Witajcie. Mam w domu prawie 5-letniego mieszańca (ok. 17 kg wagi - malutki nie jest), którego znalazłam kiedyś na śmietniku. Miał wtedy ok. 5 tygodni. Przygarnęłam go i wychowałam na pięknego psa. Kiedy był jeszcze młody, ktoś go otruł - pies zjadł trutkę, najprawdopodobniej na szczury i leżał z ogromnymi podskórnymi wylewami w klinice kilka dni, potem długo dochodził do siebie, ale wyzdrowiał. Jedynym skutkiem tego otrucia teraz, jest niemożność jego kastracji. Wszystko było dobrze, ale od paru miesięcy jego zachowanie zmieniło się o 180 stopni, zrobił się bardzo agresywny, nie tylko do innych psów, kotów, ale też do ludzi, a nawet do mnie. Jest strasznym tchórzem i myślę, że z tego wynika ta jego agresja. U weterynarza, czy w sklepie zoologicznym od razu zęby na wierzchu. Za nic nie daje się wykąpać, jak tylko wyczuje, że zbliża się czas kąpieli, lub gdy tylko tak mu się wydaje - chowa się za fotelem lub w szafie i warczy. Potrafi tak cały dzień. Gdy przychodzą goście, nie daje im nawet wejść do domu, trzeba go zamykać w innym pokoju, ale rzuca się na drzwi. W ogóle złapać go w takim atraku szału jest trudno, bo nas też potrafi użreć. Ukochał sobie szafę, którą z łatwością potrafi sobie otworzyć i jak do niej wejdzie od razu mu odbija. Jak z niej wychodzi - inny pies, anioł. Ogólnie wydawałoby się, że jest uległy, jak do niego podchodzę czasami, kładzie się na brzuszek, uwielbia być głaskany. Ale ma takie ataki, jak by mu coś w głowie się przełączyło i wtedy jest nie do wytrzymania. Sąsiedzi się go boją i straszą mnie, że podadzą mnie do sądu, że trzymam agresywnego psa. Nie wiem co robić, pomóżcie.