Dzięki za trzymanie kciuków,ale zdarzyła się rzecz o ,której ogóle nie myślałam :-(
Lara (*) :'( odeszła na stole u weterynarza :shake: W drodze do weta zaczęła wymiotować krwią i już odchodziła.Jak nią wniosłam do weta to nawet pani ,która była umówiona na szczepienie buldożka nas przepuściła.Weterynarz powiedział ,że to prawdopodobnie parwowiroza. :'(
A u takiego szczeniaka jak ona była najbardziej groźna , wystarczyły 2 dni , aby pokonać jej organizm. :shake: A najgorsze jest to ,że była na to szczepiona , ale wet powiedział ,że mimo tego może zaatakować.
Ja głupia myślałam ,że to przez łapę jest taka słaba , a to od tego.Jestem taka zła na siebie :angryy:. Zrobiła bym wszystko ,aby cofnąć czas .
Jak przyniosłam ją do domu już nie żyła moje psy ją powąchały , ale najbardziej to chyba przeżył Odi , bo cały czas leżał przy Larze i dotykał ją noskiem.
Zakopałam ją w ogródku i przykryłam to miejsce kamieniami. :'(
Jadę dzisiaj z reszta psów do weta ,bo trzeba sprawdzić czy one nic nie mają :-(
Tego już bym chyba nie przeżyła :angryy: