Witam,
niecałą dobę jest u nas suczka w typie ON, około 6 letnia, która prawie całe życie spędziła na łańcuchu. Nie wiem jak można było taką kochaną istotę uwiązać, ale tak było. Trafiła do DT, gdzie była kilka miesięcy. Zabraliśmy ją do nas, a mamy rocznego syna i chcieliśmy wziąć psa dorosłego, który będzie się "opiekował najmłodszym w stadzie". Suczka przez noc była bardzo niespokojna. Mąż spędził z nią noc prawie na jej legowisku aby się nie bała i nie szukała drogi ucieczki. Rano już było lepiej, zaczęła się dogadywać z naszym psem i suczką, kotami, ale ... kiedy zaczęła się czuć trochę lepiej, zaczęła szczekać na obcych pod bramą i stróżować zaczęła się dziwnie zachowywać wobec naszego syna. Pilnowaliśmy aby mały nie zrobił jej krzywdy (jest na etapie walenia z liścia wszystkich i wszystkiego), bardzo ją polubił i dawał buziaki, głaskał, wszystko pod naszą kontrolą. Pierwszy raz "złapała" go za rączkę kiedy ją głaskał, kiedy leżała na swoim legowisku, drugi raz też kłapnęła zębami do niego, ale nic mu nie zrobiła. Za trzecim razem sytuacja była podobna, po prostu kłapnęła zębami koło jego buzi. Byliśmy blisko bo kontakt zawsze był pod naszą kontrolą, ale nie udało nam się jednak zapobiec kłapaniu.
Skontaktowaliśmy się z DT i wspólnie podjęliśmy decyzję, że nie ma co ryzykować, sunia musi wrócić do DT, ale robię to z bólem serca. Ona jest taka łagodna i kochana. Nie mieliśmy żadnych wątpliwości, że się dogadamy.
Proszę o radę, czy z takim przypadkiem da się coś zrobić, czy lepiej nie ryzykować? Suczka mogła przecież na tym łańcuchu być drażniona przez dzieci, tego nie wiemy i został jej uraz.
Jeśli jednak trzeba będzie się rozstać, to czy można uniknąć takich sytuacji na przyszłość? Jakiego psa wybierać w naszej sytuacji? Nie chcemy kupować psa kiedy tyle biedaków nie ma swojego miejsca, chcielibyśmy więc adoptować jednego z nich.
Z góry dziękuję za odpowiedź.
Pozdrawiam.