONT=&amp] [/FONT][FONT=&amp]i – może wystarczy zawołać,[/FONT][FONT=&amp] [/FONT][FONT=&amp]on może być już tu blisko...[/FONT][FONT=&amp] [/FONT][FONT=&amp]A jeśli ktoś mi zarzuci,[/FONT][FONT=&amp] [/FONT][FONT=&amp]że świat widzę w krzywym lusterku,[/FONT][FONT=&amp] [/FONT][FONT=&amp]to ja powtórzę:[/FONT][FONT=&amp] [/FONT][FONT=&amp]on w r ó c i...[/FONT][FONT=&amp] [/FONT][FONT=&amp]Choć może w innym futerku. [/FONT] Wczoraj czytając to ryczałam jak nie wiem... Dzisiaj wracając do domu znowu ryk ehhhh... :( :( :(
  15. My też dzisiaj w nocy przegraliśmy walkę z tą strasznie podstępną chorobą...;( Jestem załamana... Nasza sunia Finka (Fina) - karelski pies na niedźwiedzie (21.03.2013 r. skończyłaby 11 lat) do ubiegłej środy była okazem zdrowia. Nie zapomnę nigdy, jak po naszym powrocie z pracy przybiegła się przywitać, była taka radosna. Przybiegła razem ze swoją siostrzyczką - Famką (Fama), która po tych prawie jedenastu latach razem z Finką, teraz została sama... Nadal szuka swojej siostry... W czwartek psina przestała jeść, nie chciała wyjść z budy, ale czasem jej się to zdarzało, zawsze była bardziej masywna i taka misiowata niż Fama. W sobotę w końcu wyszła, była trochę apatyczna, ale kiedy zaczęła sobie biegać razem z Famą po ogródku wydawało się, że wszystko jest ok. Byliśmy przekonani, że może czymś się struła... Miało być dobrze... Jednak nie było... Od rana w niedzielę była przez nas monitorowana, stwierdziliśmy, że nie ma na co czekać, tylko jechać do lecznicy... Mieli tylko godzinny dyżur, a ludzi strasznie dużo... Miała zrobione USG, niby wszystko ok, dostała kroplówkę do podłączenia do domu. Oczywiście zabraliśmy ją do domu, leżała sobie w cieple na wygodnym posłaniu. Dostała kroplówkę, ale nadal nie chciała pić, ani jeść. Następnego dnia miała mieć zrobione badanie krwi. Tak też się stało, dostała kroplówki, zastrzyki... Diagnoza: problemy z nerkami, wyniki zwaliły nas z nóg: kreatynina 7,8, mocznik 255..., a USG dobiło - z nerkami jest naprawdę źle... Zawsze okaz zdrowia:( Leczenie było kontynuowane jeszcze we wtorek i w środę. We wtorek w nocy zaczęła pić... Jak ją wczoraj odbieraliśmy z lecznicy, kolejny cios - wyniki jeszcze się pogorszyły - kreatynina 10,5; mocznik 258, ale o dziwo wszyscy weterynarze wskazywali, że pies wygląda i zachowuje się, jakby czuł się lepiej. Finka zaczęła interesować się otoczeniem, chętnie robiła sobie wycieczki... Przed powrotem do domu dostała jeszcze lek osłonowy na żołądek, kiedy wróciliśmy wystawiliśmy ją z samochodu, żeby się załatwiła... Wtedy też poszła w żywopłot, w miejsce, do którego mieliśmy bardzo utrudniony dostęp...jak się później okazało coś przeczuwała... W końcu dała się przekonać do powrotu do wnętrza domu. W niedługi czas potem znowu kolejny szok - pojawiły się krwawe wymioty... Telefon do weterynarza - to nawet dobrze, że ją przeczyściło, może w końcu ruszy jej żołądek tak jak trzeba, oby tylko się to nie powtarzało - i nie powtórzyło się. Po tym zdarzeniu, faktycznie jakby czuła się lepiej - zwiedzała cały parter domu, kładła się blisko nas, piła... Niepokoił mnie tylko jej cięższy oddech, ale cały czas wszyscy mieliśmy nadzieję... Od diagnozy non stop strasznie to przeżywałam, więc ok. 22 padłam - po prostu zasnęłam, obudziłam się ok. 2 w nocy, do mojego pokoju przyszła moja Mama, czułam, że coś jest nie tak. Początkowo nie chciała mi powiedzieć, ale w końcu wydusiła z siebie: Finka nie żyje... Okazało się, że odeszła przed 24:00, a więc jeszcze 12.12.2012 r.... Po prostu zasnęła i już się nie obudziła... W tym wszystkim pociesza mnie właśnie to, że nie musieliśmy podejmować decyzji dot. jej odejścia, bo tego nie umiałabym po prostu zrobić... Dobrze, że wczoraj udało mi się powiedzieć jej jeszcze, że ją bardzo kocham, a ona spojrzała na mnie tymi swoimi pięknymi, wiernymi, brązowiutkimi oczkami... Nie umiem się z tym pogodzić i jeszcze długo nie będę mogła... Nie umiem się odnaleźć, cały czas lecą łzy... ;(
×
×
  • Create New...